poniedziałek, 15 kwietnia 2013

meet me on the equinox

          
Książę Zuko
prawowity następca tronu Narodu Ognia

Strach stryja, krzyk tłumów, jego własny płacz, pogarda na twarzy ojca, szeroki uśmiech na ustach siostry. Niewiele pamięta z dnia kiedy ogień, jego najwierniejszy przyjaciel, w jednym momencie przeistoczył się w bezlitosną bestię zabierając dwunastoletniemu chłopcu więcej niż ten początkowo mógłby przepuszczać. Nauczył się żyć z blizną, która przy każdym spojrzeniu w lustro przypominała mu o tym co najważniejsze - o posłuszeństwie - jednak nigdy nie potrafił zaakceptować plamy na honorze, która odebrała mu cały szacunek i miłość ojca. Długo łudził się, że Ozai kiedykolwiek żywił w stosunku do niego któreś z tych uczuć, a stryj Iroh łaskawie nie wyprowadzał go z błędu wiedząc, że przekonany o słuszności swojej racji bratanek nie zaprzestanie szukania sposobu na powrót do domu. Zuko nigdy nie doceniał stryja, który traktował go jak własnego syna, który był przy nim zawsze, gdy ten go potrzebował i dobrowolnie towarzyszył mu w tułaczce i poszukiwaniach Avatara. Iroh różnił się od innych z Narodu Ognia, a Zuko skrycie żałował, że to nie on - zgodnie z tradycją - został królem. Prawdopodobnie wiele rzeczy wyglądałoby wtedy znacznie inaczej, nadal miałby rodzinę, nadal dobrze widziałby na lewe oko, nadal posiadałby honor, nikt nie miałby powodu by spojrzeć na niego z nienawiścią.
Szukanie Avatara i sprowadzenie go wprost pod nogi ojca stało się jego obsesją. Załoga statku, którym podróżował po kilku latach bezowocnych poszukiwań zaczęła poważnie martwić się o zdrowie psychiczne młodego księcia, jednak nie ośmielili się wypowiedzieć ów słów na głos. Pozostawali mu wierni pomimo tego, że pomiatanie podwładnymi należało do ulubionych zajęć rozkapryszonego nastolatka, nad którym nikt nie był w stanie przejąć władzy. Nie było im dane oglądać przemiany, którą w Zuko zapoczątkowało zniszczenie statku przez jego siostrę. Siostrę, której głównym celem stało się polowanie nie tylko na Avatara, ale i własnego brata. W Ba Sing Se ludziom przedstawia się jako Li, uchodźca nie posiadający w sobie ani krzty magii, zwyczajny bratanek tego człowieka, który tak wspaniale parzy herbatę. Czasem ma wrażenie, że mógłby zostać w tym miejscu na zawsze i wieść zwyczajne, spokojne życie w zapomnieniu. Złość kumulowana przez długie lata skutecznie przysłania mu jednak tę myśl. Miał osiem lat kiedy zrozumiał co to strata, dwanaście lat kiedy po raz pierwszy poczuł smak porażki, szesnaście kiedy spotkał Avatara, dwadzieścia kiedy stracił nadzieję.


____________________dzień dobry____________________
Mam nadzieję, że Zuko nie popsułam, i że będę miała niedługo z kim wątkować!

45 komentarzy:

  1. Witamy na blogu. Bardzo udany Zuko :) Mam nadzieję, że niebawem pojawi się więcej autorów! Dobrej zabawy.

    OdpowiedzUsuń
  2. [Mnie się moja własna karta chyba aż raz w życiu podobała, więc wiesz;) I się cieszę, że jednak na tym zdjęciu stanęło, bo na swój sposób jest takie Maiowate.
    Właściwie o tym samym pomyślałam! Chyba w ich wypadku na razie nie ma sensu robić wątku z zawiłą fabułą, bo to pierwsze spotkanie już samo w sobie będzie zawiłe. W początkowym odruchu pewnie obrzuci go mnóstwem noży, a on będzie musiał jakoś to przeżyć xD
    I kocham twój podpis, Zuzu<3]

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  3. Życie w Ba Sing Se przypominało czasami Mai życie w Omashu, a nie były to czasy, które wspominała ze szczęśliwym rozmarzeniem. Nie znosiła Omashu i wszystkiego, co się z nim wiązało, ale wtedy nie miała jak uciec z miasta. Była uwiązana przy rodzinie, a ojciec został gubernatorem dopiero co zdobytej miejscowości, dlatego po raz kolejny musiała zacisnąć zęby i pozwolić, żeby znowu wyszło tak jak chcieli, a swoje zdanie zachować dla siebie. Opuściła Naród Ognia, zupełnie zrywając kontakty z dawnymi przyjaciółmi, ale nie potrafiła do końca o nich zapomnieć. A zwłaszcza nie o jednym z nich. Nie miała jednak wyjścia, Omash miał się stać jej nowym domem. Szkoda tylko, że nawet nie miała starego miejsca, które mogłaby tak nazywać.
    Teraz sytuacja niewiele się różniła. Mai znowu nie mogła uciec z miasta, tym razem tylko z Ba Sing Se. Była uwiązana przy Azuli, która po trupach starała się wyśledzić brata i Awatara. Nie bała się księżniczki, chyba jako jedna z niewielu, ale wiedziała, że niemądrze byłoby się teraz wycofać. Nie kiedy były tak blisko, a Azula była zbyt zaangażowana, żeby rozważyć jakiekolwiek racjonalne argumenty. Dlatego po raz kolejny dziewczyna milczała, posłusznie mieszkając w Ba Sing Se, mimo że z każdym dniem cora bardziej nienawidziła tego miejsca i jego rutyny, monotoni każdego dnia, który zawsze był taki sam.
    Ale nie oszukujmy się. Mai nienawidziła każdego miejsca na Ziemi. A przynajmniej każdego, w którym nie było...
    Dzisiejszy dzień wydawał się być jeszcze gorszy niż zazwyczaj. Nie mogła już dłużej wytrzymać w jednym pomieszczeniu z Azulą, która z każdym dniem wpadała w coraz większą frustrację i wyżywała się na wszystkich dookoła. Nawet odwieczny spokój Mai zostawał wystawiany na próbę, dlatego postanowiła się przejść po ulicach miasta. Potrzebowała samotności. Przebywanie wśród ludzi bywało męczące, a ona potrzebowała chwili dla samej siebie na zebranie myśli, co było trudne koło miotającej ogniem Azuli.
    Westchnęła cicho, wdychając głęboko nocne powietrze, które znacząco różniło się w Królestwie Ziemi od tego z ziem Narodu Ognia. Nie potrafiła stwierdzić, czy tęskni za domem. Nie miała domu. Nie miała za czym tęsknić. A jednak poczuła dziwne ukłucie, gdy zobaczyła wiązkę ognia szybującą w kierunku lampy.
    Co tutaj robił mag ognia?
    Zatrzymała się gwałtownie, kiedy dostrzegła, kto zapalił lampę. Zuko. Ten, którego najbardziej obawiała się spotkać. Ten, którego nie powinno tutaj być. Ten, który na pewno zasługiwał na to, co miała zamiar zrobić.
    Mai wykorzystała jego zdziwienie. Wiedziała, że będzie szybsza. Zawsze była szybsza od przeciwnika, a teraz jego szok tylko ułatwił jej zadanie. Z połaci ubrań wysunęła niewielkie noże do rzucania i shurikeny. Początkowo czuła ogień gniewu, który w niej wzbierał, ale teraz starała się go opanować. Nie czuła nic, kiedy posłała w jego kierunku pierwsze dziesięć noży. Część przeleciała koło niego jako ostrzeżenie, niektóre rozdarły mu ubranie w kilku miejscach, a jedna musnęła go w policzek, zostawiając na nim czerwony ślad.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  4. Dziewczyna była gotowa. Wiedziała, że jej broń tylko go rozdrażni, że to było nic. Wiedziała, że książę nie podda się bez walki, właśnie tak został wychowany. Ale znała również jego temperament. Wystarczyło odpowiednio nacisnąć, żeby wpadł w furię, a wtedy pojedynek właściwie byłby zakończony. Zuko zawsze zbyt łatwo popełniał błędy w swojej wściekłości. Nawet jego ogień nie był w stanie wygrać ze stoickim spokojem Mai.
    Powinna była być gotowa na jego atak, ale chwila samozadowolenia z jego rozcięcia na policzku za bardzo ją rozproszyła, a jej zwinność i szybkość bez skupienia były tylko dodatkiem, nie bronią. Podskoczyła, unikając ognia wystrzelonego w jej kierunku, ale nie udało jej się odskoczyć od Zuko. Wykręcała nadgarstki, starając się je wyzwolić z jego chwytu, ale trzymał zbyt mocno, a ona była zbyt wątła, żeby siłą się uwolnić. Potrzebowała podstępu i jasności umysłu, ale trudno było jej się skupić, kiedy stał tak blisko. W jego oczach ciągle mogła dostrzec cień dawnego chłopca. Tego, którego nie nienawidziła. Nie tego, który pod komendą ojca terroryzował poddanych. Tak naprawdę Mai nigdy się go nie bała. Nawet wtedy, gdy książę wpadał w największą furię, nie chowała się przed nim ze strachem. Nawet teraz, kiedy wydawało się, że ich walka jest całkowicie poważna i mogą zrobić sobie krzywdę, nie bała się Zuko. Nie drgnęła, gdy koło jej twarzy pojawiały się płomienie ognia, bo wiedziała, że chłopak nigdy nie ośmieliłby się zrobić drugiemu człowiekowi takiej blizny, jaką jemu zrobił własny ojciec. Dlatego mimo tchnień gorąca na twarzy nie poruszyła się, nie skrzywiła ani nie krzyknęła, tylko stała pod ścianą, spojrzenie, rzucając mu wyzwanie. No dalej, Zuko. Ośmielisz się?
    Ta walka od początku nie była fair. Nieważne co zrobi, Mai była chroniona. Była znana i nikt nie ośmieliłby się jej dotknąć. Natomiast Zuko był uważany za zdrajcę. Znajdował się w Ba Sing Se, gdzie na środku chodnika tkał ogień, a w tych czasach i na terenie Królestwa Ziemi było to jednoznaczne z samobójstwem. Albo ona go ostatecznie pokona, albo złapią go straże. Był na przegranej pozycji.
    Między nimi była tak niewielka przestrzeń, że bez problemu ją pokonała, wysuwając z rękawa noże, które przytknęła pod jego żebra, ostrzegawczo przytykając je do skóry, żeby mógł poczuć wbijające się ostrza.
    - Ani drgnij, Wasza Wysokość - wyszeptała drwiąco, unosząc wzrok, żeby móc spojrzeć mu w oczy.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  5. [Nie myśl tyle! Zaoszczędź weny na zaczynanie, będzie potrzebna. Zanim zorganizujesz cały wątek, dorzucę swoje trzy grosze do tego, jak mógłby on wyglądać. Bo pomysł z brataniem mi bardzo odpowiada. Zwłaszcza, że to prawdopodobnie pierwszy i ostatni raz, kiedy Zuko wpadnie na podobną rewelację.
    Pałętająca się samotnie po mieście Toph zostaje oskarżona o kradzież jakiegoś drobiazgu, co Zuko uznaje za idealną okazję do pokazania dobrych intencji. O dziwota, dziewczyna nie wychodzi z roli bezbronnej kaleki i pozwala się ratować.
    I jak?]
    Toph

    OdpowiedzUsuń
  6. Właśnie dlatego Mai nie pozwalała sobie teraz nawet na chwilę roztargnienia. Mogło się wydawać, że wygrała, ale to wcale nie była prawda. Chłopak będzie spokojnie czekał na dogodny moment do ataku i w pełni go wykorzysta, dlatego nie spuszczała oczu z jego twarzy, szukając zmian, które powiedziałyby jej o jego zamiarach. Książę był nauczony, żeby nigdy się nie poddawać i walczyć do końca. Żeby walczyć zawsze, nawet gdy miało się to skończyć śmiercią, dlatego w tej chwili był on jeszcze bardziej nieobliczalny niż przed chwilą. Wiedziała, że nie uda jej się zbyt długo zatrzymać och w tej sytuacji. Musiała szybko podjąć decyzję, ale nie potrafiła.
    Zuko od dziecka był na straconej pozycji. Zawsze. Dorastała koło Azuli i znała tajemnice ich rodziny, nawet te, o których nikt nigdy jej nie powiedział. To wręcz niesamowite, że dla niego honor był tak ważny, kiedy miał tak niehonorowego ojca. Widziała, jak rodzeństwo ze sobą rywalizuje i jak Azula zajmuje specjalne miejsce w sercu ich ojca, podczas gdy Zuko od początku był skazany na porażkę. Pamiętała ciągle ich wspólne zabawy, kiedy to z trudem próbowała opanować rumieńce. Pamiętała moment, kiedy skazywano go na banicję i obserwowała jego odejście z okien pałacu, bojąc się do niego podejść i powiedzieć, jak bardzo jej przykro i że ona się od niego odwróci. A teraz robiła coś zupełnie innego, przyciskając chłodne ostrze do jego wrażliwej skóry. Wystarczyło pchnięcie, żeby pozbawić go życia, ale doskonale wiedziała, że nie odważy się tego zrobić. Nie kiedy patrzyła mu w oczy i widziała ich jako dzieci. On też o tym wiedział. Jakby znał jej słabość, a przecież Mai nie miała żadnej słabości, jednak jej czyny mówiły zupełnie inaczej. Już kiedy go zobaczyła, mogła rzucić shurikenem i go zranić tak poważnie, że bez trudu zabrałaby go do Azuli. Mogła go już dawno wytropić w tym mieście, ale tego nie zrobiła, udając, że zajmuje się innymi, ważniejszymi sprawami. Teraz mogła zrobić z nim co tylko chciała, a tymczasem nie robiła nic.
    - Nie odzywaj się do mnie - odpowiedziała jedynie Mai, odwracając wzrok, bo wiedziała, że ma rację. Mogłaby wymyślić argumenty, ale nie chciała dalej w to brnąć. Jedynie ostrzegawczo przycisnęła ostrze mocniej, ale niewystarczająco, żeby go zranić - Nie znasz mnie. Nic o mnie nie wiesz.
    Właśnie wtedy usłyszała hałasy od strony ulicy. Zacisnęła usta w wąską linię, odwracając wzrok w kierunku głosów. To strażnicy kierowali się w tą stronę.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  7. Gdzieś tam wewnątrz wiedziała, że to nie jest prawda, że Zuko w jakiś tam stopniu ją zna i wie, czym się kierowała w życiu, podejmując różne decyzje, ale lepiej było, kiedy się do tego nie przyznawała. W końcu to już nie miało znaczenia, nie liczyło się, czy się znali lepiej od innych, czy kiedyś się przyjaźnili, czy kiedyś coś ich łączyło. Teraz powinien się liczyć tylko fakt, że Azula uczyniła z nich wrogów i tego powinni się trzymać. Byli dla siebie zagrożeniem, które należało zlikwidować, a ona powinna była go unieszkodliwić, kiedy miała taką szansę. Teraz wszystko za bardzo się komplikowało.
    Mai nie zdążyła zareagować, kiedy książę pociągnął ją za rękę, wytrącając jej z dłoni nóż. Jedynie westchnęła, ale nie zareagowała, zaciskając zęby. Teraz jej największym problemem byli zbliżający się strażnicy. Nie była głupia i doskonale wiedziała, że oznacza to zgubę nie tylko dla Zuko, ale również dla niej. Znajdowała się pod protektoriatem księżniczki Azuli, a więc również całego Narodu Ognia, jednak obowiązywały ją te same zasady, co innych. Zważywszy na fakt, że do miasta dostały się nielegalnie, przebrane za Wojowniczki Kyoshi i musiały być ostrożne. Chyba nie było obecnie bardziej znienawidzonej osoby od niej, Azuli i Ty Lee, jeśli nie liczyć Lorda Ozai i doskonale zdawała sobie z tego sprawę. Nawet książę Zuko spadł w rankingu Najbardziej Znienawidzonych. Ona natomiast pokonała już zbyt wielu dumnych mężczyzn swoimi nożami oraz głębokim spokojem i znudzeniem, żeby można było o niej zapomnieć.
    Chociaż teoretycznie byli wrogami, Mai musiała mu zaufać. Nie znała Ba Sing Se wystarczająco, żeby ze swobodą poruszać się po uliczkach, dlatego musiała zdać się na niego. Chwilowo nie zastanawiała się, dlaczego to robi. W końcu mógł ją zostawić w tamtym miejscu i oddać na pastwę strażników, a prowadził ją za sobą w ciemności. Nie podobało jej się to. Zazwyczaj bez trudu radziła sobie z rozszyfrowaniem drugiej osoby, a w jego wypadku miała większe trudności niż zazwyczaj. I utraciła kontrolę, a to wprawiało ją w delikatne zdenerwowanie. Zawsze lubiła panować nad sytuacją. Lubiła to, co pewne. W tej chwili jednak nic takie nie było. Musiała zaufać intuicji i swoim zdolnościom.
    Dziewczyna wiedziała, że coś jest nie tak. Było zbyt cicho, zbyt spokojnie jak na strażników, którzy zawsze robili zbyt dużo szumu i zdążyłaby zniknąć zanim w ogóle dotarliby na miejsce albo pomyśleli o przeszukaniu uliczki. Bezwiednie sięgnęła po kolejne shurikeny ukryte w długiej spódnicy. Czuła uspokajający uścisk dłoni Zuko na swojej, dlatego mężczyzna ciągle miał jeszcze szansę stać.
    - Myślicie, że jestem głupi, co? - zapytał z wściekłością nieznajomy, wykonując kolejny krok w ich stronę. Mai cała zesztywniała, gotowa w każdej chwili przyszpilić go do ściany.
    - Skądże. Masz po prostu problemy umysłowe - mruknęła Mai, zakładając dłonie na piersi.
    - Ty ..... - Mężczyzna rzucił się na Mai, ale jej już dawno tam nie było, zwinnie umykając przed jego ciosem.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  8. [Och, braciszku mój ukochany! Co do wątku - pomysłów brak xd]

    Księżniczka Azula

    OdpowiedzUsuń
  9. Mai wcale nie czuła się winna. Po prostu wtrąciła od siebie niewielką uwagę na temat inteligencji owego mężczyzny, nic ponadto. A to, że tak przyjął to do siebie, nie było już jej winą. Najwyraźniej bardzo łatwo było zranić jego ego, ale nie ukrywajmy, że między innymi w tym specjalizowała się dziewczyna. Zazwyczaj jej uwagi były trafne i ugadzały w czuły punkt. Jej słowa można było porównywać do jej noży: szybkie, ostre, bolesne i bezlitosne.
    Skryła się w cieniu ściany, niezauważalna, jeśli ktoś nie patrzył wystarczająco uważnie, a w palcach obracała swoje noże w każdej chwili gotowa zainterweniować, jeśli sytuacja zrobi się naprawdę paskudna, ale nie miała zamiaru się w to mieszać ani ratować tyłka księcia, w końcu nie na tym polegało jej zadanie. Jednak jakaś siła wewnątrz niej wiedziała, że nie pozwoli temu mężczyźnie skrzywdzić Zuko... za bardzo.
    Z niewiadomego powodu Mai poczuła się źle, kiedy chłopak wspomniał o bliźnie na policzku, skazie, która przez całe życie będzie mu przypominała o wydarzeniach, o których na pewno chciał jak najszybciej zapomnieć. Czasami sądziła, że to właśnie ta blizna stała się później jego trucizną. Żałowała go, chociaż nie przyznawała się do tego nawet przed samą sobą. Był jej wrogiem. Nie zasługiwał na jej współczucie ani żadne inne uczucia poza obojętnością. Miał być dla niej niczym, jedynie kolejnym celem, który miała dostarczyć księżniczce. A później znajdzie Awatara i uwolni się od królewskiego rodu, chociaż jeszcze nie wiedziała, co będzie robiła. Na razie musiała się skupić na Zuko.
    Dziewczyna uśmiechnęła się pod nosem, kiedy nazwał osiłka tępym. Sam będzie ją krytykował za wyprowadzanie go z równowagi, ale nie był lepszy. Powoli jednak się uczył. Wyprowadzanie przeciwnika z równowagi mogło dać przewagę, ale jednocześnie było niebezpieczną i nieobliczalną taktyką. Nigdy nie wiesz, co zrobi przeciwnik w furii. Zwłaszcza Zuko był nie do przewidzenia, dlatego kiedyś to ona była tą, która go zawsze uspokajała. Ale to było tak dawno temu, że udawała, jakby tego wspomnienia nigdy nie miała.
    Mai nawet nie drgnęła, kiedy mężczyzna zwrócił się w jej stronę gotowy do ataku. Po prostu czekała na odpowiedni moment, żeby go obezwładnić, ale Zuko nie dał jej takiej możliwości. Westchnęła zirytowana. Nie była małą dziewczynką, którą musiał chronić. Sama poradziłaby sobie z magiem ziemi. Ciągle jej nie doceniał, tak jak kiedyś.
    Słuchała go uważnie i z każdym słowem księcia coraz bardziej wzrastała w niej złość. On był tym, który potrafił zniszczyć jej fasady spokoju i obudzić w niej wściekłość, mimo jej starań, aby zachować opanowanie. Mai poczuła się... zdradzona. Chociaż nie powinna się tak czuć, nie potrafiła jednak nic na to poradzić. Czuła się tak, jakby uderzył ją w żołądek.
    - Jak mogłeś?! - warknęła dziewczyna, pojawiając się przed nim znikąd i dźgając go palcem wskazującym w pierś. Gdyby nie rozkaz Azuli, który mówił jasno, że chciała mieć Zuko żywego, ten już leżałby martwy na ziemi, ale o tym wiedzieć nie musiał - Mylisz się. Mam trzy wyjścia. Trzecie wspomina coś o wbiciu ci nóż w serce, jak planowałam.
    Nikt nie mógł wiedzieć, że przekroczyły mury Ba Sing Se i wślizgnęły się do środka. Jeśli je znajdą, zostaną uwięzione albo jeszcze gorzej. Później dojdzie do wymiany zakładników. Nie wątpiła, że Azula wróci do domu, ale co do siebie nie była już taka pewna. Nigdy nie wierzyła, że rodzice ją kochają. Była na straconej pozycji. Tak samo jak Zuko.
    Ponadto nie mogła uwierzyć, że stwierdził, iż zabije tego człowieka. Mai nigdy nikogo nie zabiła, po prostu unieruchamiała przeciwnika w czasie walki albo delikatnie raniła. Nie czerpała przyjemności z ranienia, nie tak jak Azula. Nie rozumiała, dlaczego podejrzewał ją o coś takiego. Jednak w ogóle jej nie znał.
    - Nie jestem niczyim pieskiem. Ani Azuli, ani twoim.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  10. [Spoko. Ten moment z rozwalaniem najbardziej mi się podoba :D. Ty zaczniesz, czy ja mam to zrobić jutro?]

    Księżniczka Azula

    OdpowiedzUsuń
  11. Niewiele zabrakło, a Mai zadrżałaby pod wpływem jego spojrzenia. Przywykła już, gdy patrzył z taką nienawiścią na innych, ale nigdy nie widziała w jego oczach aż takiej niechęci skierowanej do niej. Nie wycofała się jednak. Nie mogła. Już raz podjęła decyzję i wycofanie się z niej byłoby dla niej katastrofalne w skutkach. Ale nie bała się. Nie bała się ani Azuli, ani Zuko. I oni oboje powinni się nauczyć, że nie była na każde ich zawołanie. A jego uśmiech budził w niej tylko jeszcze większą irytację, bo nie wiedziała, co takiego było w niej, że to go rozśmieszyło.
    Nie chodziło o sam fakt tych mężczyzn. Plotka zbierze swoje plony, nie były już dłużej bezpieczne w Ba Sing Se, jakby kiedykolwiek były. Poza tym chodziło o to, że w ogóle to zrobił. Gdyby to byli strażnicy, wydałby na nią wyrok śmierci. Nie potrafiła się pozbyć nieprzyjemnego uczucia, że została przez niego zdradzona. Że ich przyjaźń została zdradzona i była stracona już bezpowrotnie.
    Zacisnęła tylko mocniej zęby, czując jego uścisk na nadgarstku, ale z jej ust nie wydobył się żaden dźwięk bólu. Doskonale wiedziała, o czym mówi. Sama również nie chciała dać Zuko żadnej satysfakcji, dlatego tak bardzo zirytował ją fakt, że udało mu się wyprowadzić ją z równowagi. Teraz jednak wytrzymała jego spojrzenie, a kiedy ją puścił, przyciągnęła dłoń do piersi, lekko ją rozmasowując.
    - A jakie miałam wyjście? Musiałam się zgodzić na wyprawę. Ale gdybyś nie zauważył, nie każde polecenie Azuli zostało wykonane - odpowiedziała na jego zarzut, całkowicie spokojnie, chociaż wiedziała, że to żałośnie brzmi. Dziewczyna mogła wtedy odmówić. Mogła wymyślić jakąś bajeczkę dlaczego nie może pojechać. Mogła po drodze zrezygnować i się zatrzymać w innym mieście. W końcu nie bała się Azuli i konsekwencji. A jednak ciągle była z księżniczką, ciągle szukała Awatara, ciągle ścigała Zuko. Właściwie ten pierwszy jej nie obchodził, to tego drugiego chciała szukać, chociaż nie wiedziała dlaczego. Nie wykonywała wszystkich jej poleceń. Gdyby tak było, książę właśnie siedziałby związany w ich obecnym miejscu zamieszkania.
    - Zuko, ty nie masz pojęcia, co wiem, a czego nie wiem - powiedziała cierpliwie Mai, a w jej głosie pojawiła się zdradziecka nuta łagodności. Czuła, że się jej przygląda, dlatego odsunęła się do tyłu, mocniej chowając się w cieniu. Jej mimika jak zawsze była maską opanowania nie do przeniknięcia, ale bała się, że książę odczyta w jej oczach coś, o czym wiedzieć nie powinien i o czym sama nie wiedziała. Westchnęła cicho. Nie wiedziała, co powinna teraz zrobić. Miała przed sobą cel ich wyprawy, ale nie potrafiła go zaprowadzić do Azuli. Nie mogła również dać mu tak po prostu odejść, a ta rozmowa sprawiała tylko, że oboje czuli się źle i mogli powiedzieć coś, czego później będą żałować.
    - Więc nie daj mu tej satysfakcji. Ani nie daj jej Azuli. Ale zostaw mnie w spokoju. Nie igraj ze mną. Nie opowiadaj mi ckliwych historyjek z twojego życia o które nie prosiłam, nie ratuj mnie przed osiłkiem, z którym poradziłabym sobie sama. Nie jesteśmy sojusznikami. Nie jestem ci nic winna.
    Niemal widziała w jego oczach ten sam wyrzut, który przed chwilą sama zaprezentowała.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  12. Nawet gdyby chciała, Mai nie znała sposobu, żeby wpłynąć na księcia i jego odczucia. Tylko on decydował w co chce wierzyć, a w co nie i wiedziała, że ona nic nie zmieni. Kiedy uparł się na coś, nie dało się zmienić jego zdania nawet najbardziej racjonalnymi argumentami. Dopóki nie udowodni mu, że miała dobre intencje, nie uwierzy jej, ale Mai nie musiała mu niczego udowadniać. Nie kierowała się wtedy dobrymi intencjami. Kierowała się swoim własnym dobrem. Miała dość Omashu, dlatego przyjęła propozycję Azuli. Koniec. Nie było w tym nic głębszego i Zuko musiał zdawać sobie z tego sprawę, ale tak będzie lepiej. Kiedy się nienawidzą, bo przecież stoją po przeciwnych stronach barykady. Ta wewnętrzna uraza, która mimo wszystko przebijała się w ich słowach i czynach, tylko oddalała ich od siebie. A kiedyś byli tak blisko. Bliżej niż innym i im samym się wydawało. Ale to było dawno, kiedy wszystko wydawało się łatwiejsze i prostsze, kiedy jego twarzy nie zdobiła blizna, kiedy nie był skazany na banicję, a ona była nieco bardziej otwarta. Nawet nie wiedziała, że Zuko czuje do niej jakikolwiek sentyment. Zawsze sądziła, że to dla niego było nic, w końcu był następcą tronu. Nigdy do końca nie potrafiła go rozszyfrować, tak jak teraz. W jednej chwili jest wściekły, zaraz potem zupełnie obojętny, a pózniej proponuje jej pomoc. Zwłaszcza ta obojętność ją zdziwiła. Przywykła już do jego temperamentu, zawsze wyrażał swoje uczucia. Ale już nie.
    Nie ruszyła się. Mai nie potrafiła mu zaufać, nikomu nie ufała. I nie postępowała głupio ani nierozważnie.
    - W takim razie kim dla ciebie jestem? - zapytała cicho, ale wiedziała, że ją usłyszał. I to było kłamstwo. Zuko oczekiwał od niej, że za nim pójdzie. Oczekiwał, że mu zaufa. Ale nie mogła tego zrobić, kiedy nie wiedziała, co się naprawdę między nimi dzieje i nie wiedziała, czy ma oczekiwać, że wbije jej nóż w plecy, kiedy się odwróci. Ich relacja była przede wszystkim dziwna i nieobliczalna, a ona nie lubiła niepewności.
    Mai miała ochotę zrobić to, o co podejrzewał ją Zuko - zniknąć. Była w tym dobra. W znikaniu zanim wszystko stanie się zbyt poważne i nie będzie mogła się tak po prostu wycofać. Ale stała w miejscu, zaciskając dłonie i czekając na jego odpowiedź. Bała się tego, co może usłyszeć.

    [Kocham szkolne WiFi i nudne lekcje:D Wybacz za to, ale na komórce trudno się ogarnąć;)]

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  13. Właśnie w tym był problem. Dziewczyna nie wiedziała, co chce usłyszeć. Pytanie samo z siebie wyrwało jej się z ust, zanim udało jej się w ogóle zastanowić nad jego treścią, ale było już za późno. Pytanie zostało wypowiedziane, a jakaś jej część najwyraźniej bardzo chciała usłyszeć odpowiedź. Mogła się jednak spodziewać, że Zuko nie odpowie na nie, na pewno nie wprost i rzeczywiście tak się stało. Nie dał jej właściwie żadnej odpowiedzi. Lekko przygarbiła ramiona jakby z rozczarowaniem, ale było tak ciemno, że nie mógł tego zauważyć. Cieszyła się z ogarniających ich ze wszystkich stron ciemności. Rozmowa z nim stawała się wtedy łatwiejsza, kiedy nie musiała pilnować mimiki i nie do końca widziała jego twarz.
    Znowu poczuła się oszukana. Faktycznie minęło sporo czasu, ale to nie była jej wina. Rozdzielono ich, bo Mai wraz z rodziną musiała wyjechać do Omashu, kolejnego miasta podbitego przez Naród Ognia. Zuko powinien o to obwiniać własnego ojca, nie ją. A najlepiej by było, gdyby zaczął obwiniać samego siebie. Ani razu przez ten czas się nie odezwał, co tylko utwierdzało ją w przekonaniu, że nic dla niego nie znaczyła. Tak samo dla Azuli. Księżniczka odezwała się do niej dopiero wtedy, gdy zaczęła potrzebować jej umiejętności, żeby złapać Awatara i brata. Z całą pewnością mogła czuć się wykorzystywana przez rodzeństwo, a mimo to nadal przebywała w ich towarzystwie. O ironio.
    - W ogóle się nie zmieniłeś. Dalej jesteś tchórzem, który nie potrafi odpowiedzieć na proste pytanie - wymamrotała z cieniem pogardliwego uśmiechu na twarzy. Wydawało się, jakby wypowiedziała te słowa specjalnie, żeby na nowo obudzić w nim jakiekolwiek uczucia. Wszystko, byle nie ta pomura, gorzka obojętność.
    Mai odwróciła głowę w bok, żeby choć przez chwilę nie patrzeć na księcia. Wiedziała, że może uznać to za oznakę słabości, ale musiała zebrać myśli, nawet jeśli jej duma miała zostać urażona przez to, że będzie uważał ją za słabą. Ta sytuacja była chora i nie potrafiła z niej wybrnąć, a to ją tylko wprawiało w frustrację.
    - Masz rację. To by niczego nie zmieniło. Jesteś tylko kolejnym celem - stwierdziła beznamiętne Mai, ale nie patrzyła na niego, kiedy wypowiadała te słowa. Uniosła podbródek wyżej, po czym ruszyła przed siebie, wymijając Zuko.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  14. On nie był jedynym, który nie do końca rozumiał, co się między nimi działo. Sama Mai zupełnie nie miała pojęcia w jakim miejscu ich relacja się znajduje, nigdy z nikim nie była w takiej sytuacji. Zuko budził w niej skrajne emocje, budząc od zawsze skrywany temperament dziewczyny do życia i nie podobało jej się to. Nie podobało, że komuś w ogóle udało się dotrzeć do jej wnętrza na tyle, żeby budzić w niej uczucia. To było niebezpieczne. Nawet nie pamiętała momentu, w którym udało mu się podejść do niej tak blisko, żeby teraz przejmowała się nim wystarczająco, aby odczuwać burzliwe emocje.
    Wiele osób nie mogło odmówić mu odwagi, ale były sytuacje, w których Zuko tchórzył. Tak jak wtedy gdy próbował mówić o swoich uczuciach.
    - Nie wiem o czym mówisz. Nie oczekuję od ciebie niczego - odpowiedziała jedynie Mai, zupełnie ignorując jego pozostałe słowa. Naprawdę nie chciała od niego tego szerokiego uśmiechu, nie chciała ckliwych zapewnień o tęsknocie. Chciała tylko wiedzieć, kim dla niego była, skoro nie uważał jej ani za przyjaciółkę, ani za sojusznika, ani za wroga i tyle. Tymczasem jego słowa daleko wybiegały poza to, co spodziewała się usłyszeć. Nie mówiła nic o rozłące, o rozpaczy ani tęsknocie. Jedynie zadała proste pytanie, a zamiast tego otrzymała coś, czego jeszcze bardziej nie potrafiła zrozumieć.
    Dotyk Zuko na chwile ją zelektryzował i sprawił, że przez jej ciało przeszedł delikatny dreszcz, ale miała nadzieję, że niczego nie zauważył. Gdyby nie fakt, że mimo braku codziennych treningów nadal był od niej silniejszy, wyrwałaby rękę z uścisku, ale musiała się zatrzymać i go wysłuchać. Nie chciała marnować kolejnych noży.
    Wszystko w tym ją zaskoczyło. Zaczynając od sposobu w jaki wymówił jej imię, kończąc na tym, że przypomina mu wszystko co było najlepsze w życiu jako część Narodu Ognia. Zupełnie nie rozumiała do czego książę zmierza i chyba nie chciała tego wiedzieć. Wypowie kilka słów za dużo i wtedy nie będą mogli tego odkręcić. A teraz miała szansę tego uniknąć. Mimo to ciągle stała w miejscu, nie mogąc się poruszyć. Bezwiednie wyciągnęła rękę przed siebie, ale zatrzymała ją w połowie drogi, gdy zorientowała się, co chce zrobić. Po chwili jednak Mai westchnęła, dotykając jego policzka i opuszkami palców przejeżdżając po ranie, którą sama mu zrobiła.
    - Zuko - wyszeptała, po czym cofnęła dłoń i zaczęła się wycofywać. Nie chciała już dłużej przebywać w jego towarzystwie. Bała się konsekwencji tego, co może z tego wyniknąć.
    - Nie wchodź mi więcej w drogę. Najlepiej stąd wyjedź, póki masz okazję - poinstruowała go Mai, zamykając oczy i lekko skłaniając się przed nim - Żegnaj, Wasza Wysokość.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  15. Mai była za bardzo zajęta zachowaniem obojętnego tonu podczas pożegnania i obserwowaniem Zuko, żeby zachować typową dla siebie zwinność, ostrożność i równowagę. W tych ciemnościach nawet jej sokoli wzrok był wystawiony na ciężką próbę, zwłaszcza, że bardziej skupiała się na chłopaku niż na powierzchnię pod nogami. Nie zdążyła zareagować, źle stanęła, chrupnięcie w kostce, upadek na twarde podłoże. Próbowała zacisnąć zęby, żeby nie dać po sobie poznać jak bardzo ją boli, ale przeciągłe syknięcie wydobyło się z jej ust, kiedy podkuliła nogę, starając się ocenić stan nogi.
    Nie było dobrze.
    Widząc jego ironiczny uśmiech, Mai miała tylko jedno marzenie: zetrzeć mu go z twarzy jednym szybkim uderzeniem, ale powstrzymała się, zaciskając dłonie w pięści. Nie da mu żadnej satysfakcji. Ale nie miała też zamiaru pozwolić mu na tak otwarte kpienie z niej i tej całej chorej sytuacji.
    Zanim zorientowała się, co chłopak robi, już stała w pionie na jednej nodze, drugą utrzymując w powietrzu, przegryzając lekko dolną wargę i podpierając się na jego ramionach, żeby stać w miarę prosto i przekazać mu część swojego ciężaru, aby zdrowa noga zbyt szybko się nie zmęczyła. Zmarszczyła brwi. Musiała teraz wymyślić nową drogę na dostanie się do kryjówki niepostrzeżenie. Zwyczajna droga była zbyt skomplikowana i wymagała zbyt dużej ilości akrobacji, żeby mogła się tam dostać ze skręconą kostką.
    - Postaw. Mnie. Na. Ziemi – warknęła dziewczyna, akcentując każde słowo i lekko zaczęła wierzgać, sprawdzając, jak mocno ją trzyma – Poradzę sobie sama. Daj mi spokój. I nigdy przenigdy nie byłam, nie jestem i nie będę zdana na twoją łaskę.
    Cała Mai; zbyt dumna, żeby przyznać, iż potrzebuje jakiejkolwiek pomocy. Zwłaszcza od Zuko.
    - Nawet kiedy miałeś faktyczną władzę, nie wykonywałam twoich poleceń. Nic się nie zmieniło – odpowiedziała, odwracając głowę w drugą stronę i zakładając dłonie na piersi jak naburmuszone dziecko, które wie, że nie wygra tej wymiany zdań, ale dalej będzie się kłócić, ot tak, dla zasady. Irytowało ją to, że była noszona na rękach przez chłopaka, który tylko dzisiaj się z niej naśmiewał. Odkąd nauczyła się chodzić, była samodzielna, a teraz znowu ktoś próbował pozbawić ją jej niezależności, zupełnie ignorując wszystkie jej słowa i wykorzystując chwilę słabości.
    - Nigdy ci nie zaufam – mruknęła tylko w odpowiedzi, ciągle starannie omijając go wzrokiem. Już nie chodziło o sam fakt, że niósł ją na rękach, ale nie chciała zobaczyć jego reakcji na własne słowa. Wiedziała, że nie skrzywdzi jej… przynajmniej na razie i przynajmniej nie fizycznie. Ale ciągle pamiętała, że są wrogami, a nie chciała, żeby pomyślał, iż coś się zmieniło. Bo nic się nie zmieniło. Ciągle była związana z Azulą i Zuko nie był w stanie tego zmienić. Ona również.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  16. Lepiej by było dla niego, gdyby jednak nie uśmiechał się dłużej w ten irytujący sposób, bo z każdą chwilą miała coraz większą ochotę zetrzeć mu go z twarzy; nieważne czy komentarzem, który w końcu by do niego trafił, czy uderzeniem w twarz. Najważniejsze było, żeby przestał się tak uśmiechać, bo wydawało jej się, że ten uśmiech wyraża, iż ma ją za małą, głupiutką dziewczynkę, którą musi się cały czas opiekować wbrew swojej woli.
    Sama Mai nie wiedziała, od kiedy zdanie prawowitego następcy tronu Narodu Ognia aż tak bardzo zaczęło ją interesować. Ba!, czuła się dziwnie dotknięta, kiedy mówił, że mu nie zależy, bo to brzmiało tak, jakby mu nie zależało na niej, nie na jej zaufaniu. Cały czas patrzyła jednak w drugą stronę, dlatego nie mógł dostrzec emocji odmalowanych w jej oczach, bo twarz ciągle była zastygnięta w masce obojętności oraz bólu promieniującego ze skręconej kostki.
    - Gdyby ci nie zależało, nie zabrałbyś mnie ze sobą - zauważyła jedynie Mai, przez chwilę patrząc na jego twarz z ukosa, żeby zobaczyć jego reakcję. Słysząc słowo "honorowe" jedynie westchnęła z irytacją. Dla Zuko zawsze najważniejszy był honor, ważniejszy niż cokolwiek innego, chociaż sam początkowo tego nie widział. Ona jednak patrzyła na niego z boku, obserwowała zawsze z ukrycia, wiedziała więc, na co zwraca szczególną uwagę, nawet jeśli on sam tego nie dostrzegał. To było całkiem zabawne. Dorastała tuż obok, ale wiedziała o nim więcej niż on o niej. Pewnie nawet nie zauważał jej egzystencji, dopóki nie przyłączał się do wspólnych zabaw. W innych sytuacjach dla niego nie istniała.
    Mai pamiętała, jak zawsze się spinała, gdy widziała specjalną grupę dziewcząt sprowadzonych do zajmowania się zachciankami księcia. Nawet nie chciała znać tych zachcianek, bojąc się dowiedzieć, co te pałające do niego uwielbieniem dziewczyny robią, zawsze starannie omijała je szerokim łukiem. Nie potrafiła ich zrozumieć. Zuko był tylko kolejną osobą, na dodatek zbyt porywczą i irytującą jak na jej gust, a one traktowały go jak wcielenie jakiegoś bożka.
    Dziewczyna bezwiednie oparła się na nim, pozwalając się mu podtrzymywać i prowadzić. Rozglądnęła się dookoła. Nie tego się spodziewała. Książę w końcu przywykł do luksusów, najdelikatniejszych tkanin, bogato zdobionych wnętrz, tymczasem domek wypadał żałośnie w porównaniu do pałacu. Pewnie jego własna sypialnia była większa od całego lokum. Dawny Zuko nigdy nie zgodziłby się zamieszkać w takim miejscu.
    Posłusznie siedziała w fotelu, uważnie obserwując poczynania chłopaka, jakby bała się, że w każdej chwili wyciągnie miecz z szuflady zamiast apteczki.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  17. Oczami wyobraźni kilka razy widziała tę kłótnię, którą toczyła z Kastorem (i Lanisem, który się odzywał co kilka wypowiedzi) na temat ich zacnej podróży do zacnego miasta, którego w dalszym ciągu nie mogła zapamiętać. Ciągle przekręcała nazwę. Może dlatego obaj się tak upierali, że nie uda się tam sama. Może dlatego nie chcieli jej puścić nawet z mapą z fikuśnym napisem zakreślonym na czerwono i wskazanym miliardami strzałek. A może dlatego, że gdyby przypatrzyła się mapie, zamiast się kłócić, do dotarło by do niej, że nie dostanie się tam drogą lądową.
    Dlatego też zmusili ją na wejścia na statek, z którego wyeksmitowała się tak szybko, jak to było możliwe. Prawdopodobnie miało to dużo wspólnego z tą jej chorobą morską, mimo iż przez wiele lat tylko ją imitowała! No i masz babo placek z wiśniami...
    Może właśnie dlatego spędziła kilka godzin na lądzie, podczas gdy Kastor i Lanis użerali się z armią. Ona i Hamlet poszli na spacer. Dziewczyna tak naprawdę była lekko przerażona myślą spotkania Zuko po takim czasie i wolała najpierw się z nim spotkać w cztery oczy, żeby poustalać kilka rzeczy. Jej dawny przyjaciel... Chciała go znaleźć pierwsza, ale poszukiwania nie sprowadziły się do niczego, więc wróciła na statek.
    Weszła na pokład i tam zobaczyła mężczyznę stojącego do niej tyłem. Wyciągnęła sztylet i chciała wykorzystać element zaskoczenia, ale nieznajomy niewątpliwie usłyszał warknięcie Hamleta. Dziewczyna jedynie wywróciła oczami, po czym stanęła w lekkim rozkroku. Czuła się jak Jack Sparrow i chyba aż się w niego wczuwała, oczekując najwyraźniej, że czapka piracka sama z siebie pojawi się na jej głowie.
    Atar się zmieniła od ich ostatniego spotkania. Stała się bardziej kobieca i nie była już taka blada - niewątpliwie ogień jej sprzyjał.

    [Wybacz za błędy ;* xP]

    Atar

    OdpowiedzUsuń
  18. Mai zaśmiała się, ale w tym śmiechu nie było ani krzty wesołości, cały był przepełniony dziwną goryczą. Na chwilę złamał on doskonałą maskę dziewczyny, ukazując, ile ma jej w środku.
    - Nie sądzę. Zdążyłbyś ledwie o tym pomyśleć, a już byś nie żył - stwierdziła, ale posłusznie odwróciła wzrok. Zastanawiała się, czy naprawdę byłaby do tego zdolna. Czy byłaby w stanie go zabić? Nie dała rady nawet zranić swoich największych wrogów, nie mówiąc nawetmo zabijaniu, zwłaszcza jego. Jednak przez chwilę przestraszyła się samej siebie, bo jej słowa zabrzmiały autentycznie, jakby naprawdę miała zamiar to zrobić. Wiedziała, że miała ku temu zdolności. Teoretycznie mogłaby to zrobić. Ale nie była taką osobą. Znała i ceniła wartość życia. Na razie nie mogłaby nikomu go odebrać. Bała się jednak, że przebywanie z Azulą ją zmienia, że sprawia, iż staje się coraz mroczniejszą osobą.
    Faktycznie znała dawną stronę księcia, ale znała też tę inną, głęboko ukrywaną przed światem zewnętrznym, do której rzadko kiedy się przyznawał, nawet w jej towarzystwie. To była urocza, delikatniejsza strona, której nie potrafiła nawet określić słowami, ale widziała ją za każdym razem, gdy widziała go z matką, gdy przebywał z wujem, gdy tak jak przed chwilą patrzył na nią podczas niesienia na rękach. Nigdy jednak nie przyznała się, że ją widziała.
    Dziewczyna uważnie obserwowała jego ruchy, zdziwienia zauważając, z jaką delikatnością zajmuje się jej kostką. Nie podejrzewałaby, że dłonie, które od lat były przygotowywane do walki, mogą z równą łagodnością obwiązywać jej nogę bandażem. To musiał być po jakiejś części nowy Zuko, ale nie wyzbył się tej starej części, którą widziała w zaułku, gdy przystawiał ogień do jej twarzy. Ten nowy Zuko był spokojniejszy, ale nie znała go i tego się obawiała. A już w szczególności zaczęła się obawiać, gdy zauważyła, kto pukać do drzwi.
    Widząc nieznajomą dziewczyną, Mai cała się najeżyła, choć nie znała powodu swojego zdenerwowania. Jej oczy zmieniły się w szparki, gdy lustrowała Naryę badawczym spojrzeniem, a jej wzrok jasno mówił, że nie jest zadowolona z jej towarzystwa.
    - Dawna znajoma... - powtórzyła za nim "Pai", unosząc sugestywnie brew do góry. Jednocześnie dawała mu do zrozumienia, że za wybór imienia zabije go później - A kim w takim razie jest Narya?
    Mai bezwiednie zacisnęła dłonie na nożach ciągle ukrytych w jej szatach, ale powstrzymała się przed rzuceniem nimi w dziewczynę. Co się z nią działo? Przecież to była tylko jakaś głupiutka dziewczyna z Królestwa Ziemi, nie zagrażała jej.
    - Och, wybacz. Li - specjalnie zaakcentowała jego imię - nigdy o tobie nie wspominał. Nie wiedziałam, że był gdzieś umówiony, a już zwłaszcza na festiwal, którego nigdy za bardzo nie lubił. I nic mi nie jest, poradzę sobie sama. W każdym bądź razie widzę, że na mnie już czas. Li jest cały twój.
    Mimo że głos Mai był wypełniony fałszywą słodyczą, w jej słowach nadal czaił się jad. Rzadko kiedy zdarzało się, aby ktokolwiek wywoływał u niej tak skrajną niechęć. Niepodobne było też do niej to, że tak łatwo się wycofywała i miała zamiar zniknąć. Zazwyczaj walczyła do końca.
    Ale już nie była częścią życia Zuko. On teraz był Li. Mieszkał w Ba Sing Se, miał pracę i znajomych, najwyraźniej miał również dziewczynę. Mai już nie pasowała.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  19. Mai była dobrą obserwatorką, nawet jeśli zazwyczaj po prostu znudzoną, dlatego nie przykładała większej uwagi do swoich obserwacji. Tym razem jednak bez trudu dostrzegła ten zawód w oczach dziewczyny, gdy Zuko nazwał ją tylko znajomą, nic więcej. Widziała, jak mimika Naryi się zmienia z entuzjastycznej i otwartej na chłodną i wycofaną, gdy chłopak ze względu na nią odmawia pójścia na festiwal. Doskonale widziała ból w jej oczach z powodu tego aktu delikatnego odrzucenia. Narya była zakochana w Li, a przecież tak naprawdę go nie znała. Nie wiedziała, że pochodzi z Narodu Ognia, że kiedyś był następcą tronu, nie znała jego historii tak dobrze jak znała ją Mai, a mimo to Mai widziała w niej rywalkę. Bo czuła, że Zuko zaczyna zanikać, a zastępuje go nowa postać, Li. Li, którego częścią życia mogła stać się Narya. Życia, w którym nie było miejsca na Mai. Ale przecież widziała dzisiaj Zuko przez ich niemal całe spotkanie. On dalej tam był. Tylko może nie chciał już wracać. Życie w Ba Sing Se było prostsze niż jego życie jako księcia. Było spokojniejsze i łatwiejsze, może właśnie tego chciał. A Mai mimo swojego opanowania ciągle byłaby gdzieś z boku. Narya za to była pod ręką... W każdym bądź razie to nie wyglądało na nic więcej.
    Mai popatrzyła ostrzegawczo na Zuko, powstrzymując się przed rzuceniem kilku kąśliwych komentarzy. W tej chwili przeszkadzał jej w spławianiu nieznajomej i miażdżeniu jej fantazji o niejakim Li, co uznawała za obronę Naryi.
    Zacisnęła mocno szczęki, czując dłoń dziewczyny na swoim nadgarstku i musiała stłumić w sobie pierwszy odruch, który miała zaprogramowany, kiedy ktoś ją łapał z rękę: odruch ataku. Zamiast tego wykręciła dłoń z jej uścisku, łapiąc ją za nadgarstek i przez kilka sekund trzymając ją w stalowym uścisku, patrząc jej ostrzegawczo w oczy, po czym ją puściła, cofając się o krok do tyłu.
    - A ty nie możesz mi mówić, co mam robić - odpowiedziała Mai, starając się zachować normalne, beznamiętne brzmienie głosu, ale zabrzmiało w nim prawdziwe ostrzeżenie. Kąciki jej ust lekko drgnęły. To ona pokiereszowała tak Zuko.
    Zerknęła na chłopaka z boku i uniosła lekko brew. Doskonale wiedział, że nie powinna była nawet tu przychodzić, nie wspominając o dłuższym pobycie. Każda chwila zwiększała tylko ryzyko. Była jednak zdziwiona błagalną nutą, która się u niego pojawiła i samą prośbą. Patrzyła na niego badawczo, zastanawiając się w jaką grę on gra, ale nie mogli rozmawiać, dopóki Ona tutaj była.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  20. Spanie do południa miało wiele zalet. Przede wszystkim można było naprawdę się wyspać. Ten argument zajmował miejsca od pierwszego do trzynastego. Potem była krótka przerwa na poczucie wyższości w stosunku do tych, którzy muszą zrywać się o świcie (miejsca od trzynaście do dwadzieścia), następnie litość nad głupcami, którzy z własnej woli zrywają się o świcie (dwadzieścia - czterdzieści) i ponownie trochę o wyspaniu się (czterdzieści do końca). Przy tych licznych zaletach miało tylko jedną wadę - inni wstawali wcześniej i zostawiali Toph samą. Nie, żeby się bała samotności. Nie, żeby nie umiała sobie poradzić. Po prostu czasami nie mogła pozbyć się wrażenia, że omija ją świetna zabawa. Albo przynajmniej okazja do przypomnienia Socce, kto w tej drużynie jest prawdziwym mężczyzną.
    Nieśpiesznie wygrzebawszy się z łóżka, po doprowadzeniu włosów do takiego stanu, by nie wyglądały jak las po przejściu armii Narodu Ognia i wyszła na ulice Ba Sing Se. Prawda, ociągała się. Ale nie lubiła tego miasta. Nie cierpiała go. Tutaj spotykały ją same złe rzeczy.
    Okoliczności zmuszały do udawania całkowicie ślepej. Musiała chodzić powoli, sprawdzając palcami stóp, czy nie wpadnie w jakąś dziurę (chociaż doskonale wiedziała, ile jabłek ułożonych jest na straganie, obok którego przeszła). Udawanie tak bezbronnej mogłoby być zabawne, gdyby w konsekwencji niosło moment wielkiego zaskoczenia. Jednak nie, jeśli nie chciała wzbudzać powszechnego zainteresowania, musiała udawać pokorną. Taką, jak całe życie w domu swojego ojca.
    Szybko nauczyła się, że niewidomi są dla innych łatwym celem. Na przykład dwóch wyrostków, którym wyraźnie się nudziło. Biegali po ulicach i kilka razy minęli się z Toph. Za ostatnim jeden wcisnął jej w rękę malutką figurkę słonika. Najchętniej cisnęłaby nią za nim, ale nie mogła tego zrobić, jeśli nie chciała ściągnąć kłopotów na Aanga. Dlatego stała, obracając figurkę w ręku. Miała nadzieję, że wygląda tak, jakby nie miała pojęcia, jakim sposobem weszła w posiadanie drobiazgu. Sklepikarz jednak nie podzielał tego zdania. Dopadł do niej i potrząsnął za ramiona. Przez złośliwość chciała wypuścić słonika, ale doszła do wniosku, że to w żaden sposób nie poprawi jej sytuacji. Cierpliwie słuchała wyrzutów, mając tylko nadzieję, że szybko się skończą, kiedy nieoczekiwanie nadeszła pomoc.
    Zuko. Kto by się spodziewał, że sam Książę Ognia przybędzie pomóc niewidomej dziewczynce. Co bardziej zaskakujące, wiedziała, że nie ma złych intencji.
    - Ja... bardzo przepraszam - powiedziała cicho, słabym głosem. - To, co zabrałam musi być bardzo piękne, wydaje się takie delikatne. Aż żałuję, że nie mogę tego zobaczyć.
    Dla podkreślenia swoich słów potrząsnęła głową, żeby grzywka odsłoniła jej oczy, a sprzedawca mógł zauważyć, że jest niewidoma.
    Mężczyznę musiało to wzruszyć, bo delikatnie wyjął słonika z ręki Toph i jeszcze raz obrzucił dwójkę magów wzrokiem. Toph, dla lepszego efektu, przez chwilę błądziła palcami w powietrzu, po czym złapała Zuko za rękaw.
    - Chodźmy już - wyszeptała.
    Sprzedawca odszedł. Dziewczyna puściła ubranie Zuko i wytarła rękę o spodnie. Gdy miała pewność, że sklepikarz jej nie zauważy, wyprostowała się wojowniczo.
    - Mimo wszystko, dzięki - powiedziała niechętnie. - A teraz, czego chcesz?

    Toph

    OdpowiedzUsuń
  21. Czasami trudno było jej uwierzyć, jak faceci mogą być tak niedomyślni. To było wręcz oczywiste, że ta dziewczyna pragnie czegoś więcej niż tylko przyjaźni Li. Ona miała nadzieję, że chłopak czuje do niej coś więcej, to było widać w tym jej maślanym wzroku, którym wodziła za nim. To było widoczne we wszystkim, co robiła; w każdym jej słowie. W tym, jak podświadomie patrzyła na "Pai" jak na rywalkę, której należało się pozbyć, nie miała jednak w sobie wystarczającej odwagi, żeby wykonać w tym kierunku jakiś ruch w przeciwieństwie do Mai, która przecież wychowała się w Narodzie Ognia, gdzie odwaga była jedną z najważniejszych wartości i szła w parze wraz z uporem oraz umiejętnością walczenia o swoje. Bez trudu podbili Plemię Wody oraz Nomadów Powietrza, a teraz niewiele brakowało do podboju Królestwa Ziemi, bo tak znacząco różnili się od pokojowych i delikatnych żywiołów. Widać to było nie tylko podczas wojny, ale również codziennych, zwykłych relacji. Kobiety z Narodu Ognia były wojowniczkami, które stawiały się na równi z mężczyznami, bo miały w sobie dumę. Nigdy nie byłyby tak posłuszne wobec mężczyzn jak choćby Narya, która może próbowała się sprzeciwić, ale mimo to uległa wobec gniewu Zuko, czego Mai nigdy by nie zrobiła, nigdy by się nie wycofała.
    Ona również nie radziła sobie w sferze damsko-męskiej. W ogóle należy zacząć od tego, że w ogóle nie radziła sobie z kontaktami międzyludzkimi. Uczucia stały się jej zbyt odległe z powodu wychowania, była zbyt apatyczna i beznamiętna dla innych. Każdy w końcu od niej odchodził, nie potrafiący znieść jej znudzenia. Właściwie nie miała przyjaciół, nie mówiąc o kimś bliższym. Nie potrafiła sobie wyobrazić samej siebie w związku, skoro nawet nie umiała mówić o uczuciach, skoro nawet nie znała uczuć. W tej sferze ona i Zuko byli siebie warci.
    Mai zerknęła na niego z ukosa, również zdziwiona jego słowami. Miała wtrącić jakiś gorzki komentarz, że sam tak do niej mówi, ale zamilkła. Nie przypominała sobie ani jednego razu, a już na pewno nie dzisiejszego wieczoru, kiedy Zuko wydał jej jakieś polecenie wprost. Nie zrobił tego ani razu, a przynajmniej nie w taki sposób, jak Narya. Faktycznie wiedział, że nie tego nie lubi, nie domyślił się tego w tym momencie z powodu sytuacji. To znaczyło, że musiał obserwować ją w dzieciństwie baczniej, niż początkowo sądziła.
    Dziewczyna lekko drgnęła, gotowa w każdej chwili zareagować, gdyby całkowicie pojawił się dawny Zuko, który za niesubordynację gotowy był do wielu nieprzyjemnych rzeczy. Nie chodziło o to, że chciała chronić Naryę; chciała chronić samego Zuko, wiedziała bowiem, że po ochłonięciu nigdy by sobie nie wybaczył, ponadto nie mógł zdradzić swojej tożsamości. Niemal niezauważalnie przesunęła się w jego stronę, jakby bała się, że chłopak straci nad sobą bezpowrotnie panowanie. Nic takiego się jednak nie wydarzyło, po prostu stał się bardziej nieprzyjemny, a do tego Mai już dawno przywykła. Narya chyba jednak nie przywykła do oschłego Li, bo szybko przestała protestować i wyszła. Mai nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu zadowolenia, który jednak zniknął tak szybko, jakby nigdy go nie było.
    - Wiesz, Zuko, myślałam, że masz lepszy gust do kobiet - stwierdziła po chwili ironicznie Mai, unosząc brew w wyrazie dezaprobaty dla jego wyboru. Słysząc jednak jego słowa, jej poza gdzieś wyparowała. Miała pójść z nim na festiwal?! Nie ma mowy. Festiwal oznaczał wszystko to, czego nie lubiła; zbyt dużo światła, zbyt dużo kolorów, zbyt głośno, zbyt duży tłok, zbyt dużo ludzi. A na dodatek miała tam pójść z Zuko.
    - Nazwałeś mnie "Pai". Nie mam czego ci dopłacać, nigdzie nie pójdę. Jesteśmy kwita.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  22. Przesunęła po nim wzrokiem i śmiać jej się chciało. Włamywać się na statek należący do Ognia? W pojedynkę? I czego on się spodziewał? Westchnęła podchodząc o krok bliżej i sztyletem podniosła mu brodę do góry. Przyjrzała mu się dokładniej. Wyglądał znajomo... ale przecież to nie mógł być Zuko. Przecież on nie byłby tak głupi, żeby się samemu pchać w ich ręce... Złapała go za nadgarstek i szarpnęła w stronę światła. Wyprostowała się i nieznacznie odsunęła od niego.
    - Hamlet. Rozejrzyj się. - Mruknąła, skinąwszy głową na wilkora. Sam by przyszedł? Widać przeceniała jego inteligencję.
    Nic do chłopaka nie powiedziała, ale jej wzrok był mniej chłodny i skory do śmiechu. Raczej do rozterki. Nie mniej jednak nie straciła na czujności, gotowa w razie ataku wyciągnąć drugi sztylet, albo tym jednym rozbroić przeciwnika. Oto, jaka wspaniała była teraz ich przyjaźń.

    Atar

    OdpowiedzUsuń
  23. Czy on właśnie wymówił słowo przepraszam? Nie, to niemożliwe, musiała się przesłyszeć. Książę nie znał takiego słowa, razem z "dziękuję" i "proszę" nigdy nie pojawiły się w jego słowniku. Zwłaszcza "przepraszam". A jednak wypowiedział je tak swobodnie, jakby używał ich jak każdy od dziecka. Dowiadywała się tutaj o nim coraz to nowszych rzeczy, nie wiedziała tylko, czy to dobrze. Chociaż nigdy się do tego nie przyzna, nawet przed samą sobą, lubiła Zuko. Takim, jakim był. Z jego wszystkimi nadmiernymi wadami i nielicznymi zaletami; z jego impulsywnością, agresją, furią i temperamentem. Teraz te części jego charakteru powoli się rozwiewały, jakby naprawdę stawał się stonowanym Li z Królestwa Ziemi. Zupełnie tego nie rozumiała. Wiedziała, że musi się wpasować w standardy tutaj panujące, ale przed nią nie musiał udawać, wiedziała w końcu, kim jest. To oznaczało, że nie udaje, że zmienia się w kogoś spokojniejszego, ale jednocześnie nie był sobą. Dostrzegała to po jego nagłych zmianach nastroju. Najwyraźniej Zuko jeszcze nie zdecydował, kim chce się stać i będąc tak pomiędzy, stawał się czasami łagodniejszym Li, po czym wracał do porywczego Zuko. To nie była dobra kombinacja. Książę musiał w końcu wybrać, do którego świata chce należeć i jaki chce być.
    - Nie pamiętam - odpowiedziała Mai, kłamiąc mu w żywe oczy. Oczywiście, że pamiętała. Trudno było zapomnieć.
    Nigdy przy nikim nie czuła się tak bezradna jak wtedy przy nim. Nie potrafiła nawet na niego spojrzeć bez rumienienia się, nie wspominając o zwracaniu mu uwagi, że źle wypowiada jej imię. Zawsze bała się do niego podejść i to Azula musiała ją do tego zmuszać razem z Ty Lee. Nie potrafiła z nim rozmawiać bez powiedzenia jakiejś głupoty. Był jedyną osobą zdolną do zburzenia jej muru opanowania i czuła się przez to zupełnie bezsilna, bo nieważne, co robiła, zawsze w jego obecności wszystko się zmieniało.
    Mimowolnie wyraz twarzy Mai złagodniał i sama nie wiedziała, czy była to wina wspomnień, czy żałosnego widoku Zuko. Po chwili wahania uklękła przed nim, delikatnie zabierając jego dłonie od jego twarzy i po prostu wpatrywała się w nią uważnie, jakby chciała ją dokładnie zapamiętać. Bo nie wątpiła, że po tym spotkaniu już go więcej nigdy nie zobaczy.
    - Za to ty się zmieniłeś - stwierdziła, po raz pierwszy chyba tak naprawdę patrząc mu w oczy - A ja... To dobrze czy źle?

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  24. Widząc coś na kształt zawodu odbijającego się ne jego twarzy, Mai poczuła niemiłe ukłucie wyrzutów sumienia gdzieś w środku. Zuko ciągle jej ufał, ciągle wierzył w każde jej słowo, nawet największe kłamstwo, nie podejrzewając z jej strony żadnego oszustwa. Ta jego ufna pewność powiększały tylko jej poczucie winy. Sądziła, że z łatwością ją przejrzy, w końcu Zuko nie ufał nikomu. Najwyraźniej zmienił się bardziej, niż mogła wcześniej podejrzewać. Łączył w sobie trochę starych cech, ale pojawiły się też nowe, których wcześniej u niego nie widziała. Musiała spróbować poznać go na nowo.
    Ale o czym ona myślała? Nie będzie miała takiej szansy. Nie spotkają się już więcej. Ona wróci do Azuli i będzie dalej jej pomagać. On zaraz po tym, gdy dziewczyna stąd wyjdzie, spakuje swoje rzeczy i opuści miasto, jeśli wie, co dla niego dobre. Ona zrobi wszystko, żeby go więcej nie odnaleźć, bo to oznaczałoby dla niego śmierć. On się znowu zaszyje w spokojnym, bezpiecznym miejscu i ułoży sobie życie z delikatną blondyneczką. Nie spotkają się więcej. Chyba że mimo jej starań Azula go odnajdzie, ale wtedy to będzie ich ostatnie spotkanie, które chłopak przypłaci śmiercią. Nie miała czasu, żeby go poznawać od nowa, żeby się do niego zbliżyć. Miała jedynie czas, żeby go odtrącić, tylko wtedy będzie miała pewność, że będzie jej unikał i naprawdę zniknie.
    Ale nie potrafiła.
    Pozwoliła mu na każdy dotyk, który wywoływał u niej za każdym razem drgnięcie, jakby chciała się odsunąć, ale tego nie robiła. Nie przywykła do dotyku, zazwyczaj nikomu na niego nie pozwalała, ale to był Zuko. On zawsze należał do innej kategorii. Westchnęła cicho, czując jego dłoń na karku. Traktował ją z niepodobną do siebie delikatnością, o którą nigdy go nie podejrzewała.
    - Nigdy niczego nie ułatwiam - stwierdziła Mai, a jej usta po raz pierwszy rozciągnęły się w prawdziwym, choć lekkim uśmiechu. Ściągnęła lekko brwi, słysząc jego dalsze słowa i opuszkami palców dotknęła krawędzi nieregularnej blizny zdobiącej jego twarz. - Zdanie twojego ojca nie powinno się już od dawna dla ciebie liczyć. Nie po tym, co ci zrobił. Nigdy nie zasługiwał na twoje oddanie. Nie ma już nad tobą władzy, Zuko.
    Mai omal się nie roześmiała, widząc jego zmieszanie i zażenowanie, ale nie zrobiła tego, wiedząc, ile go to wyznanie kosztowało.
    Przegryzła lekki dolną wargę, wiedząc, jak wiele teraz ryzykują. Ta sytuacja nigdy nie powinna była mieć miejsca. Powoli przesunęła dłoń, lekko gładząc go po policzku i westchnęła z żalem, jakby ze świadomości, że nigdy nie będzie mogła tego zrobić jawnie, że nigdy nic ich nie połączy i mieli dla siebie zaledwie tę jedną jedyną chwilę.

    Mai

    [A tu wpada Iroh i widzi ich w tak jednoznacznej sytuacji... xD Chociaż możemy im dać jeszcze chwilę;)]

    OdpowiedzUsuń
  25. [ależ się cieszę, myślałam że Xander nie przypadnie do gustu. Więcej niż szansa istnieje że się znali wcześniej. Poza tym Volpe nie zawsze takim typem z charakteru był to jego profesja go zmieniła. Można zrobić że ci dwaj przyjaźnili sie o ile ci to nie przeszkadzam, można też zrobić że to Zuko zaczął mówić na Xandera Volpe(Lis) i tak to się przyjęło. Teraz może spotkają sie przypadkiem gdzieś..]

    OdpowiedzUsuń
  26. Dziewczyna przechyliła lekko głowę, a w tym geście czaiła się nagana. Była dobrą obserwatorką. Przez te wszystkie lata na królewskim dworze Lorda Ozai zauważyła wiele rzeczy, ale przede wszystkim to, jak władza zmienia ludzi. To był istny wyścig szczurów, każdy gotowy był zabić za lepszą pozycję, wszędzie zawiązywano spiski. Jeśli w tych ludziach było kiedyś coś pozytywnego, żądza władzy skutecznie to w nich zniszczyła.
    - Ten tron by cię zniszczył, Zuko - wyszeptała Mai, ale w jej głosie dźwięczała pewność - Zniszczyłby wszystko to, co kiedykolwiek było w tobie dobre.
    Poza tym nieważne, jak bardzo by się starał, Ozai nie dałby mu tego, co mu się należało. Musiałby się przeistoczyć w Azulę, żeby zyskać jego szacunek, podziw i miłość, o ile taki człowiek w ogóle potrafił kochać, a i tak nadal byłby na straconej pozycji. To księżniczka zawsze była jego ulubienicą, bo była taka sama jak on: bezlitosna. Zuko nigdy taki nie był, właśnie dlatego zawsze był traktowany jako ten gorszy. Nieważne, jak bardzo by się zmienił, nigdy nie zasiadłby na tronie Narodu Ognia, jednak Mai nie chciała rozwiewać jego złudzeń. Już zbyt wiele rozczarowań przeszedł w swoim życiu. Jedynie śmierć Lorda Ozai dawała Zuko jakiekolwiek szanse. Na razie jednak się na to nie zapowiadało. Znowu prawowity następca został odsunięty od władzy. Znowu jego młodsze, pozbawione uczuć rodzeństwo przejmie władzę. Historia zataczała koło. A Mai się tego bała.
    Widziała, że chłopak walczy sam ze sobą, żeby się nie odsunąć, a mimo to nie przestawała. Przypominał jej ranne zwierzę w klatce, którym przez długi czas nikt się nie interesował, dlatego trzeba było je oswajać na nowo. Było jej go żal. Nie zasłużył na to. Zasługiwał na o wiele więcej, ale świat nie chciał mu tego dać. Sama miała świadomość, że była niczym i że Zuko zasługiwał na kogoś lepszego od niej, na kogoś delikatniejszego, bardziej otwartego, na kogoś, kto go nigdy nie skrzywdzi.
    Nie cofnęła się.
    Przez chwilę była tak zdziwiona pocałunkiem, że w ogóle nie zareagowała, ale po chwili oddała pocałunek, obejmując go jedną dłonią za kark, a drugą wplatając w jego włosy. Cały czas powtarzała sobie w myślach, że to szaleństwo, że przecież nic do niego nie czuje, że nigdy nie powinno było dojść do tego pocałunku, a jednak nie potrafiła się od niego odsunąć.
    - Co ona tutaj robi?! - ryknął ktoś za jej plecami. Mai gwałtownie odskoczyła od Zuko, przyjmując obronną pozycję, a w jej dłoniach pojawiły się gotowe do rzutu shurikeny. Nie wyglądała jednak tak zabójczo jak zazwyczaj, gdyż jej policzki zdobiły głębokie rumieńce. Nie mogła jednak teraz o tym myśleć, zwłaszcza, że w drzwiach stał generał Iroh, widocznie niezbyt przychylnie do niej nastawiony.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  27. Mimo że Zuko stanął między nimi, częściowo ograniczając Mai czyste pole rzutu, nie zmieniła swojej pozycji, tylko uważnie obserwowała mężczyznę nad ramieniem księcia, czekając, aż wykona jakikolwiek ruch. Generał Iroh był już stary, ale nadal w pełnej dyspozycji psychicznej i niezłej dyspozycji fizycznej, a lata doświadczenia wyrównywały szalę między nimi, a nawet dawały mu przewagę. Mai z kolei była młoda, jej dyspozycja fizyczna i psychiczna były doskonałe, również miała doświadczenie, ale nieporównywalnie mniejsze. Po raz pierwszy od dawna nie miała pewności, że uda jej się wygrać. Ciągle stała gotowa do ataku, wiedząc, że jeśli dojdzie do walki, nawet stojący między nimi Zuko im nie przeszkodzi. Była gotowa. Jedyne, co ją rozpraszało, to właśnie ten chłopak stojący między nimi. Ciągle czuła smak jego ust oraz dotyk jego dłoni na talii, ciągle czuła ciepło jego skóry i jego zapach.
    Mai otworzyła usta, słysząc jego oskarżenie, ale nie wydobyło się z nich żadne słowo. Jedynie lekko pokręciła głową, zauważalnie tylko dla chłopaka, a jej oczy wyrażały szczerość i błaganie, żeby mu nie wierzył. Nieważne, czy dostałaby taki rozkaz od samego Lorda Ozai; nie zrobiłaby tego Zuko nigdy w życiu. Był dla niej najważniejszy, nawet jeśli się do tego nie przyznawała i dopiero teraz to poczuła. Już za dużo w swoim życiu wycierpiał ze strony bliskich sobie osób, ona nie chciała się zaliczać do grona, które uważał za zdrajców i przez których tak teraz cierpiał. A ona nigdy nie skrzywdziłaby go w ten sposób. Utraciłaby wtedy szacunek dla samej siebie.
    Słysząc jego słowa i niezachwianą pewność w głosie, dziewczyna bezgłośnie odetchnęła z ulgą. Wierzył jej. Ufał jej. Nikt nigdy tego nie robił, a on nie mając żadnych dowodów jej niewinności, uznał, że naprawdę go nie wykorzystywała, że nie zdobywała jego zaufania, aby doprowadzić go do Azuli, że to wszystko, co się dzisiaj między nimi wydarzyło, było prawdziwe. Poczuła nagły przypływ pozytywnych uczuć, których nawet nie potrafiła nazwać, bo nigdy ich nie odczuwała. Ale gdzieś tam w niej od zawsze były, a teraz Zuko powoli je wydobywał na zewnątrz, sprawiając, że powoli jej zewnętrzny chłód znikał.
    Cała Mai spięła się jednak od nowa, kiedy odezwał się Iroh i jedynie stojący plecami do niej książę powstrzymywał ją przed atakiem. Bezwiednie mocniej zacisnęła dłonie na nożach, starając się opanować.
    - Radziłabym ważyć słowa, były generale – wycedziła przez zaciśnięte zęby dziewczyna. Nigdy nie pałała nadmierną miłością do rodziców, którzy w dzieciństwie codziennie ją od siebie odpychali, którzy zmienili ją w nieczułą osobę, którzy nigdy przy niej nie byli, gdy ich potrzebowała, ale nadal byli jej rodzicami. Nie wybiera się rodziny, a ona tylko taką miała. Nieważne, jak bardzo ją zranili kiedyś, musiała chronić honor ojca, który jednocześnie był jej honorem.
    - To nie dotyczy mojego ojca. Poza tym ty niczego nie wiesz. Nie rozumiesz.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  28. Odkąd pojawił się w Ba Sing Se unikał ludzi, nie chciał by ktokolwiek wiedział kim jest. Łowców raczej się nie lubiło, źle się kojarzyli większości, ale to jednak nie martwiło Xandera. Lubił samotność bo wtedy odczuwał spokój, czuł sie bezpieczny. Włóczył się jak zwykle po mieście bez żadnego celu. To miejsce zaczynało go nudzić, zawsze potrzebował jakiegoś zajęcia.
    Przystanął w cieniu blisko wielkiego placu i obserwował ludzi, jakaś grupka magów wody popisywała się tym co potrafili, spory tłumek już przystanął jak on i przyglądali się. Volpe sunął spojrzeniem po otoczeniu, nie interesowały go jednak popisy magów dla niego było to całkiem głupie zachowanie.
    W pewnej chwili zauważył że ktoś idzie w jego stronę, nie widział twarzy osobnika jednak coś w postawie wydawało się znajome. Przechylił nieco głowę, zaraz jednak uśmiechnął się prawie niewidocznie.
    - Kogoż to ja widzę - odezwał się z szczerym zadowoleniem. Słyszał pogłoski że tutaj może znaleźć Zuko, ale nigdy nie szukał go. Nie miał powodu do tego, skoro stary przyjaciel nie szukał kontaktu z nim.- nie musisz się martwić, nie po to tu jestem - powiedział zgodnie z prawdą.

    Volpe

    OdpowiedzUsuń
  29. Mogło być wiele powodów dla których dopiero teraz mieli okazje pogadać, ale tak naprawdę nie interesowało go czemu wcześniej nie było kontaktu. Miał gdzieś wiele rzeczy. Ważne jednak było że teraz mogli porozmawiać, nawet jesli rozmowa nie będzie się kleiła.
    Skrzyżował ręce na torsie, czuł na sobie jego uważne spojrzenie, ale to ignorował. Sam mimo iż wydawał sie niemal znudzony wszystkim to tak naprawdę ciągle obserwował otoczenie, nie da się zaskoczyć.
    - Chowam się, tutaj raczej nikt nie będzie sprawdzał czy faktycznie mam jakiś cel - odparł, oszukiwał wiele osób, ale teraz był szczery na pewnym poziomie.- Wiem że tu dla magów ognia nie jest bezpiecznie, ale to lepsze niż zostać zmuszonym do wstąpienia do armii. Nie lubię gdy wydaje mi się rozkazy - mruknął. Zapatrzył sie w jakiś punkt przed sobą. Był typowym łowcą i cechował się niezależnością, łaził własnymi ścieżkami więc nie było mowy by ktoś mówił mu co ma robić. Buntował by się bez wątpienia.

    Volpe

    OdpowiedzUsuń
  30. Mai rzuciła ostre spojrzenie chłopakowi, słysząc jego znudzony głos. Czasami irytował ją tak bardzo, że brakowałoby jej słów, aby to opisać. Zwłaszcza teraz, gdy zachowywał się jak hipokryta. Tyle mówił o pieprzonym honorze, ale najwyraźniej ta wartość miała dla niego znaczenie tylko wtedy, gdy chodziło o jego własny honor. Mai nie mogła bronić własnego oraz swojej rodziny. Nie zdążyła jednak wysyczeć w jego stronę komentarza, bo Iroh natychmiast przyznał mu rację i jej głos sprzeciwu mógłby zabrzmieć śmiesznie skoro ta kwestia już dawno została przez nich rozwiana. Wywróciła oczami. Mężczyźni. Cholerni macho, którzy muszą zawsze postawić na swoim, nie dając mądrzejszym dojść do głosu. Chociaż w tej sytuacji racjonalny osąd Mai był póki co zmącony. Przeszkadzały jej buzujące w niej uczucia powodowane obecnością Zuko, oskarżenia rzucane pod jej adresem jego stryjka oraz strach przed tym, co się stanie, jeśli Azula się dowie o tym spotkaniu, a każda sekunda spędzana w towarzystwie księcia tylko sprawiała, że ta możliwość stawała się coraz bardziej realna.
    - Jesteś pewny, że udałoby ci się to, dziadku? – zapytała jedynie Mai, unosząc do góry brew. Przyjmowała to wyzwanie, nie bacząc na konsekwencje tej decyzji, która mogła być fatalna w skutkach. Głównie dla niej.
    Tym razem to Irohowi rzuciła ostre spojrzenie, nie mogąc uwierzyć, jak bardzo niedomyślny był generał. Ona sama nie zająknęła się słowem na ten temat, wiedząc, jak Zuko zareaguje, nawet jeśli nie widziała się z nim przez długi czas. Wolała, żeby wierzył, iż przybyły tutaj, aby go zabić. Tymczasem Iroh na nowo rozbudził w nim głęboko skrywaną nadzieję na powrót do domu. Mógł udawać twardego przed wszystkimi, ale nie przed nią.
    Dziewczyna jeszcze raz zerknęła uważnie na generała, szukając w jego mimice jakichkolwiek śladów, które wskazywałyby na to, że ją zaatakuje. Czujnie śledziła każde jego drgnienie, zanim całkowicie skupiła się na księciu. Szybko pokonała dzielący ich dystans, stając tak blisko niego, że niemal stykali się ciałami. Ujęła jego twarz w dłonie, zmuszając go, żeby popatrzył w jej jak zawsze opanowane oczy. Musiał się uspokoić. Tymczasem jak zawsze w gorącej wodzie kąpany Zuko już się rwał, nie przemyślawszy niczego. Nie dostrzegał tego, co dostrzegał jego wuj i ona sama. Że Ozai wcale nie chciał powrotu syna i zjednoczenia rodziny, mimo że Azula tak utrzymywała.
    - Skup się, Zuko. Pomyśl – poprosiła go cicho, patrząc mu głęboko w oczy – Nie jesteśmy tutaj, żeby cię zabić. Nie dostałam takiego rozkazu. Azula ma cię sprowadzić żywego do Lorda Ozai. Ale… nie oszukuj się. On nie chce cię z powrotem, Zuko. Wiesz o tym. Wiesz, czego on naprawdę chce. Nie pozwolę, żeby twoje uczucia przesłoniły twój osąd. Nie ruszysz się z Królestwa Ziemi, nawet jeśli będzie to ostatnia rzecz, którą zrobię. Tylko tutaj jesteś jeszcze w miarę bezpieczny.

    Mai

    [Hm, a gdyby tak z Naryi teraz zrobić szpiega, który wpada i rozwala chatę?:D Dobra, przesadzam, głupie myśli o jedenastej się mnie trzymają.]

    OdpowiedzUsuń
  31. Obserwowała swojego wilkora, który tak bardzo cieszył się z widoku Zuko. Ona też się tak powinna cieszyć. Jej Hamlet był przyjaźnie nastawiony tylko do trzech osób po za Atar, którą oczywiście kochał ponad swoje życie: jej brata, ale to bardziej uznawał jego autorytet niż naprawdę lubił; Kastora, z którym spędził cztery lata gdy Atar była więziona i którego ogólnie uwielbiał z jakiegoś względu; oraz Zuko, który dużo czasu z nim był, gdy ten był szczeniakiem.
    Słysząc oskarżenie w głosie Zuko patrzyła na niego przez chwilę w całkowitym osłupieniu. A następnie obróciła sztylet między palcami chowając go za pasek spodni, następnie momentalnie skracając dystans między nimi i spoliczkowała go, patrząc na niego z taką złością, jaką chyba nigdy nie mógł u niej zaobserwować. Skierowała palec w stronę jego twarzy.
    - Zastanów się co mówisz. Nie wezwałam straży i nie związałam cię. - Chodziła jej po głowie bardzo banalna rzecz. Oboje w dzieciństwie słuchali bardzo wielu historii i bardzo wiele z nich, było o przyjaźni, która nie pielęgnowana kończyła się zdradą i ciosem w plecy jednego z nich. Atar kalkulowała bardzo rzeczowo. Skoro ona by tego nie mogła zrobić, to zostawał on. Nie wiedziała, czy ich przyjaźń była w stanie to przetrwać. Nie wiedziała też jakim teraz człowiekiem był Zuko. - Dorastałam z daleka od ciebie, bo mnie zostawiłeś. Ty odszedłeś. - Wiedziała, że był wygnany i znała tę historię, ale nie zmieniało to faktu ile żalu do niego miała. Byli Compadre, a on wyjechał. Mógł walczyć, albo zrobić cokolwiek innego. Mógł zrobić... coś!
    Cofnęła się i tylko kątem oka zauważyła, że jej wilkor niechętnie napiął mięśnie. Przecież nie pozwoli jej tknąć.

    OdpowiedzUsuń
  32. Mai poczuła się… zraniona. Nie mogła uwierzyć, że ją od siebie odsuwał. Przecież nigdy nie dała mu powodów do tego, żeby jej nie wierzył. Stanął w jej obronie przed stryjem, jednocześnie pokazując, że bezgranicznie jej ufa. Mimo że na początku ich spotkania byli do siebie wrogo nastawieni, nie próbował nawet jej skrzywdzić, wręcz przeciwnie, zaopiekował się nią, jeśli można to tak nazwać. Pocałował ją. Tymczasem całkowicie zignorował jej prośby, wszelkie argumenty i od siebie odepchnął. To zabolało. Ten ból na chwilę pojawił się w jej oczach, ale zaledwie na ułamek sekundy, po czym zamaskowała go zwyczajową apatią. Nie pozwoli, żeby uczucia ją osłabiły. Nie pozwoli, żeby Zuko ją osłabił.
    - Myśl racjonalnie – wycedziła przez zaciśnięte zęby, splatając odsunięte dłonie na piersi – Chce to zrobić dla przykładu. Żeby pokazać, że nawet królewski syn nie jest ponad prawem. Urządzi ci publiczną egzekucję dla przykładu dla każdego, kto będzie próbował mu się kiedykolwiek sprzeciwić. Chyba nie sądzisz, że robi to z miłości? – zapytała z ironią w głosie, po czym wskazała głową generała Iroha – Może on nie widział brata przez kilka lat. Ale ja ciągle jestem częścią dworu. Wiem, co tam się dzieje. Wiem, kim jest Ozai. On chce tylko twojej śmierci, a ty podasz mu się na tacy. To twój wybór. Mam to gdzieś. Ułatwisz mi zadanie.
    Z każdą minutą dziewczyna czuła się coraz bardziej zirytowana. Nie tylko oschłymi komentarzami stryja Zuko, ale również jego głupim zachowaniem. Jak idiota naprawdę sądził, że uda mu się wrócić do domu, a wszyscy powitają go z otwartymi ramionami. Był zbyt podekscytowany, żeby zauważyć oczywiste powody, dla których nie może tego zrobić. Nadzieja na powrót do kraju wsiąkała w niego przez długie lata, a teraz stawała się teoretycznie rzeczywistością, dlatego żadne argumenty nie mogły do niego przemówić.
    Na sekundę przed wejściem Naryi do pomieszczenia, Mai instynktownie odwróciła się w stronę wejścia, czując, że coś jest nie tak. Widząc dziewczynę, odruchowo przyjęła pozycję obronną. Od początku wiedziała, że coś jej nie pasuje w tej blondynce i nie chodziło tylko o sposób, w który przymilała się do Zuko. Zaklęła niedosłyszalnie dla innych pod nosem. Dlaczego wcześniej się nie zorientowała?
    Mai wyszła przed Zuko, zakrywając go. Przyjęła pozycję nisko na nogach, gotowa w każdej chwili odeprzeć atak, a w jej dłoniach zalśniły shurikeny. Nie była pewna, ile ich zostało. Dzisiejszy dzień mocno nadszarpnął jej amunicję.
    - Nazywam się Mai. Jeśli wiesz, co dla ciebie dobre, w tej chwili stąd wyjdziesz – powiedziała spokojnie, chociaż w jej słowach kryła się groźba. Każdy znał jej imię i teraz częściowo korzystała z własnej reputacji, która od czasu do czasu była przydatna.
    W jej oczach zalśniła beznamiętna stal.
    Mai naprawdę nie znosiła, gdy ktoś ją lekceważył.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  33. [ Huh, na samym początku oczywiście bardzo dziękuję za słowa pochwały. Twoja karta również mi się podoba. Ten znaczek Narodu Ognia jest taki.. uroczy. x3 Co do wątku - myślę, że tak właśnie możemy zrobić. Pytanie tylko czy zaczniemy od zaprzyjaźniania ich czy już będą zaprzyjaźnieni i nasz wątek skupi się na momencie, w którym Kayeko odkryje, że Zuko jest Magiem Ognia? ]

    OdpowiedzUsuń
  34. [ W porządku. To ja w takim razie zaczynam. :3 ]

    Ciemność otuliła właśnie miasto Ba Sing Se. Ludzie wracali do swoich domów sprawiając, że na ulicach nie było praktycznie ani żywej duszy. Było cicho i spokojnie, czyli wręcz idealnie dla Kayeko, która nie lubiła tłumów. Najlepiej czuła się sama ze sobą i szczególnie teraz stroniła od ludzi. Szła powoli jedną z ulic, która prowadziła do jednej z najlepszych herbaciarni w mieście. Na jej ciele nie można było znaleźć tradycyjnego stroju Nomadów Powietrza. Gdyby ów taki nosiła od razu by się zdradziła, a przecież na to nie mogła pozwolić. Miała na sobie zwiewny, lekki strój w kolorze niebieskim, który jakby nie patrzeć podkreślał kolor jej oczu. Kiedy doszła w końcu do osławionej herbaciarni westchnęła cicho i weszła do środka. Jak zwykle w środku było pełno ludzi śmiejących się i rozmawiających. Białowłosa szybko ominęła ich wszystkich, by stanąć przed właścicielem tego przybytku, na którego twarzy jak zazwyczaj widniał szeroki uśmiech.
    - Oh, witaj Kayeko – powitał ją – Zuko jest na górze. Mam nadzieję, że uda Ci się go wyciągnąć. Eh, czasami naprawdę nie mam pojęcia co siedzi w tym chłopaku – mężczyzna pokręcił głową, po czym wrócił do parzenia pysznej herbaty.
    Dziewczyna nie odpowiedziała nic staruszkowi. Jedynie ruszyła schodami, by uraczyć chłopaka swoim towarzystwem. Można powiedzieć, że tutaj, w Ba Sing Se był jej jedynym bliższym znajomym, więc gy miała ochotę z kimś porozmawiać szła właśnie do niego. Czarnowłosy nie zawsze miał takie same chęci, ale jej to wcale nie obchodziło. Wtedy po prostu brała go siłą nawet nie słuchając, co ten ma do powiedzenia. Gdy znalazła się w miejscu, w którym mieszkał poczciwy staruszek wraz ze swoim wnuczkiem od razu skierowała się w stronę jego pokoju, do którego bez większych ceregieli weszła nawet nie pukając.
    - Wstawaj – mruknęła widząc, że dwudziestolatek jak zwykle leży i patrzy w sufit rozmyślając – Idziesz się ze mną trochę dotlenić – zakomunikowała mu.
    Na razie w spokoju czekała, aż on sam zwlecze się i dobrowolnie wstanie. Miała nadzieję, że już się nauczył, że upór tylko pogorszy jego sytuację.

    OdpowiedzUsuń
  35. Ze znudzeniem wymalowanym na twarzy słuchała jego pierwszych słów. Może i nawet w którymś momencie przestała go słuchać. To pewnie i tak nie było nic bardzo istotnego jak tylko kolejna zimna uwaga. Gdy zobaczyła jak chłopak wstaje wiedziała już, że dopięła swego szybciej niż myślała. Może i był na nią zły, ale ta złość pewnie za chwilę mu przejdzie. Wystarczy tylko, żeby wyszedł na zewnątrz.
    Pokój opuściła o wiele bardziej spokojniej od niego. Pewnie gdyby czarnowłosy nie pociągnął jej za rękę w ten sam sposób ( zamieniając jeszcze parę słów ze stryjem ) opuściłaby herbaciarnię. Dzisiaj, ale i także we wszystkie inne dni chłopak wydawał się być obrażony na cały świat. Ostatnio coraz rzadziej widywała tę jego bardziej przyjemną stronę. Mimo wszystko nie pytała go o to, ponieważ ostatecznie w żadnym stopniu nie były to jej sprawy.
    - Jak dla mnie noc to idealna pora na spacer – odpowiedziała mu w końcu – Wtedy nie ma tutaj nikogo, kto mógłby mi przeszkodzić – odetchnęła świeżym powietrzem.
    Szli obok siebie powolnym krokiem. Kayeko rozglądała się jakby w poszukiwaniu czegoś ciekawego, chociaż znała już to miasto jak własną kieszeń. Zawiał delikatny wiatr niszcząc nieco ład jej długich, białych włosów. Ah, wiatr, powietrze.. Tak, to był jej żywioł, coś w czym czuła się najlepiej. Dziwne, prawda? Coś, co pozwala innym żyć może równie dobrze ich zabić w dowolnej chwili.
    - Co u Ciebie? - zapytała w pewnym momencie – Widzę, że nadal jesteś taki zmierzły i obrażony na wszystko i wszystkich. Zapach herbaty Twojego stryja aż tak bardzo Cię irytuje?
    Spojrzała na niego kątem oka. Jego wyraz twarzy był taki jak zawsze, czyli nie wyrażał nic. Standardowo paskudna, czerwona blizna.. Od początku zastanawiała się skąd chłopak ma tę bliznę. Ktoś w dzieciństwie wylał na niego kubek wrzącej herbaty? Może to dlatego teraz tak bardzo jej nie lubi? Cóż, kto wie. A może został zraniony przez jakiegoś Maga Ognia? To chyba było o wiele bardziej prawdopodobne. Westchnęła. Mogła się jedynie domyślać. Nie chciała go o to pytać, ponieważ z tą blizną na pewno nie było związane radosne wspomnienie, a ona wiedziała, jak wielki ból potrafią zadać fakty z przeszłości. Zacisnęła dłoń w pięść, co rzadko robili Magowie Powietrza, którzy walczyli za pomocą otwartych dłoni. Przez te rozmyślania jej myśli jakoś same zboczyły na dosyć nieprzyjemny tor. Tamte wydarzenia wracały do niej każdego dnia. Czasami nie była w stanie przestać myśleć o tym, co się stało i o swojej zemście. To wszystko wierciło jej ogromną, bolesną dziurę w mózgu.

    OdpowiedzUsuń
  36. Mimo wszystkich tych okoliczności Mai czuła do księcia żal. Rozumiała jego chęć powrotu do domu, wiedziała, dlaczego jest to dla niego takie ważne. Znała uczucia, które nim targały, a które były tak doskonale widoczne w jego oczach, gdy myślał o szansie powrotu do domu. Znała wszystkie okoliczności, ale uczucie goryczy nie mogło jej opuścić. Zupełnie ją zignorował i odepchnął, jakby nic nie znaczyła. A przecież jeszcze kilka chwil temu pokazywał, że mu na niej zależy.
    Mai dosłyszała w głosie chłopaka szok i poczucie zdrady, co mimowolnie oddziaływało również na nią. Przeczuwała, że z Naryą nie wszystko jest w porządku, ale jej nie znała, dlatego na porządku dziennym mogła przejść do tego, że jest jej wrogiem. Zuko za to ją znał. Może nie przepadał za nią, ale uznawał ją za swojego sprzymierzeńca, kogoś, kto mu pomógł. Tymczasem okazała się ona podłą żmiją, kolejną osobą, którą mógł wliczyć w poczet zdrajców, osób, którym kiedyś ufał, a one go tylko wykorzystywały i krzywdziły. Ten fakt tylko potęgował nienawiść Mai w kierunku blondynki. To całkiem zabawne, ale zawsze czuła się w obowiązku opiekować się chłopakiem. Nieważne, że to on był starszy, większy i silniejszy. Gdzieś tam podświadomie się o niego martwiła. Zawsze.
    Na końcu języka miała kolejną ciętą uwagę, ale Zuko odwrócił jej uwagę, pokazując mężczyzn za oknem. Cóż, odrobinę komplikowało to sytuację. Zdawała sobie z tego sprawę głównie Mai, bo to ona była w najgorszej sytuacji. Domek był za mały, by mogła swobodnie rzucać bronią. Na dodatek niewiele zostało jej już noży i shurikenów, będzie musiała sama walczyć wręcz. To wszystko jej się stanowczo nie podobało.
    Zuko zajął się Naryą, kolejnymi dwoma żołnierzami Iroh. Nie zauważył jednak kolejnego maga ziemi, którego dziewczyna przykłuła za rękawy do ściany. Generał skinął jej lekko głową. Może nie było między nimi tak źle.
    Widziała zawahanie w postępowaniu księcia. Nie mógł się zdobyć na poważny atak. Ona nie miała żadnych skropułów. Niezbyt elegancko pociągnęła Naryę z włosy do tyłu szybkim, gwałtownym ruchem. Była tak zaskoczona, że nie dała rady zrobić użytku z noża. Natychmiast jednak przybrała pozycję bojową, wyprowadzając kilka szybkich ciosów. Mai jednak była szybsza, blokując kilka z nich i unikając kontaktu. Chciała zobaczyć, jaką techniką walczy Narya, by później szybko ją pokonać. Była praworęczna, widać to było po jej postawie. Stosowała bardziej agresywny styl niż ten subtelny Mai. Lekko utykała na pewą nogę, dlatego ciężar przekładała na prawą. Wystarczy wykorzystać ten fakt.
    W końcu przeszła do ofensywy. Wyprowadziła kilka zmyłkowych, prostych ciosów, aby Narya zyskała większą pewność siebie i łatwiej popełniła błąd. Podskoczyła, unikając podcięcia. Chciała wykonać mocne kopnięcie w talii, ale dziewczyna najwyraźniej nie straciła wystarczająco dużo czujności, bo udało jej się uderzyć Mai w podbródek. Nie utrzymała równowagi, a siła uderzenia odrzuciła ją do tyłu, wprost na stworzony przez maga ziemi mur. Jęknęła cicho, kiedy z impetem zderzyła się z utworzoną ze skały ścianą.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  37. Uderzenie było mocniejsze, niż początkowo podejrzewała. Zaraz po zderzeniu z wytworzonym murem ziemi dziewczyna straciła na chwilę przytomność. Zupełnie straciła poczucie rzeczywistości, a po drugiej stronie czas również wydawał się płynąć wolniej. Było cicho i spokojnie, nie musiałaby już dłużej walczyć ze strażnikami, a przede wszystkim ze swoimi własnymi uczuciami, które czuła w stronę Zuko, a których nie potrafiła zrozumieć. Z jednej strony było to dziwne, ciepłe uczucie, które czuła za każdym razem, gdy ją dotykał, gdy łagodnie wypowiadał jej imię, a z drugiej była to nienawiść i niechęć. Dwie skrajne emocje wywoływanie przez jedną osobę. Było tu również ciemno. Nienaturalnie stworzona ciemność, w której nic nie mogła dostrzec. A później nagły impuls przywrócił ją do światła. Zmusiła się, żeby otworzyć oczy, ale wszystko było zamazane, nie mogła skupić się na jednej rzeczy, a cały dźwięk był jakby wytłumiony, docierał do niej z daleka. Widziała jakieś dwie postaci wymieniające ciosy na środku pomieszczenia, ale były one nieostre, kontury się rozmywały. Jęknęła cicho, czując tępe pulsowanie w głowie i znowu zamknęła oczy, jakby światło sprawiało jej zbyt dużo bólu. Usłyszała jakiś huk, a chwilę później poczuła czyjeś ręce na ramionach. Zaczęła się szarpać, sądząc, że ktoś ją atakuje, ale po chwili uświadomiła sobie, że to przecież znajomy głos.
    - Zuko... - jej usta ułożyły się w jego imię, ale nie wydobył się z nich żaden dźwięk. Ponownie zmusiła się do otworzenia oczu, żeby móc spojrzeć w jego zatroskaną twarz, gdy nachylał się nad nią - Wszystko będzie dobrze. To nic.
    Oczywiste było, że kłamie, bo gdy pomógł jej się podnieść, syknęła z bólu, ale szybko się opanowała, przybierając pewną siebie pozę i prostując się, mimo że całe ciało płonęło jej żywym ogniem. Była tak otumanionia własnym bólem, że nie oponowała i posłusznie zeszła za Zuko w ciemności. W podziemnym tunelu skuliła się na podłodze, zatykając uszy dłońmi, gdy chłopak uderzał pięścią w klapę. Każda część jej ciała eksplodowała cierpieniem, które całkowicie ją obezwładniło. Najgorsza była głowa. Przesunęła dłońmi, szukając ran. Pod palcami poczuła sklejone wilgotną cieczą włosy. Nie widziała nic w tych ciemnościach, ale metaliczny zapach utwierdził ją w podejrzeniach; musiała uderzyć się w głowę i teraz krwawiła. Właśnie teraz, gdy najbardziej powinna być zdolna do walki, gdy powinna być silna, gdy powinna wymyślić jakiś plan, była zupełnie osłabiona. Nie mogła się skupić na ani jednej myśli, wszystkie umykały jej przez palce jak piasek.
    - Tak mi przykro. Przepraszam. To wszystko moja wina - wyszeptała, podkulając nogi pod siebie i chowając twarz w dłoniach.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  38. W jednej chwili chłopak zmienił się nie do poznania. Białowłosa aż zamrugała parę razy, żeby upewnić się czy aby na pewno ta nagła zmiana charakteru jej się nie przewidziała. Ktoś mógłby to nawet nazwać rozdwojeniem jaźni, bo Kayeko naprawdę miała teraz wrażenie, że stoi przed nią zupełnie inna osoba. W końcu odwróciła wzrok, pokręciła głową.
    - Cóż.. - podrapała się w tył głowy – Chyba o tych paru wyjątkach zapomniałam. Eh, popsułeś cały klimat mojej wypowiedzi – zaśmiała się cicho.
    Niestety dziewczyna raczej by go nie obroniła, gdyby miało dojść do jakiejś poważniejszej walki. Oprócz Magii Powietrza zostawała jej jeszcze co prawda walka wręcz, ale w niej już nie była tak dobra. Była dosyć niską i kruchą osobą, stwarzała wrażenie niepozornej. Jej wrogowie mogliby jej nie docenić, ale to chyba nie dałoby jej wystarczającej przewagi. O! Już nawet wiedziała na czym skupi swój jutrzejszy trening! Musiała być gotowa na wszystko i umieć obronić się oraz atakować bez używania swojej magii.
    - Wiesz, kiedy człowiek zdobył już wszystko szuka odrobiny wytchnienia – odpowiedziała – Jak dla mnie powinieneś go podziwiać. Odnalazł spokój, co nie każdy jest w stanie zrobić. Mnisi ze Świątyń Powietrza nawet całe dnie medytując nie byli w stanie tego zrobić – może powinna ugryźć się w język z tymi mnichami.
    Skrzywdzili Cię w jakiś sposób – usłyszała. To aż tak było widać? Przecież nie miała na sobie żadnej widocznej blizny tak jak on. Cały czas jednak nosiła bliznę w sercu. Prawie każdej nocy śniła o tym. Nie potrafiła żyć niczym innym. Nie była w stanie się od tego oderwać.
    - Odebrali mi wszystko – mruknęła – Nienawidzę każdego, kto należy do Narodu Ognia. Potrafią tylko niszczyć i ranić. Nie mają uczuć – powiedziała twardokiedy mówiła o nich jej ton głosu był zupełnie inny, przepełniony jadem, ale gdzieś tam można było w nim wyczuć nutkę cierpienia.
    Nie miała pojęcia o tym, że właśnie stoi obok kogoś, kogo z góry powinna nienawidzić. Zuko był w końcu księciem i prawowitym następcą tronu Narodu Ognia - co prawda wygnanym, ale wciąż księciem. Pewnie gdyby nie ukrywał się ze swoimi umiejętnościami do tego spaceru i tej rozmowy nigdy by nie doszło. Kayeko nie wiedziała, że tak po prostu mówi o tym wszystkim swojemu naturalnemu wrogowi.

    OdpowiedzUsuń
  39. Zuko mógł mówić, co tylko chciał, ale Mai nadal czuła się winna. Może gdyby go dzisiaj nie zaatakowała w uliczce, wszystko potoczyłoby się inaczej? Ba!, nigdy nie powinna była przyjeżdżać do Ba Sing Se. Była pewna, że to jej obecność wzbudziła podejrzenia Naryi i to właśnie przez nią zostali zaatakowani. A później... może gdyby wszystko rozegrała inaczej, byłaby w stanie walczyć? Wtedy to ona zostałaby na górze, zamykając za chłopakiem i jego stryjem klapę. Dałaby im czas na ucieczkę podziemnym przejściem, sama załatwiłaby pozostałych. Nawet jeśli zostałaby pojmana, nie żałowałaby swojej decyzji. Tymczasem to generał został na górze i czuła przez to kłujące wyrzuty sumienia. Nie chciała, żeby Zuko utracił ostatnią bliską mu osobę. To on powinien tutaj być. Jeśli zginie... Mai nigdy sobie tego nie wybaczy.
    Po jego tonie głosu dziewczyna poznała, że rana na głowie była poważniejsza, niż sądziła. Postanowiła jednak nie dać po sobie poznać, jak bardzo ją boli, nie chcąc dokładać mu w tej chwili zmartwień. Dlatego zacisnęła zęby, próbując zmazać z twarzy wyraz bólu.
    Mai zmrużyła oczy, gdy książę zapalił pochodnię. Chwilę trwało zanim jej wzrok przyzwyczaił się do nowej jasności, ale nie miała szansy rozglądnąć się po grocie, bo Zuko skutecznie odwracał jej uwagę. Posłusznie uniosła podbródek do góry, patrząc mu w twarz. Widziała, że stara się sprawiać wrażenie pewnego i optymistycznego, ukrywając swoje prawdziwe uczucia, ale nawet otumanionia cierpieniem potrafiła dostrzec prawdę za tą całą fasadą.
    - Mnie nie oszukasz, Zuko - powiedziała jedynie, czując jego pocałunek na czole. Odkryła w sobie dziwną chęć wtulenia się w niego i pozostania w tej pozycji, ale szybko odepchnęła ten pomysł. Czułość w żadnym stopniu do niej nie pasowała, nawet w podobnej sytuacji.
    - To nic takiego. Dam sobie radę - mamrotała pod nosem dziewczyna, ale jej normalna chłodna pewność siebie gdzieś zniknęła, dlatego chyba nie wypadła zbyt przekonująco. Mocno wsparła się na księciu, chociaż normalnie uniosłaby się dumą i nie przyjęła pomocy. On należał jednak do innej kategorii. Kiedy powoli ruszyli, jej kłamstwo stawało się coraz bardziej widoczne. Całe czoło miała zroszone potem z wysiłku, ciężko oddychała i co jakiś czas musieli na dłużej przystanąć, ale niezmordowanie brnęła do przodu, a z jej ust nie padło ani jedno słowo skargi. Musiała być silna. Musiała dać radę. Nigdy w życiu się nie poddała i teraz też nie miała zamiaru tego zrobić. Mai miała duszę wojowniczki. Takiej, która walczy do końca, bez względu na beznadziejność sytuacji.
    - Myślisz, że miałam wybór? - zapytała po chwili, zerkając na niego z boku. Nie było w jej głosie ironii, niechęci, złośliwości ani nawet normalnej beznamiętności. Po prostu zapytała. Znowu odwróciła wzrok, skupiając się na stawianiu kroków i ignorowaniu faktu, jak blisko teraz znajduje się chłopaka. Gdyby nie fakt, że była ranna, pewnie cała pokryłaby się rumieńcem - Poza tym to był jedyny sposób, żeby... - zamilkła, wiedząc, że nie powinna kontynuować. Zamiast tego zacisnęła usta w wąską linię.
    - A ty, Wasza Wysokość? Tęskniłeś za niebezpieczeństwem? Wyglądało na to, że podoba ci się spokojne życie w Ba Sing Se. Że nie przeszkadzałoby ci... założenie rodziny. Chociaż, jak już mówiłam, gustu do kobiet to ty w ogóle nie masz.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  40. - Gdybym o tobie zapomniała, to teraz tkwiłbyś związany na dole okrętu a ja bym wracała do domu. - Rzuciła ostro a co było najśmieszniejsze to to, że było po niej widać, jak cholernie trudno było jej nazwać krainę wiecznego ognia swoim domem. - A odezwałeś się? Chociaż raz? Jeden? Bo to ja nie wiedziałam gdzie ty jesteś. To ty wiedziałeś gdzie mnie znaleźć. Zawsze. Gdyby nie taka sytuacja w jakiej teraz byli, to dziewczyna pewnie zaczęłaby jak pięciolatka tupać nogą i zaprzeczać rzekomemu zabawianiu się, bo to zwyczajnie źle brzmiało. - Patrz, jednak coś o mnie wiesz. - prychnęła. Skądś w końcu wiedział o Lanisie. - A ja nie. - Wycofała się. - Znikaj stąd. - Odwróciła się i zaczęła odchodzić. I tylko Hamlet patrzył z wyczekiwaniem na Zuko, aż ten coś zrobi. - Hamlet. - powiedziała cicho i to był ten moment w którym wilkor wiedział, że dziewczyna potrzebuje, by on zrobił to o co prosi, więc jedynie przymknął swoje wielkie oczy i spuścił łeb odwracając się. Po dwóch większych schodach był już przy niej, ocierając się o jej nogę, jakby chciał ją pocieszyć. Ona tym czasem siedziała na schodach po za zasięgiem wzroku Zuko, z głową opartą na kolanach i zastanawiała się, jak ma spojrzeć w oczy Kastorowi i Lanisowi.

    OdpowiedzUsuń
  41. Mai mocniej oparła się na jego ramieniu, kiedy poczuła nagłe zawroty głowy. Gdyby Zuko jej nie trzymał, pewnie by zemdlała i uderzyła mocno o ziemię. Z westchnieniem ułożyła głowę na jego barku, po czym zamknęła oczy, starając się ustabilizować swoją pozycję. Po chwili jednak znowu ruszyła do przodu, zaciskając zęby, jeszcze bardziej zawzięcie niż dotychczas. Wyjdzie z tego cholernego tunelu, nawet jeśli będzie się musiała czołgać. Czasami jej duma stawała się jej największym przeciwnikiem, a czasami była najlepszym powodem do działania.
    - Nie dałaby - potwierdziła jedynie cicho, wciąż stawiając kroki z zamkniętymi oczami. Trudniej było jej zachować równowagę, ale zawroty głowy były mniejsze - Zresztą potrzebowała nie tylko moich umiejętności, ale też mnie. Sądziła, że to ja cię najłatwiej odnajdę i że mi zaufasz wystarczająco, aby wejść w pułapkę. Że to mi najszybciej uwierzysz. A Azula... staje się ostatnio coraz bardziej nieprzewidywalna. Nie boję się jej, ale odmawianie jej staje się... nierozważne.
    Dziewczyna zaczerpnęła głęboko tchu, gdy lekko się osunęła w ramionach Zuko, ale trzymał ją wystarczająco mocno, więc nie upadła, otworzyła jednak z powrotem oczy. Czuła się źle z tym, że stanowi dla niego ciężar. Teraz powinni poruszać się szybko i zwinnie, a ona go spowalniała i utrudniała poruszanie się. Chciała mu zaproponować, żeby zostawił ją tutaj, ale wiedziała, że się na to nie zgodzi. Honor mu na to na nie pozwoli, nieważne jak mocne argumenty wysunie i jak bardzo pozwoli sobie na manipulację jego uczuciami. Na większość to działało, ale nawet gdyby zagrała kartą, że w ten sposób uratuje wuja, nie zostawiłby jej, tylko doprowadził przynajmniej do wyjścia. Jego honor był czasami najbardziej irytującą rzeczą, z jaką musiała się mierzyć.
    - Twoja blizna jest piękna, bo ma znaczenie. Nie pozwól, żeby ci wmówiono, że jest inaczej. To część ciebie i jak każda inna część jest wyjątkowa - wyszeptała Mai, specjalnie unikając jego wzroku - Przepraszam, że pozwoliłam, aby to wszystko się stało.
    Zawierała w tym wszystko. Przepraszała za bliznę, która pokrywają jego twarz, bo czuła, że gdyby odpowiednio zareagowała, mógłby jej uniknąć, za to, że go później zostawiła, za to, że go zaatakowała, za to, że teraz go spowalniała. Za wszystko, czym kiedykolwiek go skrzywdziła. Sama nie wiedziała, co jej się stało. Chyba to miejsce na nią wpływało, to, że się nią tak zaopiekował i świadomość tego, że to pierwszy i ostatni raz, kiedy znaleźli się sami i mogli szczerze ze sobą porozmawiać. Ona również zauważyła wąską szczelinę światła wpadającą do groty. A więc to tutaj się rozstaną. Zatrzymała się, zmuszając Zuko do tego samego. Stanęła przed nim z trudem bez podparcia i położyła dłoń na jego klatce piersiowej. Pod palcami czuła równe bicie jego serce, było to na swój sposób uspokajające.
    - Dokończ - poprosiła go, uważnie wpatrując się w jego twarz - Na czym ci tak zależy, że boisz się to stracić przez ojca?
    Dziewczyna zerknęła przez ramię na niewielką wiązkę światła, wzdychając cicho, po czym znowu skupiła swoją uwagę na Zuko. Nie miała wątpliwości, że gdy stąd wyjdą, wszystko wróci do normy, choć trudno to tak nazwać. Oboje nigdy nie zaznali normalności, zwłaszcza on. Ale wrócą do punktu wyjścia. Odejdą w dwie różne strony, na powrót stając się wrogami przez chorą rzeczywistość, która teraz rządziła Narodem Ognia. On opuści miasto i się ukryje, a ona wróci do Azuli i będzie jej pomagać w wytropieniu Awatara. Po wyjściu z jaskini wszystko się skończy.
    - Kiedy stąd wyjdziemy... Pewnie już nigdy znowu się nie zobaczymy. Nie oglądaj się za siebie. Musisz o mnie zapomnieć. Musisz porzucić przeszłość, żeby ruszyć do przodu. Może wtedy w końcu będziesz szczęśliwy. Tutaj się rozstajemy, prawda? Już na zawsze.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  42. Od każdej zdarzają się wyjątki, co? Kayeko zaśmiała się w duchu. Co prawda jej ocena w żadnym stopniu nie była do końca obiektywna uważała, że w Narodzie Ognia wszyscy byli tacy sami. Nie uwzględniała żadnych wyjątków, nie istniały dla niej. Jak tak słuchała słów chłopaka nie była do końca pewna czy aby na pewno jej druga teoria o powstaniu blizny na jego twarzy jest bardziej prawdopodobna od tej pierwszej z herbatą. Z drugiej strony może to ona przesadzała? Może jej myślenie było błędne? Czyżby była aż tak zaślepiona tamtymi wydarzeniami?
    - Oczywiście.. - szepnęła cicho odwracając głowę w bok.
    Wiedziała, że powinna się zamknąć z tymi mnichami i w ogóle nie wspominać o nich. Białowłosa przełknęła gorączkowo ślinę. Wkroczyli na bardzo niewygodny dla niej temat. Nie lubiła kłamać, ale co miała zrobić w tej sytuacji? Nawet jeżeli lubiła czarnowłosego nie mogła mu o niczym powiedzieć. Nie ufała nikomu. Musiała szybko wymyślić jakąś w miarę wiarygodną historyjkę. Przez dłuższą chwilę nie milczała zastanawiając się nad odpowiedzią.
    - M... Mój ojciec... - wymamrotała – Mój ojciec był … kiedyś mocno zaprzyjaźniony z jednym z Magów Powietrza... Tak, tak właśnie... Byłam wtedy jeszcze małą dziewczynką... Rzadko kiedy mnisi pozwalali nam na odwiedzanie ich w Północnej Świątyni Powietrza, ale z dwa czy trzy razy tam byłam. Poza tym mój ojciec dużo mi o nich opowiadał i stąd... to wiem – cały czas serce biło jej niesamowicie szybko, nie potrafiła kłamać, pod tym względem starała się być naprawdę szczerą osobą.
    Miała nadzieję, że dwudziestolatek jej uwierzy. Cóż... I tak kiedyś będzie musiał dowiedzieć się prawdy, przecież nie będzie mogła cały czas się ukrywać. Ale na pewno nie teraz, to nie był odpowiedni moment. Nie chciała rozgłosu. Wiedziała, że wtedy wiadomość o tym, że istnieje jeszcze jeden ocalały Mag Powietrza oprócz Aanga dotrze do Lorda Ozaia, a na to nie mogła pozwolić. To zepsułoby wszystko.
    - Nie jestem magiem – odpowiedziała – Wyglądam Ci na takiego? - zaśmiała się... nerwowo.
    Była spięta. Chciała jak najszybciej zmienić temat, nie chciała o tym rozmawiać. Obawiała się kolejnych niezręcznych pytań. Odetchnęła głęboko mając nadzieję, że to chociaż trochę pomoże jej w rozluźnieniu się. Nie mogła dać po sobie poznać, że coś jest nie tak, ale bała się, że nie za bardzo jej to wychodziło. W końcu kłamanie było sprzeczne z jej naturą. Powietrze nigdy nie kłamało, pokazywało wszystko takim, jakim jest. Nie zwodziło ludzi. Dawało im życie.

    OdpowiedzUsuń
  43. Mai wiedziała, że prawdopodobnie popełnia największy błąd, pytając go o to. Słów nie da się tak po prostu cofnąć w przeciwieństwie do czynów, ale musiała wiedzieć. Musiała się upewnić, że to, co między nimi było, było czymś prawdziwym i że nie tylko ona to czuła. Problem w tym, iż lepiej by było, gdyby ani ona, ani on tego nie odczuwali i nie przyznawali się do swoich uczuć. Ale musiała mieć pewność. Musiała wiedzieć.
    - Ja cię wcale nie pocieszam. I to nie jest twoja wina! - zaprzeczyła gwałtownie, chociaż wiedziała, że jej sprzeciw nie ma żadnego sensu. Gdy chłopak się uparł, nie dało się go odciągnąć od tego pomysłu. Był tak samo zawzięty jak ona, jeśli nie bardziej. Poza tym Zuko nie mógł wiedzieć, jak ich losy by się potoczyły, gdyby wtedy się nie sprzeciwił podczas narady wojennej. Lord Ozai mógłby wtedy znaleźć inny powód, żeby skazać syna na banicję, tak naprawdę nigdy nie widział go w roli prawowitego następcy tronu. Za nim wyjechałby stryj, zaczęłaby ich szukać Azula, która potrzebowałaby pomocy Mai. W ten sposób koło się zamyka. To musiało się wydarzyć, nieważne kiedy, ale w końcu by się to stało. To było nieuniknione.
    Dziewczyna zadrżała lekko, czując jego dłoń na swoim policzku, ale ciągle miała spuszczoną głowę, jakby bała się, co mogłaby dostrzec w jego twarzy, gdyby uniosła wzrok. Wtuliła jednak policzek w jego dłoń, na chwilę przymykając oczy. Ułożyła swoją smuklejszą dłoń na jego ręce, trwając tak przez chwilę. Zuko się przed nią otworzył, pozwolił na chwilę zajrzeć do swojego wnętrza. Teraz to ona miała wykonać ruch. Bała się tego, bo to od jej słów zależało, co się dalej z nimi stanie. Oczywiście, że jej na nim zależało. Pewnie bardziej, niż sama zdawała sobie z tego sprawę. Nie chciała, żeby spotykali się po raz ostatni. Ba!, z każdą sekundą pragnęła coraz bardziej jego obecności. Nie mogła mu jednak tego powiedzieć. Gdyby to zrobiła, Zuko nigdy by nie odszedł, a to stanowiło niebezpieczeństwo i dla niej, i dla niego. Powinna mu powiedzieć, że chce, aby ją zostawił, aby już nigdy nie wracał. Powinna powiedzieć coś, co go zrani tak bardzo, że nigdy nie odwróci się za siebie. Nie potrafiła jednak tego zrobić. Dlatego jedynie odetchnęła, odsuwając jego dłoń od swojego policzka i cofnęła się chwiejnie, starając się zachować między nimi chłodny, bezpieczny dystans.
    - Chodźmy - wymruczała jedynie Mai, ruszając w kierunku wyjścia. Musiała się wycofać, zanim będzie za późno. Musiała go w ten sposób odtrącić, nawet jeśli w środku zabolało ją tak, jakby ktoś wbił jej nóż w serce.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  44. Świat rozmywał się jej przed oczami, a ból głowy stawał się coraz dotkliwszy razem z zawrotami głowy. Ręką oparła się o ścianę, pochylając się do przodu, jakby miała zwymiotować. Słyszała głos Zuko, ale jego słowa do niej nie docierały, nie rozumiała ich sensu, były za bardzo zniekształcone. Światło ze szczeliny raniło jej oczy, a cały świat wirował...
    Kilkanaście godzin później Mai obudziła się w ciepłym łóżku w zupełnie obcym pomieszczeniu. Koło niej w rzędzie stało jeszcze kilka łóżek starannie zaścielonych, przez wysokie okna do środka wpadała delikatna poświata księżyca, miał jednak nieco inny kształt, dlatego wiedziała, że przespała co najmniej jeden dzień. Jej pierwszą reakcją było sięgnięcie po broń, ale pod palcami nie wyczuła znajomych wypukłości metalu. Ktoś przebrał ją w nowe ubrania, całe białe i bardziej szorstkie w dotyku od jej codziennych szat, ale nie były one niewygodne. Na głowie czuła uścisk bandaża, który nieco krępował jej ruchy dookoła, które i tak wywoływały u niej ból. Była zdezorientowana. Nie potrafiła sobie przypomnieć, jak się tu znalazła, co się stało z Zuko i kto się nią zajmował. Jej ostatnim ostrym wspomnieniem był widok jego zawiedzionej twarzy, kiedy odpowiedziała chłodną obojętnością na jego wyznanie. Później wszystko było zamazane, pojawiały się jedynie urywki, których nie potrafiła zebrać w całość. Coś o tym, że znajdowali się w murach i właściwie nie było żadnej drogi. Jacyś nieznajomi mężczyźni pochylający się nad nią i szturchający ją bronią, żeby sprawdzić, czy jest przytomna. Kobieta ubrana cała na biało, która przez chwilę stała koło jej łóżka i coś monitorowała. A później cień znajomej osoby w kącie sali, który ją uważnie obserwował, ale nie miała pewności, czy jej się to wtedy nie przyśniło.
    Musiała zemdleć. Ktoś zabrał ją do szpitala. Jedyne wytłumaczenie.
    Tylko co teraz?
    Uniosła się gwałtownie na łokciach do góry, ale ból ją oślepił i natychmiast z powrotem opadła na poduszki. Tym razem Mai uniosła się zdecydowanie wolniej i delikatniej. Nie mogła tutaj długo zostać. Musiała odzyskać swoje ubrania i noże poukrywane w fałdach jej sukni. Musiała się dowiedzieć, co się stało z Zuko. Musiała wrócić do Azuli i powstrzymywać jej destrukcyjny charakter, bo jako jedyna była w stanie się jej sprzeciwić. Nie mogła sobie pozwolić na odpoczynek. Musiała się jeszcze jakoś pozbyć tego bandaża z głowy, żeby księżniczka nie dowiedziała się, iż Mai była ranna, bo wtedy chciałaby się dowiedzieć, co się stało, chociaż zapewne szybko znudziłaby się tym tematem, była za bardzo zapatrzona w siebie.
    Z westchnieniem przyłożyła dłoń do czoła, kiedy znowu zakręciło jej się w głowie. Wtedy instynktownie poczuła, że ktoś się jej przygląda.
    - Kto tu jest?

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  45. Dziewczyna nie pamiętała niczego, co się wydarzyło wstecz, przynajmniej niezbyt wiele od momentu, w którym uderzyła się w głowie. Nie była pewna, ile z tego to prawda, a ile jej wymysły spowodowane bólem. Kojarzyła jakąś jaskinię i wykrzywioną zawodem twarz Zuko. Było w tym jednak coś ważnego, coś wydarzyło się w tej jaskini, tylko nie mogła sobie przypomnieć, co to takiego było i czego dotyczyło. Z tego powodu czuła się źle, trochę jakby była pusta w środku, jakby tamto wydarzenie zmieniło coś w jej wnętrzu, ale nie potrafiła zupełnie określić tej zmiany. Chciała się dowiedzieć, o co chodzi, ale bała się, że Zuko nie będzie chciał z nią o tym rozmawiać, że to było coś zbyt bolesnego. I bała się dowiedzieć, o co chodzi, co tak mogło na nią wpłynąć. Po prostu bała się odpowiedzi. Chyba po raz pierwszy w życiu bała się czegoś takiego. Nie miała sytuacji pod kontrolą, nie wiedziała, co się dzieje i to wprawiało ją w frustrację i zdenerwowanie.
    Świadomość, że chłopak jest obok, nieco ją uspokoiła. Jego obecność ukoiła na chwilę jej nerwy. Opadła z powrotem na łóżko, obserwując go w poświacie księżyca. Wyglądał... inaczej. Był bardziej zmęczony niż ostatnio, miał ciemne ślady pod oczami. Wydawał się być cieniem siebie sprzed kilku dni. Coś musiało się stać. A ona nie potrafiła sobie przypomnieć. Czyżby Iroh..? Pokręciła lekko głową, czego natychmiast pożałowała, kiedy przeszyła ją fala bólu. To niemożliwe. Na pewno wszystko jest w porządku.
    Tylko, czy gdyby tak było, Zuko siedziałby w nocy w jej szpitalnej sali, zamiast u siebie w domu? Przecież nie znaczyła dla niego wystarczająco wiele.
    - Jakbym mocno uderzyła się w głowę - szepnęła ironicznie Mai. Nie chciała, żeby to tak zabrzmiało, ale nie potrafiła wytłumaczyć tego, jak się czuła. I jaki zamęt miała w głowie, kiedy na niego patrzyła.
    - Co ty tutaj robisz? - zapytała w końcu, ale z jej głosu zniknęła złośliwość. Chciała wiedzieć, co tutaj robił, narażając siebie i swoje bezpieczeństwo - Nie powinno cię tu być, Zuko. Jeszcze ktoś cię zauważy.

    Mai

    OdpowiedzUsuń