poniedziałek, 22 kwietnia 2013

Quis det ut calere ignem, et die, et in ignem mittent, et erit in reliqua vita fermentum.

Xander La Sentar 
| 21 lat | Zwany Volpe czyli Lis | Mag Ognia - Mag Energii |

      Mimo młodego wieku jest jednym z lepszych łowców Narodu Ognia, umie znaleźć każdą osobę, która zostanie jego celem. Nigdy jeszcze nie zawiódł, ale czy wiecznie tak będzie to juz inna sprawa. Wiele osób mówi na niego Volpe, co jest uznaniem dla jego sprytu.
    Pochodzi z wysoko postawionej rodziny, większość dzieciństwa spędził beztrosko, później dopiero zaczął przebywać wśród ludzi gdzie musiał się uspokoić i obserwować czujnie wszystkich by nie oberwać od ojca.
    Wtedy też zwrócił uwagę kilku osób, zrobiono z niego łowcę i już w wieku 17 lat dostawał proste zadania. Dzięki temu również zna Lorda Ozai, ale jakoś nieszczególnie się z tego cieszy.
     Parę miesięcy temu słysząc, że Ozai ściga wszystkie osoby które potrafią więcej, postanowił zniknąć pod jakimś pretekstem, którego już nie pamięta nawet. Aktualnie przebywa w Ba Sing Se, nie ma celu więc przemyka ulicami szukając dla siebie jakiegoś zajęcia i próbuje nie zwracać na siebie uwagi.
   Jest bardzo tajemniczy, zdystansowany do otoczenia. Nauczył się ukrywać swoje emocje by mieć przewagę na innymi. Cechą charakterystyczną dla niego jest spryt i umiejętność manipulowania ludźmi, tak aby zawsze panował nad sytuacją. Często zdarzało się, że podpuszczał innych tylko po to by odwalili za niego brudną robotę. Kiedy jest w towarzystwie osób, które zna i które nie są dla niego niebezpieczne potrafi być wygadany, rzuca wieloma informacjami jednak tylko naprawdę niewielka cześć jest prawdą. Uśmiecha się przeważnie gdy wygrywa potyczki słowne. Nie da się zaszantażować. W sytuacjach skrajnych, bez wyjścia staje sie trochę impulsywny. Potrafi rozpętać piekło w parę sekund. Nie da się przewidzieć jego reakcji, zawsze czymś zaskoczy.
    Jego stałym towarzyszem jest dwumetrowy biały wilkor o czerwonych ślepiach. Zwierzak tak jak jego pan jest nieobliczalny, lepiej trzymać się z daleka jeśli życie komuś miłe.

_________________________
Witam...
Karta wyszła chyba najkrótsza jaką kiedykolwiek napisałam. 
Rozwinę ją gdy tylko pojawi się znów wena.
Wszelkie wątki mile widziane i powiązania również.

17 komentarzy:

  1. Interesująca postać, muszę przyznać. Życzymy dobrej zabawy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;) mam nadzieje że będę się dobrze bawić.

      Usuń
  2. [To ja się ładnie przywitam i zaproponuję wątek, bo postać naprawdę interesująca. Zazwyczaj ustalanie relacji to moja "specjalność", ale tutaj mam dziwny problem; bo z jednej strony są do siebie tacy podobni, a z drugiej zupełnie różni.]

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  3. [Dobra, już Cię lubię za tę postać, w życiu nie wymyśliłabym tak interesującej profesji. Myślę, że dobrze się zapowiada. Hm, masz może pomysł na to, jak złączyć drogi naszych bohaterów? Może istnieje szansa by znali się jeszcze z czasów "przed banicją" Zuko, w końcu Xander obracał się w wyższych sferach. Nie jestem tylko pewna tego, czy zapałaliby do siebie sympatią.]

    Zuko

    OdpowiedzUsuń
  4. [No pomocne to za bardzo nie było xD Więc ja ci napiszę, jak to widzę, a ty wybierzesz i najwyżej pozmieniasz wedle uznania.
    Numer jeden: przyjaciele. Byli wychowywani w podobnych warunkach, oboje pochodzą z elitarnych rodzin Narodu Ognia, wymagano od nich więcej, oczekiwano poprawnego zachowania, dlatego dobrze się rozumieją i potrafią przeniknąć przez uczuciowe mury, które stawiają dla innych. Rozumieją się właściwie bez słów i potrafią ze sobą w miarę szczerze porozmawiać, nie są tak zdystansowani jak na co dzień. Możemy nawet zrobić tak, że ich rodziny były blisko siebie, dlatego chcieli zeswatać ich ze sobą, abyś przyszłości rody się połączyły, ale Mai wyjechała do Omashu, więc plany legły w gruzach, a oni sami nie mieli nic przeciwko temu. W końcu nie sprzeciwiliby się rodzicom, ale odczuwali do siebie jedynie przyjaźń, może ewentualnie zauroczenie, które jednak nigdy się nie rozwinęło. Teraz znowu sie spotykają i właściwie do końca nie wiedzą, jak się zachować wobec siebie, bo minęło dużo czasu, odkąd się ostatnio widzieli.
    Numer dwa: wrogowie. Xander mógł kiedyś próbować manipulować Mai, bo myślał, że to tylko kolejna głupia dziewczyna, którą szybko zbajeruje i wykona jakieś zadanie za niego albo założył się z kimś, że nakłoni Mai do zrobienia czegoś tam. Mai go oczywiście przejrzała i od tamtego czasu są w stanie otwartej wojny. Cały czas rzucają jakieś kąśliwe komentarze, kłócą się o błahe sprawy, próbują się nawzajem wyprowadzić z równowagi, a Mai najchętniej zrobiłaby z niego swój cel do ćwiczeń w rzucaniu nożami.
    Numer trzy: robimy wymieszanko, z którego powstają przyjaciele, którzy w samotności i w poważnych sytuacjach potrafią być dla siebie oparciem, ale na co dzień udają wrogów, często się ze sobą droczą, rzucają jakieś uwagi o drugim, ale jedno nie pozwoliłoby skrzywdzić drugiego, o.
    Jeśli masz jeszcze jakieś pomysły to wal śmiało:)]

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  5. [Heeeej, masz wilkora tak jak moja postać xP Nawet nie wilka a wilkora! xP Niech zgadnę... Duch? Gra o Tron? xP Ten chyba miał czerwone ślepia xP
    Dobrze, o wątek oczywiście, że pytam i witam się z tobą grzecznie, co byś nie pomyślała, że my tu jesteśmy jacyś niemili xP Co powiesz by wilkory się sobie do gardeł rzuciły? O KOBIETĘ! XP I jakby co podam numer gg, bo o 21 net mi pada, ale jak coś, to możesz się odezwać, to ci odpiszę z gg i najwyżej byś wkleiła na bloga wątek i będzie git ^ ^ 44844665]

    Atar

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. [A oprócz tego oczywiście mogli się wcześniej znać. To nawet bardzo prawdopodobne, bo mojej Atar wszędzie pełno i tak dalej, więc cóż xP]

      Usuń
  6. [No i dlaczego nie dziś coś zmienisz? Ah... xP Zaczniesz proszę? Bo póki co wszyscy mnie wykorzystują! xP A ja cię widziałam na Akademii, to o ile nie usunę Marcelki to tam ci coś zacznę, jak chcesz xPP

    Atar

    OdpowiedzUsuń
  7. [Więc myślę, że można im wymyślić jakieś normalne miejsce spotkania, a najwyżej później Xander będzie próbował ją jakoś zaciągnąć w ustronne miejsce, żeby ustalić, jak między nimi teraz jest;) Może być nawet ulica, jakiś niezbyt przyjemny pub, skoro oboje się ukrywają i na przykład jakiś facet próbowałby się dobierać do Mai albo byłaby jakaś bijatyka z nią w roli głównej, a Xander jako rycerz w białej zbroi by ją uratował, za co oczywiście by go ochrzniła, bo przecież taka samodzielna jest. Albo w nocy, gdy Mai przemykałaby po dachach, on by myślał, że to jakiś szpieg i by ją zaatakował. Więcej pomysłów nie mam.
    A ty zaczynasz, moja droga. Nie ma tak dobrze:D]

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  8. Najniższa dzielnica Ba Sing Se zawsze tętniła życiem. Zuko początkowo nie potrafił przyzwyczaić się do panujących w niej zwyczajów, do tego, że ludzie bawili się tutaj nocami nie zważając na to, że następnego dnia o świcie muszą wstać do pracy. Z czasem zaczęło jednak podobać mu się miasto żyjące w każdej chwili, miasto, które tak diametralnie różniło się od wszystkich, które do tej pory miał okazję odwiedzić. Ba Sing Se było wolne, posiadało własną, nieskalaną niczym autonomię, którą mogło szczycić się prawdopodobnie jako ostatnie. Zuko podziwiał mieszkańców, którzy zdawali się żyć z dnia na dzień nie interesując się tym, co działo się za murami metropolii. Żołnierze ognia nie mieli tutaj wstępu, nie bez powodu Ba Sing Se nazywało się przecież niezdobytym miastem. Magów ognia mimo wszystko dało się zobaczyć na ulicach, nie ujawniali się, udawali, że nie posiadają żadnej magii w swoich żyłach, jednak Zuko doskonale potrafił ją wyczuć. Ich oczy płonęły ogniem, a wiedział to ponieważ codziennie dane mu było oglądać identyczne – u samego siebie.
    Czasem nie musiał jednak wpatrywać się w tęczówki danej persony by poznać, że pochodzą z jednej nacji. Czasem wystarczyło chociaż przelotne spojrzenie na twarz, czy gest jakiegoś człowieka by przyszło mu na myśl, że wygląda to znajomo. Miał wielu przyjaciół i wrogów na świecie, a każdego z osobna doskonale pamiętał, potrafił przyswoić bardzo wiele nazwisk. Kiedy był bowiem wygnanym księciem podróżnikiem szukał sojuszników na całym świecie. Nie spodziewał się jednak, że dane będzie zobaczyć mu w tym uroczym mieście kogoś, kogo znał jeszcze z czasów, gdy ojciec się go nie wyrzekł. Na jego twarzy mimowolnie pojawił się lekki uśmiech, gdy położył dłoń na ramieniu chłopaka ukrywającego się w cieniu przy targowisku.
    - Volpe. Mam nadzieję, że chociaż ty jeden nie przyjechałeś tutaj żeby się mnie pozbyć – powiedział zaczepnie uważnie lustrując starego przyjaciela.

    Zuzu

    OdpowiedzUsuń
  9. Lord Ozai wcale nie musiał wyłapywać Mai; ona sama do niego przyszła, chociaż nieświadomie. Była przyjaciółką Azuli, często pojawiała się na królewskim dworze, gdzie spędzała mnóstwo czasu. On doskonale wiedział, jak cennym znaleziskiem jest dla niego dziewczyna z jej umiejętnościami, ale udało jej się uniknąć bycia na jego usługach, gdy wraz z rodziną wyprowadziła się do Omashu, wtedy nowo zdobytego miasta Królestwa Ziemi, gdzie jej ojciec objął najwyższą funkcję. Dzięki temu została chwilowo odsunięta od służby lordowi, ale później upomniał się o jej umiejętności, a raczej Azula to zrobiła. Mai miała jej odnaleźć Awatara oraz księcia Zuko, bowiem oprócz swoich noży, zwinności i szybkości, potrafiła również wytropić wiele osób. Może nie była tak wytrwanym łowcą jak Volpe, ale niezaprzeczalnie była dobra. Mimo niechęci Mai do współpracy, o której oczywiście nikt nie wiedział, doprowadziła ich do Ba Sing Se, gdzie obecnie znajdowały się nielegalnie.
    Dzisiaj dziewczyna wybrała się do baru, który nie miał zbyt dobrej sławy wśród miejscowych. Nie mogła jednak wzbudzać niczyjego zainteresowania, a w takich miejscach zdecydowanie łatwiej było dotrzeć do informacji o miejscu zamieszkania księcia lub Awatara. Kręciły się tutaj niezbyt przyjemne typki spod ciemnej gwiazdy, ale nie miała wyjścia. Azula jasno powiedziała, że jako księżniczka nie będzie wchodziła do tak obskurnego miejsca, czym natychmiast poparła ją Ty Lee. Mai musiała zdobyć informacje sama. Nawet jeśli oznaczało to znoszenie towarzystwa klejącego się do niej faceta, który najprawdopodobniej nie znał pojęć takich jak higiena oraz przestrzeń osobista. Ostatkiem sił powstrzymywała się przed poważnym zranieniem go jednym z noży ukrytych w fałdach ciemnozielonego ubrania charakterystycznego dla mieszkańców Królestwa Ziemi.
    - Jak tam, kochaniutka? Potrzebujesz dojrzałego mężczyzny, który się tobą zaopiekuje i odpowiednio zajmie? – zapytał mężczyzna. Cuchnęło od niego potem i alkoholem, którego najwyraźniej wypił zbyt dużo.
    Mai nie odpowiedziała, jedynie wbiła nóż między jego rozczapierzone palce na stole szybkim, gwałtownym ruchem, ale jej twarz ciągle pozostawała tak samo niewzruszona i beznamiętna.
    - Nie trafiłaś – zarechotał, chociaż w jego oczach pojawił się błysk strachu. Dziewczyna uśmiechnęła się, ale nie było w tym uśmiechu wesołości, raczej chłodna pewność.
    - Ja zawsze trafiam – odpowiedziała, nawet na niego nie patrząc – Dotknij mnie jeszcze raz, a się przekonasz.
    Nieznajomy zupełnie zignorował jej groźbę, nadal dobierając się do niej. Była cierpliwa. Była spokojna. Była opanowana. Ale na pewno nie pozwoli, żeby ktokolwiek ją dotykał, zwłaszcza on. Nawet się nie zorientował, kiedy w jej dłoni pojawił się kolejny nóż, którym przesunęła po jego podbrzuszu, później wbijając go w to, co dla akurat tego mężczyzny było najważniejszą częścią ciała. Zawył z bólu, natychmiast odsuwając się od Mai, ale było już za późno. Przyciągnęła uwagę wszystkich mężczyzn obecnych w pubie. Dziewczyna przyjęła pozycję obronną, a w jej dłoniach pojawiły się kolejne shurikeny.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  10. Mai lubiła go między innymi dlatego, że nigdy do końca nie obawiał się jej gróźb. Zupełnie nie przejmował się jej zastrzeżeniami, cały czas się z nią drocząc i naśmiewając. Droczenie się z nią było właściwie niemożliwe ze względu na jej zwykłą beznamiętność, ale jemu zawsze udawało się jakoś zburzyć te okalające ją mury opanowania. Nieważne, jak bardzo apatyczna i obojętna starała się być; jemu zawsze udawało się ją wyprowadzić z równowagi. Nikt inny nie dokonywał tej sztuki, a wytłumaczenie było proste: nigdy jej na nikim tak nie zależało jak na Xanderze, dlatego tak bardzo przejmowała się wszystkim, co robił bądź mówił.
    - Kiedy się w końcu nauczysz, że nie jestem twoim kochaniem? - warknęła dziewczyna, nawet na niego nie patrząc, ale wiedziała, że to on. Doskonale znała ten głos, ten sposób poruszania się, tę pewność siebie. No i nikt inny nigdy nie odważyłby się jej nazwać "kochaniem". Maksymalnie skupiała swoją uwagę na przeciwnikach, których liczba stale rosła i którzy powoli się wokół nich zacieśniali. Później znajdzie czas na zdziwienie się, co on tutaj robi. Nie tylko w pubie, ale również w Ba Sing Se. Ale kłócić się w czasie walki cały czas mogła.
    Cóż, w takim towarzystwie podobny argument nie miał szansy zadziałać. Zwłaszcza, że ta kobieta przed chwilą pozbawiła męskości jednego z nich. Ale przynajmniej już nigdy nie dobierze się do żadnej dziewczyny, tego była pewna.
    Mai zauważyła gwałtowny ruch, gdy jeden z mężczyzn próbował wyciągnąć z paska spodni nóż. Zanim ktokolwiek zdążył chociażby mrugnąć, jej shuriken przygwoździł rękę napastnika do ściany za rękaw. Najwyraźniej to dało sygnał do ataku, bo mężczyźni rzucili się na nich.

    Mai

    OdpowiedzUsuń
  11. To nie było tak, że Zuko nie szukał kontaktu z Xanderem bo nie chciał. Ostatnie lata swojego życia poświęcił na szukanie Avatara – co w ostateczności okazało się niezwykłą stratą czasu – a teraz nie przyszło mu to nawet na myśl. Stał się szarym, zwykłym obywatelem Ba Sing Se, a jakakolwiek próba nawiązania kontaktu z dawnymi znajomymi nie mogła nawet wchodzić w grę, w jakiś sposób mogłoby to naprowadzić Lorda Ozaia na jego trop. Zuko łudził się, że jest na tyle istotnym dla ojca celem, że ten zrobi wszystko byleby tylko ściągnąć go do domu.
    Po tylu latach rozłąki z przyjaciółmi nie wiedział również komu nadal może powierzyć swoje zaufanie, a kto już na nie nie zasługuje. Dlatego pomimo tego, że uśmiech igrał na jego ustach nadal zachowywał dystans i obrzucał Xandera uważnym spojrzeniem.
    - Co tutaj robisz? Życie ci niemiłe? - zapytał retorycznie i zaplótł ręce na klatce piersiowej. - To nie jest bezpieczne miejsce dla magów ognia. W podejrzany sposób zapalisz świecę i już możesz zostać zlinczowany przez mieszkańców. - ciągnął obserwując przy tym tłum. Poczuł dziwną ulgę słysząc jego zapewnienia, że nie przybył tutaj z jego powodu, być może Volpe zaliczał się do tych ludzi, którzy pomimo banicji się od niego nie odwrócili? Szybko odegnał jednak te myśli ponownie skupiając się na bawiących mieszkańcach.

    Zuko

    OdpowiedzUsuń
  12. Cóż, chyba takie typy po prostu tak mają. Mai nigdy w życiu nie przyznałaby, nawet przed samą sobą, że Xander jest jej przyjacielem i że znaczy dla niej więcej, niż pozostali. A już na pewno nie powiedziałaby tego samemu Xanderowi, woląc po prostu rzucić w niego shurikenem w formie ostrzeżenia, gdy zaczyna przeginać z żałosnymi żartami. Ludzie z boku pewnie nigdy nie nazwaliby tego przyjaźnią, ale właśnie nią było, choć oni sami nie potrafili nawet wymówić tego słowa głośno.
    - Nie jestem, nie byłam i nigdy nie będę twoim kochaniem – syknęła, coraz bardziej zirytowana jego postawą. Minęło trochę czasu, odkąd się ostatnio widzieli, więc niemal zapomniała, jak bardzo irytujący potrafi być. Niemal.
    Mai w środku wierzyła, że jest w stanie przebić się przez jego każdy mur, gdyby tylko miała odpowiednio dużo czasu i gdyby ich życie nie toczyło się takim rytmem, jakim się toczyło. Potrafili się ze sobą współgrać idealnie, chociaż robili to podświadomie. Byli do siebie dopasowani pod każdym względem, ale nigdy tego nie zauważyli lub po prostu nie chcieli tego zauważyć. Łatwiej było udawać, że po prostu świetnie się rozumieją i znają. Że stanowią dobry zespół. Dokładnie tak jak teraz. Podczas walki stanowili niezachwianą jedność.
    Dziewczyna zawsze krytykowała brutalne metody Volpe. Kiedy wpadał w furię, nie wahał się poważnie ranić przeciwników. Ona stanowiła subtelniejszą stronę, chociaż również skuteczną, jednak brzydziła się zabijaniem i rozlewem krwi. Przypominali trochę Ying i Yang.

    Mai

    [Nie wiem, czy to ma sens. O tej porze zazwyczaj moje wypowiedzi nie mają sensu xD]

    OdpowiedzUsuń
  13. Od kiedy została uwolniona z czteroletniego więzienia Hamlet nie zwykł zostawiać jej na zbyt długo samej. Miał wówczas takie wrażenie, że mogłaby znów zniknąć. A przynajmniej ona lubiła sobie to tak tłumaczyć. Że są osoby, którym tak bardzo na niej zależy. Bo na kogo innego mogłaby liczyć? Oczywiście było parę innych osób, ale dziewczyna miała z nimi masę innych koligacji. A jej relacja z Hamletem była czysto przyjacielska.
    Wyszła razem z nim na spacer. Oczywiście mogłaby go puścić samego, ale czasami było tak miło wyjść i poudawać, że jest się całkowicie normalnym i przeciętnym. Całkiem.
    Więc tak szła przy swoim zwierzaku, kiedy ten nagle zawarczał i ruszył w te pędy przed siebie. Dziewczyna tylko chwilę śledziła go wzrokiem, po czym odbiła się od ziemi i zaczęła go gonić. Nim pomyślała nad tym, co robi, już była na drzewie, przeskakując z gałęzi na gałąź - tak było znacznie łatwiej go złapać. Kiedy go zobaczyła rzucał się właśnie na jakiegoś białego Wilkora. W pobliżu stała jeszcze tylko samica Wilka. Przesunęła dłonią po twarzy i spojrzała na już wyciągnięty sztylet.
    - Hamlet, uspokój się! - krzyknęła, ale ten nie reagował. Już miała schować sztylet, kiedy nagle usłyszała, że ktoś się zbliża. Ugięła nieznacznie nogi.

    OdpowiedzUsuń
  14. Gdyby tylko pozwolił się Mai rozkręcić, nazwałaby jego żarty nie tylko żałosnymi, ale również głupimi, niedojrzałymi i parę innych epitetów również by się znalazło. Czasami po prostu nie mogła już wytrzymać w jego towarzystwie, gdy za bardzo się wczuwał w rolę jej osobistego błazna, który stara się z nią droczyć na każdym kroku. Musiała się wtedy powstrzymywać, żeby nie rzucić w niego shurikenem.
    - Myślisz, że kłamałabym w tej kwestii? – zapytała dziewczyna, unosząc brew w sugestywnym geście. Nazywanie jej kochaniem zaliczało się do najgorszej możliwej kategorii. Gdybym to był ktokolwiek inny, już by nie żył. Ale to był Volpe.
    Kiedy ich oczy się spotkały, wiedziała od razu, co Xander chce zrobić. Dawałoby to im jeszcze większą przewagę nad przeciwnikami, ale jednocześnie zdradzało ich pochodzenie, a na to Mai sobie pozwolić nie mogła. Nikt nie powinien wiedzieć, że znajduje się w mieście, bo od razu byłoby wiadomo, że znajduje się tutaj również księżniczka Azula. Nie mogła pozwolić sobie na żaden błąd. Niemal każdy znał jej nazwisko. Już i tak zdradziła za dużo swoimi nożami.
    Delikatnie pokręciła głową, dając mu znak, że załatwią ich swoimi umiejętnościami bez użycia magii. Niby porozumienie się nie zajęło więcej niż kilka sekund, ale wystarczyło, żeby ją na chwilę rozproszyć, co wykorzystali przeciwnicy. Przed jednym udało jej się uchylić i drasnąć go shurikenem w ramię, ale drugiego ataku nie uniknęła. Dostała prawego sierpowego, który mocno odrzucił ją do tyłu, zwalając Mai z nóg. Zaklęła pod nosem. Rzadko kiedy udawało się komuś podejść do niej wystarczająco blisko, żeby ją uderzyć. To pomieszczenie było za małe na jej manewry, nie mogła trzymać przeciwników na dystans. Chociaż w walce wręcz również była dobra, to od dawna nie doszło do sytuacji, w której musiała jej używać.

    Mai

    [Nie przejmuj się długością;) I przepraszam za to wyżej]

    OdpowiedzUsuń
  15. No Hamlet nie był tak wyrozumiały i wspaniałomyślny, by się odsunąć, ale to może dlatego, że ataki którymi się wymieniał z Westem zaczęły się niebezpiecznie kierować w stronę Atar. Kiedy West się odsunął Hamlet zawarczał ostrzegawczo stając tak, że zasłaniał i wilczyce i swoją panią, przy czym przez moment się zawahał i zasłonił bardziej Atar zbliżając się ostrzegawczo.
    - Hamlet, ty pieprzony dżentelmenie od siedmiu boleści! - wrzasnęła, co oczywiście nie przyniosło żadnego skutku. Wilkor cofnął się do samicy i usiadł po jej prawej stronie patrząc na drugiego wilkora z oczekiwaniem. Do momentu w którym Atar nie zaczęła się zbliżać do Xany. W jednej chwili skoczył na równe łapy i znalazł się przed Atar, zatrzymując ją. Okrążył ją, łasząc się, a następnie położył przy jej nogach, ogonem oplatając jej talię. Ziewnął nieznacznie, na co dziewczyna prychnęła.
    - O masz ci go. Dyktator. - Pokręciła głową i roześmiała się. - Wybacz za niego. - Mruknęła niechętnie w stronę chłopaka.

    OdpowiedzUsuń