Mai
Każdy zna jej imię. Mai najstarsze dziecko gubernatora. Mai przyjaciółka księżniczki Azuli. Mai ekspertka w każdym rodzaju broni rzucanej, szczególnie na duże odległości, nie ma drugiej lepszej. Sarkastyczna, ponura Mai, która wydaje się być zawsze znudzona, niezależnie od sytuacji. Mai, która nigdy nie miała, nie ma i nie będzie miała uczuć, szczególnie wobec drugiego człowieka. Apatyczna i spokojna Mai, której nie obchodzi nic, co w jakiś sposób jej nie dotyczy. Mai, której nie da się wyprowadzić z równowagi, za to ona doskonale radzi sobie z irytowaniem innych swoim niezmiennym spokojem. To całkiem zabawne, że już ją oceniłeś i uznałeś, że ją znasz tylko na podstawie jej imienia. Mai nie zna nikt. Za to każdy zna jej imię. I każdemu wydaje się, że wie o niej wszystko. A tymczasem nie wie nic.
Nikt nie wie, ile kosztowała ją przeszłość, kiedy wymagano od niej całkowitego opanowania i ciszy. Mogła dostać co tylko chciała, ale w zamian miała zachowywać się perfekcyjnie, jak na posłuszną córkę przystało. Nikt nie wie, że rzadko kiedy okazywano jej czułość, rodzice byli za bardzo skupieni na politycznej karierze, żeby zauważyć Mai, a jej wpojono, że swoje uczucia i zdanie ma zachowywać dla siebie, dlatego milczała, żyjąc na marginesie. Nigdy się nie zbuntowała. Nigdy nie przyznała. Nigdy nie sprzeciwiła. W zamian jednak nie dostała atencji ojca ani matki, zupełnie więc porzuciła sferę uczuć, uznając ją za niepotrzebną i zbyt bolesną. Zwłaszcza w otoczeniu nieczułych rodziców oraz pewnego księcia, który wydawał się niedostępnym celem. To może się wydać całkiem zabawne osobie z czarnym poczuciem humoru podobnym do humoru Mai; jej noże zawsze trafiały w cel, nieważne jak daleko się znajdował. Ale ten jeden jedyny cel zawsze wydawał się nie do osiągnięcia.
Nikt nie wie, jak bardzo była zdesperowana, kiedy Azula zaproponowała jej udział w misji schwytania Aanga, Zuko i Iroha. Dłużej już nie mogła znieść tego miasta ani własnej rodziny. Nie czekała na wyjaśnienia, po prostu się zgodziła, zostawiając za sobą wszystko i ani razu nie oglądając się za siebie. Nikt nie wie, ile ją to kosztowało, bo w końcu każdą emocję zatrzymywała dla siebie.
Nikt nie wie, jak bardzo była zdesperowana, kiedy Azula zaproponowała jej udział w misji schwytania Aanga, Zuko i Iroha. Dłużej już nie mogła znieść tego miasta ani własnej rodziny. Nie czekała na wyjaśnienia, po prostu się zgodziła, zostawiając za sobą wszystko i ani razu nie oglądając się za siebie. Nikt nie wie, ile ją to kosztowało, bo w końcu każdą emocję zatrzymywała dla siebie.
Nikt nie wie, jakie jej życie naprawdę było i jakie ciągle jest. Nikt nie wie, jaką niesie ze sobą historię i nikt się nie dowie. Nikt jej naprawdę nie zna i nigdy nie pozna.
Ale ciebie to nie obchodzi. W końcu to jest Mai. Ta Mai, która bez mrugnięcia okiem pozbawi cię palców z odległości stu metrów. Dlatego nie zapytasz. Chcesz tylko, żeby jej noże dosięgły tym razem kogoś innego, a mimo to roztacza wokół siebie aurę, której nie jesteś w stanie się oprzeć. To wszystko, czym stara się ciebie od siebie odepchnąć, sprawia, że tylko jeszcze bardziej pragniesz się do niej zbliżyć. Bo to ta Mai. Ta sama, którą podziwiasz, a której jednocześnie się boisz. Ta sama, która może cię złamać, jeśli tylko zechce, ale tego nie zrobi, bo czasami sama siebie nie poznaje. Ta sama, której nie można wchodzić w drogę ani się sprzeciwić. Ta sama, która chce, żeby cię bolało, tak jak ją od dawna boli, ale w żaden sposób tego nie okazuje, bo tak została wychowana.
Kiedy była dzieckiem, była szczęśliwym duszkiem, teraz jest twoim koszmarem. Kiedy była nieco starsza, stała się twoją ucieczką, a teraz jest pułapką. Kiedy dorastała, była twoim zwycięstwem.
Teraz jest twoją klęską.
____________________________________
Tadadadam. Jest i Mai, mam nadzieję, że nie zepsułam jej aż tak.
Ja nie gryzę, ona tylko rzuca shurikenami. Ale wątki lubi.
Teraz jest twoją klęską.
____________________________________
Tadadadam. Jest i Mai, mam nadzieję, że nie zepsułam jej aż tak.
Ja nie gryzę, ona tylko rzuca shurikenami. Ale wątki lubi.

[Nie wiem, naprawdę nie wiem, jak może Ci się karta nie podobać. Jest fantastyczna, i to zdjęcie, ah. Do rzeczy, bo Cię zakomplementuję, a wątku nie będzie. Co powiesz na zwykłe, przypadkowe spotkanie na ulicach Ba Sing Se? Zuko wieczorem wyjdzie sobie z tej całej herbaciarni, nadal w fartuszku, a Mai go zobaczy - tadam, niespodzianka dla obojga! :D]
OdpowiedzUsuńZuzu
Witamy na blogu. Zgodzę się z poprzednim komentarzem, ładna karta :)
OdpowiedzUsuńW takim razie bardzo dziękuję:)
UsuńŻycie w Ba Sing Se toczyło się zadziwiająco spokojnym i powolnym rytmem. Zuko zdał sobie sprawę z tego, że na dłuższą metę pasowałaby mu taka monotonna egzystencja będąca miłą odmianą od tego, co niosły za sobą poprzednie lata. Nie wracał wspomnieniami do tamtych czasów, nie lubił rozczulać się nad samym sobą i jedynie blizna, która była jego najwierniejszą towarzyszką przypominała mu o tym, że kiedyś był księciem. Ten tytuł brzmiał całkiem zabawnie, gdy przychodził mu na myśl podczas rannego wstawania do pracy. Nie przepuszczał przecież, że kiedykolwiek będzie zmuszony do tego by podjąć jakikolwiek wysiłek fizyczny mający niewiele wspólnego z walką. Stryj Iroh zadomowił się w nowym miejscu bardzo szybko, w końcu herbata była sensem jego życia, co Zuko mógł obserwować za każdym razem, gdy choć na chwilę przysiadł by odpocząć. Tak jak i teraz, stukając palcami w drewniany blat lady znudzony omiatał wzrokiem całe pomieszczenie, w którym – pomimo późnej pory – nadal przesiadywali klienci. Miał ambicję szybkiego powrotu do swojego aktualnego miejsca zamieszkania i odsapnięcia, co właściciel najwyraźniej wyczytał z jego twarzy. Z uśmiechem wręczył mu worek pełen śmieci i życząc miłego wieczoru pozwolił sobie iść. Zuko westchnął ociężale jedynie na moment przywołując obraz pięknego pałacu, w którym niekiedy nie musiał nawet kiwnąć palcem. Wywróciwszy oczami wrzucił torbę z odpadkami do przygotowanej na to skrzyni i odwrócił się w celu powrotu na główną ulicę, ciemne zaułki jakoś nigdy nie kojarzyły mu się najprzyjemniej. Panowała tutaj przerażająca cisza, a stopniowo zapadająca ciemność skutecznie uniemożliwiała mu dostrzeżenie wielu szczegółów okolicy. Rozejrzawszy się uważnie posłał wiązkę ognia w stronę latarni, która rozbłysnęła światłem ukazując mu stojącą kilka metrów dalej postać. Musiał wyglądać naprawdę głupio z szeroko otwartymi oczami i ustami, z których nie mogło wydobyć się teraz żadne słowo. Na kilka sekund ogarnęło go poczucie ulgi, że stoi przed nim Mai, nie Azula, jednak wtem przypomniał sobie, jaki szmat czasu minął od ich ostatniej rozmowy. Pięć lat, więcej? Być może zamiast ulgi właściwa byłaby tu złość... lub strach.
OdpowiedzUsuńZuzu
Nigdy nie chybiała, dlaczego tym razem miałoby być inaczej? Zdążył uchylić się być może przed jednym, czy dwoma rzutami, jednak czując ostre pieczenie w okolicach policzka zdał sobie sprawę z tego, że nie jest aż tak zwinny, jak miał nadzieję być. Nic dziwnego, nawet w czasach kiedy poświęcał całe dnie na treningi nie mógł poszczycić się wybitną gracją. Azula mogła.
OdpowiedzUsuńSpojrzał na Mai wzrokiem zupełnie wyzbytym z jakichkolwiek emocji. Doskonale wiedział, że przybyła tutaj wraz z jego siostrą, której celem było odszukanie i zabicie go. Lub doprowadzenie wprost pod nogi ojca, co nie zrobiłoby większej różnicy – każdy scenariusz, w którym występowała Azula mógł się skończyć dla Zuko tylko w jeden sposób. Tygodnie panowania nad gniewem, godziny podczas których powstrzymywał się przed użyciem mocy, sekundy, które teraz nakazywały mu podjąć jakąś racjonalną decyzję.
Wierzchem dłoni starł stróżkę krwi spływającą z policzka i wystrzelił wiązkę ognia, która prawie podpaliła szatę dziewczyny. Zuko wykorzystał jej chwilowe roztargnienie by podbiec bliżej, chwycić jej nadgarstki i przyprzeć do ściany. Doskonale zdawał sobie sprawę, że wystarczył jeden jej ruch by złamała mu kark lub unieruchomiła i zaprowadziła do Azuli. Przez chwilę Mai mogła dostrzec na jego twarzy cień zakłopotania, nie wiedział jej od tak dawna, a pomimo wszystkiego co ich dzieliło nadal w głowie przewijały mu się obrazy słodkiej dziewczynki, z którą lubił bawić się jako dziecko. To zabawne, ale nigdy wcześniej nie miał okazji do tego by się nad tym wszystkim zastanowić, by choć na chwilę powrócić wspomnieniami do tamtych czasów.
- Ta walka nie będzie fair – zaczął ostrożnie i odsunął się na krok. Dawniej zareagowałby brutalnie, być może zrobiłby coś, czego później by żałował, jednak Mai nie miała jeszcze okazji do tego by poznać jego... nową odsłonę. Nie do końca idealną, ale bez porównania bardziej racjonalną. - Ale nikt nie powiedział, że musimy grać fair. - dodał przybierając wściekł wyraz twarzy, charakterystyczny dla Zuko, którego wszyscy niegdyś się obawiali. Jego ręka zapłonęła, a kilka sekund później tuż obok jej twarzy przemknął język ognia, i kolejny, i kolejny... Najwidoczniej nie dane było jej jeszcze poznanie tej „racjonalnej odsłony”.
Zuzu
Wolno opuścił rękę, jednak z jego twarzy nawet po części nie zniknęła złość. Doskonale wiedział, o czym teraz myśli Mai, jej tryumfalne spojrzenie jasno na to wskazywało. Była przyjaciółką księżniczki Azuli, najlepszą wśród najlepszych w dziedzinie posługiwania się bronią, córką jednych z najważniejszych dostojników Narodu Ognia. Zuko był powodem hańby własnego ojca, króla, tylko Mai mogła stanąć na podium, obojętnie jak bardzo starałby się, aby tak nie było. Wprawdzie nie pozostało mu już wiele rzeczy, które powstrzymywałyby go od stwierdzenia „po co właściwie mam walczyć?” to jednak system wartości, w którym honor zajmował najwyższe miejsce skutecznie mu to uniemożliwiał. Prawdopodobnie bardzo słusznie, Zuko nie należał nigdy do osób, które ze skruchą w głosie poddałyby się woli innej osoby. Dlatego chociażby walka z Mai miała przynieść mu śmierć nie miał zamiaru stawiać się przed Azulą w pokorze.
OdpowiedzUsuńCzując chłodne ostrze sztyletu, które zdołało przeniknąć przez jego zielony strój – odpowiedni dla mieszkańców Królestwa Ziemi – spojrzał na nią z wyższością. To ona pociągała teraz za sznurki, jednak nawet w takiej sytuacji Zuko nie był w stanie przyznać się otwarcie do tego, że to Mai jest górą. To ta dziewczynka, która dziwnym trafem rumieniła się na jego widok, gdy była dzieckiem, ta którą zawsze uważał po prostu za koleżankę własnej siostry, a z którą sam również lubił spędzać czas. Ta, wobec której żywił nadzieję, że nie odwróci się od niego nawet po wygnaniu. Nie rozumiał dlaczego jego umysł podpowiadał mu takie rzeczy, dlaczego ów rozterki w ogóle zdołały przeniknąć ponure myśli, które jako jedyne bez przerwy towarzyszyły mu od początku tułaczki. To nie był jednak dobry moment na roztrząsanie tej kwestii.
- Gdybyś chciała wetknąć mi tę błyskotkę w serce już byś to zrobiła, Mai – powiedział spokojnie, gdy panująca cisza stała się nie do wytrzymania. - Gdybyś chciała żeby Azula mnie znalazła, już mógłbym stać przed nią – kontynuował tym samym tonem, nie spuszczając z niej wzroku. Być może w jego głosie zabrzmiała również nuta łagodności, której sam nie potrafił kontrolować. - Ale jakimś cudem wcale nie chcesz.
Zuzu
Myliła się, oboje o tym wiedzieli, jednak żadne nie zrobiło niczego co mogłoby na to wskazywać. Znał ją, i być może właśnie to było powodem tego wahania. Zuko wiedział na temat Mai znacznie więcej niż inni, chociaż wcale się o to nie prosił, spędzając z nią czas zdążył poznać dziewczynę, która w ciągu tylu lat nie zdołała się zapewne aż tak znacząco zmienić.
OdpowiedzUsuńChciał coś powiedzieć, wiele słów przyszło mu na myśl w tym momencie, jednak umknęły, gdy do jego uszu doszły krzyki i nawoływania strażników. Wstrzymał oddech i nie zważając na reakcję Mai, gwałtownie pociągnął ją za rękę, w której trzymając broń przytknęła wcześniej do jego ciała. Poczuł chwilową ulgę, którą jednak nie dane było mu się nacieszyć.
- Nie zainteresuje ich to, że jesteś tutaj z księżniczką Azulą. Jeśli pochodzisz z Narodu Ognia zawsze będziesz na straconej pozycji – powiedział ściszonym głosem i pociągnął ją za nadgarstek w tylko sobie znaną stronę. Być może kiedyś uśmiechnąłby się pod nosem i stanął do walki ze wszystkimi strażnikami, jednak teraz... Większość z nich znała go z widzenia, lubili zaglądać do herbaciarni, gdyby odkryli jego prawdziwą tożsamość stryj Iroh zostałby pozbawiony tego, co naprawdę kocha. Zuko zawsze myśląc wyłącznie o samym sobie jeden raz planował zadbać o kogoś innego skrycie powtarzając sobie, że nie ma na myśli również Mai. Nie wiedzieć czemu nawet po tym, gdy przytknęła mu ostrze do klatki piersiowej nie potrafił żywić wobec niej gniewu, przynajmniej nie takiego, na jaki bezsprzecznie zasługiwała.
Zatrzymał się po kilku metrach błądzenia w ciemnej uliczce nasłuchując kroków. Do jego uszu zamiast spodziewanego ciągłego śmiechu i gwaru kilku mężczyzn dotarła przeszywająca cisza. Zdziwiony spojrzał na Mai i szeroko otworzył oczy. Tuż za nią stał blisko dwumetrowy mężczyzna, który uśmiechał się szyderczo, a w dłoni dzierżył miecz. Nie był jednak strażnikiem, nie nosił charakterystycznej dla nich zbroi, kim więc był? I jak udało mu się pozostać niezauważonym?
- Tej latarni nie może zapalić nikt prócz maga ognia – zaczął wskazując na światło tlące się kawałek dalej, a ironiczny wyraz nie schodził z jego twarzy. - Które z was, dzieci, jest więc jednym z nich? - zapytał ostatnie słowa wypowiadając niemal z obrzydzeniem. Zuko modlił się w duchu by nie wyprowadził Mai z równowagi, mogła być wtedy nieprzewidywalna.
- To śmieszne. Co mag ognia miałby robić w Ba Sing Se? To właśnie przed nimi się tutaj ukrywamy – prychnął książę nieco znużony, a sens tego argumentu na chwilę zmiótł pewność siebie nieznajomego. Zamiast tego pojawiła się jednak... złość.
Zuzu
Zuko z trudem powstrzymał się przed głośnym przeklęciem jej. Czego mógł się jednak spodziewać, jak nie tego, że Mai w końcu powie lub zrobi coś, co rozzłości nieznajomego? Spojrzał na mężczyznę, który ze zdziwieniem wpatrywał się w miejsce, w którym jeszcze przed chwilą stała dziewczyna. Cała jego uwaga skupiła się więc na Zuko, który zaciskając usta w wąską kreskę cofnął się o krok do tyłu. Walka nie leżała w jego interesie, nie zwykł nosić przy sobie mieczy, które zakurzone spoczywały teraz na dnie jego kufra, a użycie mocy nie wchodziło w grę. Obawiał się jednak, że ta irracjonalna cząstka jego samego dojdzie w ostateczności do głosu.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę jesteś na tyle tępy by sądzić, że jako mag ognia pozwoliłbym na zrobienie sobie czegoś takiego? - zapytał ponuro wskazując na swoją bliznę. Miał ochotę uśmiechnąć się pod nosem, jednak w ostatniej chwili powstrzymał ten gest wiedząc, że mogłoby go to w jakiś sposób zdradzić. Mówienie o tym wszystkim przyprawiało go o rozbawienie. Słowo „tępy” nie do końca przypadło jednak mężczyźnie do gustu, gdyż czerwony na twarzy nagle zamachnął ręką, za którą powędrowała chmura kurzu i dwa wielkie głazy. Zazwyczaj na widok maga ziemi używającego mocy obserwował uważnie całe zdarzenie z podziwem, teraz nie miał jednak okazji do tego by wyrazić swój zachwyt wobec nieznajomego. W końcu prawdopodobnie próbował go zabić... Zuko odskoczył wspinając się na skrzynie stojące pod jedną ze ścian. Nie był to jednak najmądrzejszy pomysł, gdyż kolejny z kamieni wyrzucony z ogromną siłą roztrzaskał drewniane pudła na kawałeczki zrzucając tym samym księcia z podestu. Kilka sekund zabrało mu odzyskanie oddechu i ocenienie sytuacji. Podniósł się gwałtownie zauważając, że mężczyzna zmienił swój cel dostrzegłszy Mai, której słowami poczuł się najwyraźniej mocno dotknięty. Zuko nie do końca myśląc co robi skierował iskrę ognia wprost na rękę atakującego, który krzyknął głośno na skutek poparzenia. Głazy nie zdołały więc dosięgnąć Mai.
- Ty... to ty jesteś jednym z nich! - krzyknął nagle mężczyzna, który nadal mocno przyciskając rękę do klatki piersiowej wpatrywał się w niego z odrazą. Zuko westchnął jedynie zastanawiając się skąd ten człowiek zgarnął tak wielką ilość dedukcji.
- Nikomu nie możesz o tym powiedzieć – odparł w końcu książę co wywołało głupawy uśmiech u jego rozmówcy. - Prawdziwym wrogiem nas wszystkich jest księżniczka Azula, a ta tutaj... jest jedną z jej najwierniejszych przyjaciółek - dodał wskazując na Mai, w którą nieznajomy wlepił teraz swoje spojrzenie. Zuko był pewien, że ten człowiek nie zapomni jej twarzy, która pomimo tego, iż spowita w częściowych ciemnościach nadal była doskonale widoczna. Tej twarzy nie dało się tak łatwo zapomnieć.
- Pozwolę ci teraz odejść – kontynuował swój wywód bawiąc się przy tym ogniem, który przyjemnie łaskotał jego palce. Już od tak dawna nie miał z nim bezpośredniej styczności, że jego ciało znów musiało przyzwyczaić się do tego specyficznego dotyku. Mężczyzna otumaniony skinął głową, a Zuko odprowadził go wzrokiem zanim nie zniknął z pola widzenia. Następnie odwrócił się w stronę Mai. - Masz dwa wyjścia. Dogonisz go i zabijesz lub pobiegniesz do Azuli żeby ją ostrzec. Od kiedy stałaś się takim wiernym pieskiem mojej siostry?
Zuzu
Obrzucił ją uważnym spojrzeniem, w którym kryło się tylko jedno, nienawiść. Nie zareagował, gdy dźgnęła go w klatkę piersiową, nie ruszył się z miejsca nawet o krok. Jedynie kącik jego ust powędrował ku górze, gdy dane było mu obserwować jej złość z tak niewielkiej odległości.
OdpowiedzUsuń- Zaatakowałaś mnie, jesteś tutaj z Azulą, której jestem głównym celem, rozjuszyłaś tamtego mężczyznę, który przy odrobinie szczęścia mógłby powalić mnie jednym ciosem – wyliczał spokojnie nawet na moment nie pozwalając sobie na odwrócenie głowy. - I pomimo tego pytasz mnie, jak mogłem nasłać na ciebie, Ty Lee i... następczynię tronu, kilku mężczyzn, których pokonacie z zamkniętymi oczami? - zapytał i mocno zacisnął rękę na jej nadgarstku odsuwając tym samym jej dłoń od jego klatki piersiowej. Przez chwilę trwał w tym uścisku obrzucając ją ponurym spojrzeniem, a chwilowy uśmiech zniknął z jego twarzy tak szybko, że mogło się zdawać, iż nigdy na niej nie gościł.
- A mimo tego wykonujesz jej polecenia! - warknął i puścił jej rękę odwracając się do rozmówczyni plecami. Mocno zacisnął zęby czując, że kumulowana od tak dawna złość próbuje się uwolnić. Często zarzekał się, że nie da się więcej ponieść emocjom, że nawet wystawiony na ciężką próbę przetrwa wszystko zachowując spokój. Wystarczyło jednak by Mai pojawiła się na horyzoncie i każda złożona wcześniej obietnica zdawała się nie mieć sensu, nie wiedział tylko dlaczego tak się dzieje. - Nie wiesz jak to jest i nigdy nie będziesz wiedzieć. Nie mogę wrócić do... do domu! Czeka mnie tam tylko jedno i choć śmierć jest ostatnią rzeczą, która mnie przeraża nie mam zamiaru ponownie dać poniżyć się mojemu ojcu! - ciągnął tym samy, podniesionym głosem. Nie kontrolował tego co mówi, nie panował nad słowami, które wypływały z jego ust, choć gdyby mógł prawdopodobnie żadnego z nich nie chciałby wypowiedzieć. Ponownie odwrócił się w stronę Mai oddychając ciężko i przekrzywił głowę by mieć lepszy widok na jej słabo oświetloną postać. Nie był pewien, w jakim kierunku szła ta konwersacja, ani tego, co oczekiwał po swoim monologu. Pewnym było jednak, że nieprzyjemne ukłucie tam gdzieś, w środku, narastało. Sam miał ochotę wykrzyczeć jej prosto w twarz „jak mogłaś?”, ale co by to zmieniło?
- Nie chcę dać mu tej satysfakcji, Mai.
Zuzu
Oboje czuli się zdradzeni, o ironio, przez siebie nawzajem. Za tą słowną potyczką i wzajemnym obrzucaniem się pogardliwymi spojrzeniami kryło się coś więcej, niewypowiedziana uraza, która zepchnięta została na dalszy tor. Zuko nie potrafił uwierzyć w to, że jakiekolwiek dobre intencje mogły kierować Mai, gdy godziła się przyjąć propozycję księżniczki Azuli. A pomimo tego rozeźlony wzrok, którym jeszcze przed chwilą ją obdarzył momentalnie uleciał. Zamiast tego na jego twarzy pojawiła się beznamiętna maska, którą raczył wszystkich mieszkańców Ba Sing Se przedstawiając się jako pospolity Li. Z przerażeniem zdał sobie sprawę, że nie potrafił patrzeć na nią w ten złowrogi sposób, który zarezerwowany był przecież dla jego największych wrogów. Nie potrafiłby uznać Mai za jednego z nich, jeszcze nie.
OdpowiedzUsuń- Niczego od ciebie nie oczekuję – powiedział nagle, mając wrażenie, że jeśli choć na chwilę odwróci wzrok ona zniknie z pola widzenia i nie zobaczy jej tak szybko. Dlatego bacznie ją obserwował próbując skupić myśli na jednym temacie, nie było to jednak łatwe, w jego umyśle panował aktualnie istny chaos. - Nie musisz być dla mnie przyjaciółką, nie musisz być również sojusznikiem. Nie jesteś jednak moim wrogiem – podsumował krótko starając się by jego głos nie zabrzmiał tak chłodno, jak miał w zwyczaju. Dochodząc do tego wniosku poczuł dziwną ulgę, albowiem choć nigdy nie obawiał się jej samej, żywił strach przed tym, że mogłaby okazać się osobą, która różniła się od tej osoby, którą zapamiętał. Zuko, wbrew powszechnej opinii, zdarzało się być czułostkowym, wracając więc wspomnieniami do dawnych czasów, sprzed banicji, zauważał, że po zniknięciu matki to Mai była jego jedynym ratunkiem przed całkowitym poddaniem się woli ojca oraz charakterowi Azuli. I choć wiedział, że wiele rzeczy mogłoby wyglądać znacznie inaczej, był jej za to wdzięczny. I to właśnie ten paskudny sentyment, którego już dawno powinien był się wyzbyć, ciągle dochodził do głosu.
- Chodź ze mną – powiedział i skinął głową w stronę zakrętu. - Wykazuję się głupotą robiąc to, co robię, a ty wykażesz się jeszcze większą idąc za mną, ale ludzie w Ba Sing Se mówią, że do głupców świat należy. - przyznał z pewną dozą ironii i zaczął iść we wskazaną przez siebie stronę nie patrząc czy dziewczyna podąża za nim. Skoro wystawił ją na niebezpieczeństwo to równie dobrze może pokazać jej miejsce, w którym nawet strażnicy w razie potrzeby jej nie znajdą. Nie interesowało go już jednak to, czy Mai wykorzysta wiedzę na temat lokalizacji owej kryjówki, czy nie. Myśląc o tym mruknął pod nosem:
- I wiem, że poradziłabyś sobie sama.
Zuzu
Przystanął wpatrując się w jakiś odległy punkt na końcu ciemnej ulicy, którego dostrzec mógł jedynie zarys. Wziął pod uwagę to, że Mai może nie ruszyć za nim w drogę, jednak nie miał zamiaru do niczego jej przekonywać, do niczego namawiać. Po prostu szedłby dalej zastanawiając się nad tym, jak powiedzieć stryjowi, że muszą czym prędzej wyjechać. Ona go nie obchodziła, nie interesowało go to, co się z nią stanie, czy strażnicy odnajdą księżniczkę Azulę i czy zabiją ją razem ze świtą. Zuko natarczywie próbował przekonać samego siebie, że ów rozmyślania mają swoje pokrycie w rzeczywistości, ale podejrzewał, że był to daremny wysiłek. I choć nie potrafił się z tym ujawnić nawet przed samym sobą, nie chciał by Mai stała się jakakolwiek krzywda.
OdpowiedzUsuńWolno odwrócił się by zobaczyć, czy dziewczyna nadal tam stoi, czy nie zniknęła nagle zapominając o pożegnaniu. Jednak nadal tam była.
- Co oczekujesz usłyszeć, Mai? - prychnął pogardliwie rozkładając przy tym ręce w bezradnym geście. - Minęło tyle czasu, że sam już nie wiem za kogo powinienem cię uważać. Czy ty naprawdę przyjechałaś do Ba Sing Se po to by pomóc Azuli?
Bo, nie mając pojęcia dlaczego, pragnę wierzyć, że mimo wszystko mnie nie zdradziłaś, dodał w myślach. Obserwował jej - jak zawsze - wyzbytą z emocji twarz, mając nadzieję, że być może uda mu się odszukać na niej jakiekolwiek oznaki tego, że ma rację. Trwając przez chwilę w tym stanie uśmiechnął się ponuro i pokręcił głową.
- Tylko co by to zmieniło, skoro dla ciebie i tak jestem tylko celem. - mówiąc to nie potrafił ukryć władczego szyderstwa w głosie, który nijak do niego teraz nie pasował. Ubrany w postrzępioną, lekko pochlapaną krwią, zieloną szatę, z rozwichrzonymi włosami i nieco przybrudzoną ziemią twarzą wyglądał jak cień człowieka, który niegdyś siał postrach samym spojrzeniem. Chociaż nawet wtedy czuł, że Mai się go nie obawia, że patrzy na niego w takim sam sposób, w jaki patrzyła na małego, zaciekawionego życiem chłopca, którym już dawno przestał być. I choć chciał udzielić na to jedno, z pozoru banalne pytanie, satysfakcjonującej dla niej odpowiedzi to nie potrafił wywnioskować, jak miałaby ona brzmieć.
Zuzu
[Ja też to kocham. <3 Aczkolwiek dzisiaj miałam zaaawalony lekcjami dzień. -.-]
Nie do końca rozumiał to, co aktualnie działo się między nimi. Na jego twarzy nie czaiła się już złość, czy beznamiętność, gołym okiem można było dostrzec niepewność i zakłopotanie wywołane zachowaniem Mai. Nie było w nim niczego zadziwiającego, zadała proste pytanie, na które oczekiwała odpowiedzi, jednak nazwanie go tchórzem przyjął z dużym zaskoczeniem. Uniósł ciemne brwi ku górze i stanowczo pokręcił głową.
OdpowiedzUsuń- Nie jestem tchórzem! - zaprotestował głośno. Ów słowa zabrzmiały niczym skarga wypowiedziana przez dwunastoletnie dziecko oburzone tym, że ktokolwiek ośmielił się je obrazić. Zuko nie przywykł bowiem do obelg rzucanych pod jego adresem, pomijając te padające z ust ludzi, którzy nienawidzili go za samo istnienie. - Ja... ja po prostu nie wiem co ci odpowiedzieć. Naprawdę nie wiem, Mai. Zjawiasz się nagle przede mną po kilku latach rozłąki i oczekujesz... czego oczekujesz? Że uśmiechnę się do ciebie szeroko zapewniając ckliwie o tęsknocie i wyrażając głęboką rozpacz na temat tego, jak dawno się nie widzieliśmy? - kontynuował i zatrzymał ją łapiąc za rękę. Prawda była taka, że nadal wielką trudność sprawiało mu ukazanie jakichkolwiek pozytywnych emocji, aczkolwiek nie potrafił również utrzymywać swojej złości. Bo choć beznamiętność była jego stałą towarzyszką to szczery uśmiech gościł na jego ustach coraz częściej. Zmienił się, a jej nagłe pojawienie zburzyło cały świat, który bezwiednie budował sobie już od pierwszego dnia w Ba Sing Se.
- To nieprawda, że się nie zmieniłem. I w tym tkwi cały problem, Mai – powiedział dodając dziwnej łagodności swojemu głosowi, gdy wypowiadał jej imię. - Z jednej strony przeraża mnie to, jednak z drugiej zacząłem akceptować ten stan rzeczy, a potem zjawiasz się i w jednej chwili przypominasz mi o wszystkim co sprawiało mi przyjemność kiedy byłem stałą i istotną częścią Narodu Ognia – ciągnął i puścił jej rękę by móc potrzeć kciukiem skronie. Tego monologu również nie przemyślał, ale Zuko nigdy nie był znany z racjonalnej postawy i posiadania umiejętności chłodnej analizy sytuacji. Stał w bezruchu dopiero teraz zdając sobie sprawę z tego, że jego myśli były tak skupione wokół dziewczyny, że nie czuł już nawet paskudnego pieczenia w okolicach policzka i klatki piersiowej. Jednak nawet teraz mu to nie przeszkadzało, odnosił znacznie gorsze rany niż zwykłe podrapania, coś innego wadziło mu znacznie bardziej. Nie wiedział dlaczego ten wyzbyty z emocji wzrok Mai, którym przecież zawsze wszystkich obdarzała, sprawiał mu taki zawód. Prawie słyszał głos ojca, stałeś się jeszcze bardziej czułostkowy, naiwny i słaby niż mogłem przepuszczać.
Zuzu
Zuko zawahał się na moment. Miał ochotę ponownie wyciągać rękę i zatrzymać ją jakimś sposobem, jednak powstrzymał się zaciskając dłonie w pięści i wbijając wzrok w podłoże. Dopiero teraz zaczerpnął powietrza łapiąc się na tym, że wstrzymał oddech, gdy dłoń Mai dotknęła jego policzka. Poczuł dziwne odrętwienie, gdy odsunęła się wypowiadając kolejne słowa, które pomimo neutralnego brzmienia mocno go zabolały. Nigdy nie chciał by Mai widziała w nim księcia, zwłaszcza teraz, gdy tron był jedynie mglistym wspomnieniem przeszłości, które z dnia na dzień bledło coraz bardziej. Przymknął oczy z zamiarem odwrócenia się i odejścia, jednak dziwny dźwięk przypominający chrupnięcie, a także syk Mai, wyrwał go z amoku. Zdziwiony przekrzywił głowę i przez moment nie mówił niczego by później uśmiechnąć się lekko.
OdpowiedzUsuń- Obezwładniona przez kamień wystający z ziemi – powiedział niby ironicznym tonem jednak od razu podszedł by pomóc jej wstać. Nie czekał aż poda mu dłoń, chwycił ją za ramiona stawiając w pionie. Kto by pomyślał, że taka drobna dziewczyna potrafiłaby zaatakować i obezwładnić kilku rosłych mężczyzn.
- Nie zajdziesz daleko w takim stanie. Podoba ci się to, czy nie, jesteś teraz zdana na moją łaskę – powiedział i nie czekając na żadną reakcję z jej strony wziął dziewczynę na ręce. Prawdopodobnie w innym przypadku Mai zabiłaby go za tak bezpośrednie zachowanie, ale w tej chwili nie miała zapewne innego wyjścia, jak faktycznie ulec. - Skoro ciągle jestem dla ciebie księciem to moje polecenia powinny być dla ciebie świętością, czyż nie? - zapytał podchwytliwie powołując się na tytuł, którym kilka minut temu go określiła. Nienawidził, gdy ludzie zwracali się do niego Wasza Wysokość, brzmiało to co najmniej protekcjonalnie.
Żwawym krokiem ruszył w stronę wyjścia z uliczki. W końcu udało im się opuścić ciemny zaułek, gdyż znaleźli się na szerokiej, dobrze oświetlonej ulicy miasta. Gdzieniegdzie szwendający się ludzie spoglądali na tę dwójkę z zainteresowaniem, jednak w życiu zapewne widzieli znacznie dziwniejsze widoki, gdyż niewzruszeni odwracali głowy.
- Zaufaj mi, Mai. Naprawdę nie mam zamiaru zrobić ci nic złego. Ściągnąłem już na siebie wystarczająco duży gniew mojego narodu – zawahał się na chwilę niepewny tego, czy określenie poddanych Narodu Ognia jako „jego” było odpowiednie. Odsunął jednak tę myśl. - Musisz tracić pewność siebie jeśli podejrzewasz, że pospolity uchodźca byłby w stanie cię skrzywdzić. - dodał jeszcze próbując skryć rozbawienie. O dziwo cała ta sytuacja wywołała u niego dobry humor.
Zuzu
Wszystkie buńczuczne przytyki rzucane przez Mai w jego stronę zbywał wywróceniem oczu. Nie złościło go to, na jego ustach nadal można było dostrzec cień ironicznego uśmiechu, w którym czaiła się również – o dziwo – nuta prawdziwej wesołości. Zuko w ostatnich tygodniach stał się niemal... niestabilny emocjonalnie. W jednej chwili potrafił nakrzyczeć na kogoś by po minucie podejść i przeprosić. Bo choć ukorzenie się przed kimś nadal sprawiało mu trudność powoli uczył się, jak powinien postępować z ludźmi. Wahania nastrojów zapewne nie ułatwiały mu nawiązywania kontaktów z miejscowymi, a u Mai mogły wywołać prawdziwą konsternację, to jednak niczego nie potrafił na to poradzić.
OdpowiedzUsuń- Nie zależy mi – powiedział dostosowując ton własnego głosu do jej. - Nie musisz mi ufać, ale możesz uwierzyć w to co mówię. Moje słowa mają honorowe znaczenie. - dodał jeszcze i tym razem nie zwracając uwagi na to, że słowo „honor” w jego wypowiedziach pada zdecydowanie zbyt często. Cóż jednak miał poradzić skoro ten był dla niego ważniejszy niż cokolwiek innego na świecie, żadna inna wartość nie miała dla Zuko równie istotnego znaczenia. Żałował jedynie, że musiał przekonać się o tym w taki sposób, istniały znacznie lepsze metody wychowawcze niż wypalenie dziecku połowy twarzy i skazanie go na wieczne potępienie.
Spojrzał na Mai, która w pogardliwym geście skrzyżowała ręce na piersi i odwróciła głowę. Od zawsze lubił w niej to, że nie traktowała go tak, jak każdy inny. Być może niektórzy wyraziliby swoje zdziwienie słysząc, że Zuko wolał jedną oschłą i nieprzyjemną dziewczynę od grupy, która przygotowana była na spełnienie każdej jego zachcianki, gdyby tylko zaszła taka potrzeba. I prawda była taka, że on nadal nie wahałby się z dokonaniem wyboru. Czasem obawiał się jednak, że pod tą maską beznamiętności naprawdę nie czai się nic więcej, przynajmniej nie coś, co mogłoby zostać skierowane w jego stronę.
Zamyślony zdał sobie sprawę, że prawie ominął zakręt prowadzący wprost do jego tymczasowego miejsca zamieszkania, nadal bowiem wstrzymywał się od nazwania tego przybytku domem. Chociaż może powinien?
Postawił ją na ziemi podtrzymując w talii i otworzył drewniane skrzypiące drzwi prowadzące wprost do trzypokojowej klitki będącej niemalże luksusowym lokum, jak na najpospolitszą dzielnicę miasta. Zuko przez moment poczuł się zażenowany tym widokiem, jednak wprowadził Mai do środka pomagając usadowić się na jednym z dwóch foteli.
- Zaraz się tym zajmiemy – powiedział wskazując na jej nogę i odsunął się nagle, a niewidzialna bariera zwana przestrzenią osobistą znów się pojawiła. Następnie podszedł do szafek szukając w nich czegoś wyglądającego na apteczkę, gdzieś to musiało przecież być.
Zuzu
Zuko uważnie przeglądał wszystkie szafki, jednak nagle przystanął i odwrócił się w jej stronę.
OdpowiedzUsuń- Możesz przestać gapić się na mnie w ten sposób? Gdybym chciał cię zamordować to NAPRAWDĘ już bym to zrobił! - westchnął ociężale i mruknął pod nosem coś o tym, że czuje się dotknięty tymi podejrzeniami. Wcale tak nie było, on po prostu nie lubił kiedy ktoś nie wierzył w jego dobre intencje, gdy już przychodziło mu się takimi wykazywać. Po części jednak to rozumiał, Mai znała jego dawną stronę, która w każdej chwili ponownie mogła przecież zabrać głos. Uśmiechnął się tryumfalnie do samego siebie, gdy w końcu udało mu się odszukać to, czego potrzebował. Otworzył metalowe pudełko, które postawił na stoliku i zaczął wyciągać z niego różne – jego zdaniem potrzebne – przedmioty. Przykucnął obok Mai i nie zawracając sobie uwagi tym, czy dziewczyna ma coś przeciwko, zajął się usztywnianiem jej kostki. W ostatnich miesiącach nauczył się o udzielaniu pomocy kilku rzeczy.
- Dwie ulice stąd jest sklep, gdzie do utrzymania świeżości mięsa używają lodu. Właściciel to dobry człowiek, myślę, że będzie miał trochę na zbyciu – przyznał po chwili. Wypowiedział to zdanie w taki sposób, jakby był mieszkańcem Ba Sing Se od urodzenia i jakby znał wszystkich ludzi w okolicy, choć sam nawet nie zwrócił na to uwagi. Być może faktycznie zaczął uważać to miejsce za dom. Kończył bandażowanie zastanawiając się przy tym nad wcześniej wspomnianym, zimnym okładem, jednak pukanie do drzwi wyrwało go z amoku. Po kilkunastu sekundach jego tępego wpatrywania się, ktoś zaczął dobijać się głośniej, a następnie znudzony czekaniem sam pociągnął za klamkę.
Zuko jęknął cicho widząc gościa i położył sobie rękę na czole.
- Dlaczego nie otwierasz? - zapytała dziewczyna z uśmiechem, a następnie podejrzliwie spojrzała na Mai. - Oh, chyba przeszkodziłam.
- Nie, nie przeszkadzasz! Narya, to jest...eee... Pai, moja... moja dawna znajoma – powiedział na dłuższy moment zatrzymując wzrok na przedstawianej.
- Mówiłeś, że pójdziesz ze mną na festiwal, Li – odezwała się Narya jakby z wyrzutem, jednak po chwili spojrzała na kostkę Mai, a wyraz jej twarzy złagodniał. - Mój tata jest lekarzem! Jeśli chcesz mogę po niego pójść, nie weźmie zapłaty.
Zuzu
- Naraya jest moją nową znajomą – odezwał się niepewnie, a sama zainteresowana najpierw spojrzała na niego z zawodem, a później pokiwała głową. - Mieszka dwa domy dalej, oprowadziła mnie po Ba Sing Se i pomogła się zaaklimatyzować, nic więcej. - ciągnął czując dziwną potrzebę wytłumaczenia się Mai ze wszystkiego. Nie był przecież niczemu winien, mógł spotykać się z kim chciał, ale... jakaś jego część głęboko wierzyła, że Naraya nie byłaby właściwą osobą do związku. Nie dla niego.
OdpowiedzUsuń- Nie to, że nie lubię, po prostu nigdy na żadnym nie byłem – tutaj zwrócił się do blondynki, która zdziwiona tym wszystkim spoglądała na Zuko z zakłopotaniem i lekką złością. Książę westchnął ciężko próbując zebrać myśli, jeszcze chwila i wywali je obie za drzwi.
- Pai, nie możesz teraz sobie iść! - powiedziała szybko Narya i chwyciła Mai za rękę. Zuko wstrzymał oddech zastanawiając się, czy jego „stara znajoma” przypadkiem nie zabije teraz nowej za naruszenie jej przestrzeni osobistej. Narya zerknęła na Zuko i zmarszczyła brwi. - A ty lepiej się przebierz, nie będę dociekać kto cię tak pokiereszował, ale musieliście mieć trudny dzień. Oboje. - mówiąc to uśmiechnęła się lekko w stronę Mai zapewniając ją przy tym, że na pewno spodoba jej się festiwal, i że nie pożałuje pójścia z nimi. Narya wypowiadała każde słowo takim tonem, jakby nie przyjmowała do wiadomości odmowy i nawet beznamiętna twarz rozmówczyni, która wyglądała na znudzoną, nie przerwała jej wywodu. Zuko korzystając z okazji faktycznie narzucił na siebie świeżą koszulę i spojrzał na Mai.
- Ona ma rację. Poza tym dopiero mnie odwiedziłaś. Nie wyjeżdżaj tak szybko – powiedział Zuko zamykając Naryi usta. W jego głosie można było wręcz dosłyszeć błagalną nutę, która jednak pojawiła się tam bezwolnie. Nie chciał by znów go opuściła, czuł się dziwnie dobrze na myśl, że Mai jest w pobliżu, chociaż nigdy nie zdobyłby się na to by wypowiedzieć ów słowa na głos. - Nie musimy iść na festiwal, jeśli boli cię noga.
- Li, ten festiwal jest organizowany raz na dwadzieścia lat – odezwała się chłodno Narya, nagle zmieniając ton głosu, i uśmiechnęła nieprzyjemnie w stronę Mai. - Czyli może faktycznie powinnaś już sobie iść.
Zuzu
Ten komentarz został usunięty przez autora.
OdpowiedzUsuń[Świetna Mai, nie mogę napatrzeć się na zdjęcie *.*
OdpowiedzUsuńA co do wątku to pomyślałam, że najpierw najlepiej zacząć od relacji, jakie mogą ich łączyć. Mai i Kastor pochodzą z "wyższych sfer" więc na pewno mieli okazję do tego by się spotkać. Kastor nigdy nie przepadał jednak za Zuko co mogło nie podobać się dziewczynie - o ile idziesz z Zuzu kanonicznym tokiem i ta dwójka miała/ma się ku sobie. :3
To teraz Kas znalazł się w Ba Sing Se z tego samego powodu co Azula i jej koleżanki, istnieje więc szansa, że Mai widząc okręt floty ognia zainteresuje się "co jest grane?". Spotka Kastora, który wytłumaczy jej, że jest tutaj po to by schwytać księcia i zaproponuje jej współpracę. On w końcu myśli, że Mai jest bardzo lojalna Ozaiowi i jedyne na czym jej zależy to na tym by oddać Zuzkę tatuśkowi. Ciężko jej się będzie wymigać od tej współpracy więc będzie ciekawie. O ile Ci się podoba :DD]
Zuko błądził wzrokiem po twarzy wpierw jednej, później drugiej dziewczyny zastanawiając się przy tym co może chodzić po ich głowach. Nie domyślał się w żaden sposób tego, że Narya może uważać go za kogoś więcej niż znajomego, ewentualnie przyjaciela. Dla niego była zwykłą dziewczyną, którą poznał pierwszego dnia swojego pobytu tutaj, zupełnie przypadkiem. Spotykali się co jakiś czas, ale nigdy nie dała mu jasnego sygnału, że chciałaby wynieść ich relację na nowy poziom. Na poziom, który dla Zuko był istną... czarną magią. Właściwie to księciu większe trudności niż schwytanie Avatara sprawiały jedynie kontakty z dziewczynami. Nie wiedział, jak traktować płeć przeciwną, w końcu większość dziewcząt Narodu Ognia było wojowniczkami. W Królestwie Ziemi było inaczej, dziewczyny były tutaj delikatne, pełne niewinnego wdzięku, to mężczyzna miał załatwiać wszystko sam. Zuko skrzywił się na samą myśl o tym, właśnie ta istotna różnica sprawiała, że spędzanie czasu z Naryą nie sprawiało mu zbyt wielkiej przyjemności. Wolał Mai, z nią przynajmniej miał o czym rozmawiać. Cholera, naprawdę to pomyślałem?
OdpowiedzUsuń- Lepiej jej posłuchaj, nie lubi gdy mówi się do niej w ten sposób – powiedział i wzruszył ramionami. Zdziwiony wzrok jakim obdarzyła go blondynka sprawił, że zaczął zastanawiać się, czy powiedział coś złego. Być może chodziło o brzmienie jego głosu, ton, którym wypowiedział ów z pozoru błahe zdanie wskazywał na to, że „Pai” wcale nie była jego dawną znajomą. Że znał ją na tyle dobrze by wiedzieć co lubi, a czego nie. Po dłuższej dedukcji uznał, że na temat Naryi, prócz imienia, wie właściwie tylko to... gdzie mieszka.
- Myślę, że faktycznie powinniśmy to przełożyć – rzucił po chwili w stronę sąsiadki. Słysząc jej żarliwe protesty skrzywił się mimowolnie, a na jego twarzy pojawił się cień prawdziwego Zuko, którego nie miała okazji poznać. To sprawiło, że zamilkła momentalnie. - Spotkamy się innym razem. - dodał oschle, zupełnie wbrew sobie, gdyż chciał spławić ją w delikatniejszy sposób. Dziewczyna jedynie skinęła głową, przez chwilę popatrzyła na Mai i wyszła. Zuko położył sobie rękę na karku odchylając głowę do tyłu i jęknął przeciągle.
- I po festiwalu. Za dwadzieścia lat się odpłacisz i ze mną na niego pójdziesz – przyznał niby od niechcenia. To była bardzo optymistyczna wizja, Zuko wierzył, że za dwadzieścia lat nadal będzie żył.
Zuzu
Kastor nie lubił Ba Sing Se i wiedział, że nie mogą zostać tutaj dłużej, niż to konieczne. Zawarli chwilowy pakt z królewskim doradcą, jednak ludzie, którzy przybywali do portu patrzyli na ich okręt z istną żądzą mordu w oczach. Właściwie to wcale im się nie dziwił, w końcu już dawno doszedł do wniosku, że działania Narodu Ognia więcej szkodzą niż pomagają, co próbowano wmówić mu usilnie w szkole, a także podczas treningów na żołnierza. Był święcie przekonany o tym, że Ozai jest nieomylny, że wszystko co powie władca jest istną świętością. Kiedy jednak pierwszy raz wybrał się na misję, kiedy musiał patrzeć w oczy ludzi, którym spalił wioskę... Zdał sobie sprawę, że być może przez ostatnie lata był karmiony paskudnymi kłamstwami. Przeżył wtedy najgorszy miesiąc życia kiedy targany wyrzutami sumienia na przemian miał ochotę podpalić samego siebie lub zdezerterować. Każda z tych czynności niosła za sobą śmierć, do tej pory dezercja udała się przecież tylko jednemu, legendarnemu admirałowi. Kas wielokrotnie miał ochotę odszukać tego człowieka i z nim porozmawiać, ale później przypominal sobie o hańbię, którą zrzuciłby na własną rodzinę. Jego zachcianka nie była tego warta.
OdpowiedzUsuńSiedząc we własnej kajucie bawił się knotem świeczki, która powoli zaczęła przygasać. Nie podniósł wzroku, gdy do pomieszczenia weszła jakaś postać. Leniwie oparł głowę na łokciu i uśmiechnął się arogancko na widok tak dobrze znanej sobie buźki.
- Mai, Mai, Mai. - przywitał się specyficznie. - Domyślałem się, że prędzej czy później nasze drogi w Ba Sing Se się złączą. Jak się miewasz? Chociaż wiesz, że mnie to nie interesuje. Jakieś wieści o księciu? Księżniczka Azula chyba nie robi postępów. - wyrzucił na jednym tchu znów skupiając się na świeczce.
Obrzucił ją zirytowanym spojrzeniem i bez słowa opadł na fotel wpatrując się w jakiś punkt na podłodze. Być może faktycznie coś w tym było, a granica między Li, a Zuko niebezpiecznie zacierała się każdego dnia. Nie chciał być częścią Narodu Ognia, nie chciał szukać Avatara, nie chciał krzywdzić niewinnych ludzi... Ale czy to sprawiało, że jednocześnie nie chciał być sobą? Zaskoczony tą myślą poruszył się na krześle, nigdy wcześniej nie zatarła się ona nawet o krawędzie jego świadomości. Podniósł wzrok by spojrzeć na stojącą w tym samym miejscu Mai i uśmiechnął się kącikiem ust słysząc jej wyrzuty. Cała Mai.
OdpowiedzUsuń- Przepraszam, to było pierwsze co przyszło mi do głowy. Pai nadal jest kreatywniejsze niż Li – wzruszył ramionami i pochylił się by schować twarz w dłoniach. Nie czuł się najlepiej, bolała go głowa od natłoku tych wszystkich zdarzeń, które zadziały się tak szybko i nagle. Na dodatek miał wrażenie, że Narya nie odezwie się do niego zbyt szybko, a jego charakter nie zmienił się jeszcze do takiego stopnia by mógł z własnej woli wyciągnąć do kogoś rękę. Tylko dlaczego zależało mu na tym, czy jakaś nędzna istotna zwróci na niego uwagę? On jej właściwie nawet nie lubił, a pomimo tego nie czuł się dobrze z tym, jak ją potraktował. Nienawidził bycia miłym.
- I nie wziąłem tego znikąd! - dodał po chwili ożywiając się nieco. - Pamiętasz to? Kiedy cię poznałem chyba ze trzy razy przekręciłem w ten sposób twoje imię zanim nauczyłem się poprawnie je wymawiać. - powiedział i zaśmiał się cicho. On doskonale pamiętał te sytuacje kiedy dziewczyna robiła się czerwona na twarzy, ale niczego nie mówiła. Dopiero Azula zwróciła mu uwagę, a on zawstydzony już nigdy nie nazwał Mai w ten sposób zapamiętując dokładnie, jak ma na imię. Zuko był bardzo roztrzepanym i żywiołowym dzieckiem, przyswajanie informacji – nawet takich – nie przychodziło mu początkowo z łatwością.
Wspomnienia były potężną i bolesną bronią. Zuko nienawidził wracać myślami do tego co było, chciał wyrzucić przeszłość ze swojej głowy najszybciej, jak tylko mógł. Problem z nią jest jednak taki, że zachowuje się jak bumerang – zawsze wraca. Jakkolwiek książę chciałby pozbyć się z umysłu obrazu samego siebie bawiącego się z dziewczyną stojącą naprzeciwko to nie potrafił tego zrobić. Pewna część jego podświadomości wierzyła na przekór, że on w rzeczywistości wcale nie chciał tego robić. I być może stąd to przenikliwe, być może nawet czułe spojrzenie, którym bezwiednie obdarzył dziewczynę.
- Mimo wszystko wcale się nie zmieniłaś, Mai.
Zuzu
Przez jego twarz przemknął cień poważnej zadumy, gdy stwierdziła, że nie pamięta. Miał nadzieję, że jednak tak, że nie on jedyny zachowuje się jak głupiec i nadal przetrzymuje te wszystkie obrazy w pamięci. Czego jednak innego mógł się spodziewać po Mai? Zawsze racjonalnie stąpała po ziemi i w tej chwili zaczął jej tego mocno zazdrościć, sam wykazywał się godną pożałowania słabością.
OdpowiedzUsuńDrgnął mimowolnie czując dotyk jej chłodnych dłoni na swoich. Znajdowała się teraz tak blisko niego, że mógł poczuć jaśmin zmieszany z jeszcze innym kwiatem, zapach używany głównie przez kobiety z Narodu Ognia. Nieco wbrew własnym przekonaniom zacisnął palce na jej ręce tak jakby obawiał się, że gdy choć na chwilę zamknie oczy ona zniknie z pola widzenia. Nie zobaczy jej znów tak szybko, być może nie zobaczy jej już nigdy, choć ta wizja przyprawiała go o mdłości.
- Mówiłem ci. Nie wierzyłaś – powiedział po chwili i uniósł kącik ust w tryumfalnym geście. - Nie wiem tylko, czy mnie samemu się to podoba. Stałem się wszystkim, czym od zawsze pogardzał mój ojciec. - wyrwało mu się. Nie miał zamiaru jej o tym mówić, nie wiedział w takim razie dlaczego to zrobił, skąd wzięła się potrzeba podzielenia się z nią tym faktem. Być może miał wrażenie, że Mai zrozumie o czym mówił, już dawno nie miał bowiem okazji do porozmawiania z kimś, kto znałby jego historię, jego samego. Stryj Iroh nigdy nie był najlepszym kompanem do takich pogawędek.
- Dobrze – zapewnił ją szybko słysząc to pytanie. - Zawsze lubiłem twój cięty język, odwagę i... i całą resztę – zająknął się i skrzywił przy tym. Dlaczego tak wielką trudność sprawiało mu mówienie o tym? Miał ochotę mocno uderzyć się w czoło i zbesztać głośno, jednak Mai mogłaby to odebrać z dużym zdziwieniem. Nagle zaczęło mu zależeć na tym, co dziewczyna o nim myśli, na tym, czy dobrze się prezentuje, i na tym, czy dobrze dobiera słowa. Patrząc na nią czuł dziwny ścisk w żołądku, który ani trochę mu się nie podobał, a którego nie potrafił w żaden sposób racjonalnie wyjaśnić. W końcu pierwszy raz zdarzało mu się coś takiego.
Zbliżył rękę do jej twarzy odgarniając z policzka kosmyk włosów, który wyplątał się z jej starannie ułożonej wcześniej fryzury. Następnie trzymał ją w tej pozycji przez chwilę czekając na jakąkolwiek reakcję Mai i niby przypadkiem przesuwając palcami po jej karku ponownie położył dłoń na kolanach.
Zuzu
[racja, problem jest z relacją. Sama nie wiem co by tą dwójkę mogło łączyć. Moga się przyjaźnić, ale i wrogowie też by pasowało.
OdpowiedzUsuńMuszę tez powiedzieć że strasznie podoba mi się tekst z ostatniego akapitu ;P]
Na ustach dziecka, którym niegdyś była Mai od czasu do czasu pojawiał się uśmiech. Widział go jednak na tyle rzadko by nie mógł przywyknąć do tego widoku, przeciwnie – on zawsze utożsamiał Mai z beznamiętnością. Kiedy więc kąciki jej ust wygięły się w wesołym grymasie zmarszczył brwi doszukując się w tym geście ironii, szyderstwa, czy jakiejkolwiek innej, charakterystycznej dla niej domieszki. Niczego takiego nie udało mu się jednak dostrzec.
OdpowiedzUsuń- Wiem, że masz rację, ale może gdybym w końcu stał się taki, jaki chciałby mój ojciec mógłbym odzyskać tron – powiedział, a w jego oczach błysnęła dziwna iskra. Niezaprzeczalnie był żądny władzy, bo choć w jakimś stopniu podobało mu się życie zwykłego, szarego człowieka, to jednak nauka, którą pobierał przez czternaście lat nie mogła pójść na marne. Wiedział również, że tytułu księcia nie pozbędzie się nigdy, dlaczego by więc nie sięgnąć... wyżej? Były to jednak marzenia i plany na tyle odległe, że on sam już chyba przestał w nie wierzyć. Przerażała go jednak wizja posadzenia na tronie Azuli, chociaż nie musiałby się wtedy martwić, że jej bezwzględne rządy dosięgnął Mai. Mimo wszystko wiedział, że jego z pozoru samowystarczalna siostra bardzo liczy się ze zdaniem swojej przyjaciółki, której de facto nigdy otwarcie by w ten sposób nie nazwała.
Spoglądał na jej dłoń z trudem powstrzymując się przed tym by odruchowo nie odsunąć głowy do tyłu. Nie lubił, gdy ktoś dotykał jego blizny była ona świadectwem jego nieposłuszeństwa wobec własnej rodziny, wobec własnemu narodowi. Była jednocześnie jego największym upokorzeniem i najlepszym prezentem, jaki mógł otrzymać. Dzięki tej skazie w jednej chwili przeistoczył się bowiem z wystraszonego czternastolatka w poważnego mężczyznę, którego wszyscy się obawiali. Dotyk Mai działał jednak inaczej, był on wręcz kojący, a Zuko nie odczuwał żadnego strachu. Być może wykazywał się bezmyślnością pozwalając jej na zbliżenie się, pozwalając samemu sobie na zbliżenie się do niej. Mimo tego nie potrafił powstrzymać się przed tym by jeszcze bardziej zmniejszyć między nimi dystans. Jego twarz znajdowała się zaledwie kilka milimetrów od jej, gdy kierujący nim dziwny impuls kazał wykonać ten niebezpieczny krok. Pocałował ją. A zrobił to nie zastanawiając się nad tym, czy Mai tym razem bez wahania wbije mu jedną ze swoich błyskotek prosto w serce.
[TERAZ może wejść stryjek xD]
Zuzu
[no to numer jeden, jakoś bardziej pasuje. Poza tym ciekawie będzie gdy Xander nie będzie wiedział co ma zrobić, jak się zachować bo nie będzie miał na celu odepchnąć od siebie Mai tak jak wszystkich innych osób które na jego drodze się pojawiają. to może gdzie by się tak spotkali, w jakich okolicznościach wpadli na siebie?
OdpowiedzUsuńdzisiaj jestem straszna i wykorzystuję pomysłowość innych bo brakuje mi juz weny ;P]
[spoko zacznę, ale już nie dziś. Nie mam siły po prostu na naskrobanie czegokolwiek sensownego na początek.]
OdpowiedzUsuńMinęło już parę miesięcy odkąd uciekł, nie miał innego wyboru nie chciał zostać jednym z pupilków lorda, nie kręciło go to, a wiedział że tak by się stało gdyż mężczyzna wyłapywał wszystkich o unikalnych umiejętnościach. On sie do nich zaliczał, chociaż ukrywał to wystarczająco dobrze przynajmniej na razie. Odkąd pojawił się Ba Sing Se unikał towarzystwa wszystkich, nie chciał rozmawiać, nie przyznawał się do tego że kontroluje ogień. Wolał uchodzić za zwykłego człowieka którego nieszczęściem było iż urodził się na ziemiach narodu ognia. Tak było mu po prostu łatwiej i tyle.
OdpowiedzUsuńDziś jednak postanowił złamać swoją zasadę tyczącą się unikania innych, bycie samotnikiem było dobre, ale nie na dłuższa metę. Przechodząc ulicami kierował się do jednego z pubów, który nie miał za dobrej opinii wśród ludzi z tego co słyszał. Wszedł do środka zignorował spojrzenia, które od razu wbiły się w niego. Podszedł do baru i usiadł na wysokim stołku barowym. Zamówił pierwszy lepszy trunek.
Nie rozglądał się, bo po co. Nie miał nastroju i nie chciał kłopotów. Oczywiście kłopoty chciały jego. Pchany impulsem spojrzał w bok prosto na Mai do której dobierał się jakiś facet, był sporo starszy od dziewczyny i od niego też. Nie ruszył się jednak w pierwszej chwili z miejsca.
On również zdawał sobie sprawę z tego, że źle postąpił, że ów pocałunek zamiast ukojenia przyniesie im jedynie zgubę. A mimo tego nie przestawał, zachęcony jej reakcją objął dziewczynę w talii by maksymalnie zmniejszyć dzielący ich dystans. Taka bliskość była mu obca, a pomimo tego doskonale wiedział, jak powinien się zachować, przede wszystkim czuł jednak, że to co robił nie było złe. Wręcz przeciwnie, po raz pierwszy od bardzo dawna miał wrażenie, że słusznie postępuje. Że wszystko jest takie, jakie być powinno.
OdpowiedzUsuńCzując więc, jak dziewczyna nagle odskakuje na bok poczuł się bardzo nieprzyjemnie. Chwilę zajęło mu ochłonięcie zanim spojrzał w kierunku drzwi. Czym prędzej podniósł się z fotela stając pomiędzy Mai, a stryjem, który obrzucał dziewczynę złowrogim spojrzeniem.
- To długa historia. Może opowiem ci ją przy herbacie? - zapytał Zuko siląc się na uśmiech, choć zamiast niego na jego ustach pojawił się krzywy grymas.
- Nie ma czasu na herbatę, Zuko – odpowiedział Iroh nieprzyjemnie, a jego bratanek zrozumiał, że sprawa jest naprawdę poważna. - Ta dziewczyna cię omamiła. Celem jej przyjazdu tutaj jest doprowadzenie cię do mojego brata, który pragnie twojej śmierci! Chociaż przyznam szczerze, że nie spodziewałem się, iż wybierze taką taktykę.
Zuko przez dłuższą chwilę wpatrywał się w stryja jakby przyswajał sobie jego słowa. Następnie spojrzał na Mai szukając u dziewczyny jakichkolwiek oznak protestu. Czuł się zakłopotany, przez myśl przeszło mu nawet, że stryj Iroh może mieć przecież rację, że całe ich dzisiejsze spotkanie było tylko grą, która miała na celu zdobycie jego zaufania i wykorzystanie go w niecny sposób. Tylko czy Mai, którą znał, a o której skrycie zdarzało mu się myśleć przez ostatnie lata byłaby do tego zdolna?
- Mówisz nieprawdę, stryju – odezwał się w końcu pewnym głosem. Pozbył się wszelkich wątpliwości nie wiedząc czy postąpił słusznie, czy będzie tego żałować. Miał szczerą nadzieję, że słynny generał Iroh naprawdę myli się w tej sprawie, prawda była jednak taka, że zazwyczaj miał rację w swych osądach.
- Przykro mi, że przekładasz tę dziewczynę nad moje zdanie – zwrócił się do niego, a następnie przeniósł wzrok na gotową do ataku Mai. - Waleczna jak jej własny ojciec. Nadal lubuje się w krwawym i brutalnym załatwianiu własnych zachcianek? Byłabyś znakomitą wojowniczką, gdybyś tylko nie poszła w jego ślady.
Zuzu
Przyglądał się ciekaw jak się to skończy. Wiedział dobrze że ostrzeżenia Mai trzeba traktować bardzo poważnie i od razu porzucać zajęcie którym dziewczynę irytowało się. Nie raz miał okazje przekonać się o tym w raz gorszy, a raz lżejszy sposób. Nigdy jednak to nie przekonało go na tyle by przestać droczyć się z dziewczyną. Była jedyną jego przyjaciółką na tyle bliską by znała go na prawdę, a nie takiego Xandera jakiego znali wszyscy inni.
OdpowiedzUsuńSkrzywił się w chwili gdy dziewczyna wbiła ostrze. Oj, to musiało naprawdę boleć...nie chciałby być na miejscu faceta.
Wstał w chwili gdy prawdopodobnie znajomi mężczyzny zaczęli zbliżać się do Mai. Stanął nagle obok niej.
- Cześć, kochanie - powiedział z złośliwą nutą w głosie. Jedną z zasad które pamiętał i co łamał zawsze było żeby nie nazywać dziewczyny kochaniem bo nie lubiła tego.- Panowie, spokój....tacy jesteście mocni że kobietę chcecie uderzyć, przecież to cios w dumę - rzucił, spodziewał się że te słowa raczej nie trafią do przeciwników, ale przecież zawsze można spróbować. Nikt za próbowanie jeszcze nie zginął, prawda?.
Xander
Widział ulgę malującą się w jej oczach, próbując przekonać samego siebie, że rzeczywiście wzrok go nie myli. Utwierdziłoby go to bowiem w przekonaniu, że słusznie zaufał Mai, że nie była to jedynie złudna nadzieja, która miała zniknąć tak szybko, jak się pojawiła. Zdrada z jej strony bolałaby znacznie bardziej niż ta, którą zafundował mu własny ojciec. Ozai nigdy nie udawał bowiem nawet, że żywi jakiekolwiek pozytywne uczucia wobec Zuko... Nie po tym, jak wygnał jego matkę, wcześniej udawało im się być bowiem nieco mniej dysfunkcyjną rodziną. Blade wspomnienia tamtych czasów wytrąciły go na chwilę z równowagi, którą odzyskał dość szybko dzięki słowom padającym z ust stryja. Zuko obdarzył go znaczącym spojrzeniem, mówiącym wyraźnie, że to nie jest najlepszy czas i okoliczności na to by prowadził z kimś waśnie. Jak mógł zwątpić w Mai, która jako jedyna przebywając tak blisko władcy zachowała swoje człowieczeństwo? Iroh musiał zdawać sobie również sprawę z tego, że dziewczyna nie była obojętna jego bratankowi, wręcz przeciwnie, znaczyła dla niego więcej niż ktokolwiek inny, znaczyła dla niego tyle samo co stryj, choć do obu zapewne by się nie przyznał. Nadal ciężko było mu pozbyć się zdania, że takie uczucia jak miłość, czy sympatia są oznaką słabości... Chociaż pocałunek, który nadal czuł na swoich ustach nie był tego najlepszym dowodem. Żałował, że trwał on na tyle krótko by przyjemne uczucie w jego ciele zdążyło tak szybko opaść.
OdpowiedzUsuń- Czy ta wymiana zdań jest konieczna? - odezwał się w końcu Zuko nieco znudzonym tonem, mając dość tej konwersacji, która za chwilę mogła poskutkować spaleniem kilku okolicznych domostw. Mai była znakomitą prowokatorką, potrafiłaby wyprowadzić z równowagi nawet z reguły spokojnego generała Iroha, gdyby tylko ten miał przeczucie, że może zagrozić jemu lub bratankowi.
- Słusznie. Nie będę ryzykować zdradzenia naszej pozycji, nie chcę również uszkodzić twojej... przyjaciółki – oznajmił Iroh rezygnując z bojowej pozy. Nadal był jednak czujny, jego przenikliwy wzrok był tego oznaką. - Mam jednak nadzieję, że nie uwierzyłeś w te bzdury, które ci powiedziała. Mój brat na pewno coś knuje, niemożliwe by po tylu latach wysłał Azulę po to byś wrócił do domu. - dodał jeszcze, dopiero po chwili orientując się, że prawdopodobnie powiedział o dwa słowa za dużo.
- Co takiego? O czym ty mówisz? - zapytał książę nie do końca zrozumiawszy o co chodzi stryjowi. Następnie zwrócił się w stronę Mai. - Ojciec chce mnie z powrotem? Nie jesteście tutaj po to by mnie zabić? - ciągnął, a w jego głosie dało się usłyszeć nagłe podekscytowanie rosnące z każdym wypowiadanym słowem.
Zuzu
Widać takie zachowanie szło w dwie strony. Volpe mimo iż się nie przyzna nigdy do tego otwarcie liczył się ze zdaniem dziewczyny, była dla niego ważna jednak postrzegał ją tylko jako przyjaciółkę. W grę niby wchodziło też zauroczenie sprzed lat, ale teraz gdy stał się takim nie przyjaznym osobnikiem możliwe że to po prostu umarło w nim bezpowrotnie, chociaż gdyby Mai zapytała pewnie nie odpowiedział by od razu.
OdpowiedzUsuń- Nigdy się nie nauczę, bo jesteś moim kochaniem - powiedział, nie pozwolił by do jego głosu wkradło się rozbawienie. To co czuł było zamknięte za grubym murem, którego zniszczyć się nie dało w tej chwili. Nie zdziwił sie że dziewczyna nawet na niego nie spojrzała, sam pewnie też podobnie by się zachował jakby pojawiła się nagle. Oni po prostu wiedzieli że to nikt inny, nie można było sie pomylić. Rozumieli się zbyt dobrze i znali zbyt dobrze.
Ledwo zerknął na mężczyznę, który został unieruchomiony. Przywykł już do tych szybkich ruchów Mai, kiedyś nie musiał nadążyć wzrokiem, teraz to już kłopot nie był.
Nie miał przy sobie żadnej broni, tak jego straszny błąd, więc blokował ciosy i mocnymi uderzeniami nokautował przeciwników, ale zranić poważniej nie miał jak.
Wiedział że wygrają tą bójkę, nawet jeśli przeciwników było więcej to i tak on i dziewczyna umieli więcej niz ta cała zgraja frajerów.
Nie zwracał dłużej uwagi na poczynania Iroha, czy Mai. Cała jego uwaga skupiona była teraz na tym co powiedział stryj, tylko jedna myśl chodziła Zuko po głowie; mogę wrócić do domu. Cała jego dotychczas skrywana złość wyparowała momentalnie, a zamiast tego pojawiła się nadzieja, która skutecznie zasłoniła jego umiejętność chłodnej kalkulacji. W innym wypadku miałby jakieś podejrzenia, niebezpodstawne, wręcz oczywiste, jeśli mowa o Lordzie Ozai. Stanowczo pokręcił głową słysząc jej słowa i czując jej ręce na swojej twarzy na chwilę odwrócił wzrok. Ten czuły, acz stanowczy gest częściowo odebrał jego pewność siebie.
OdpowiedzUsuń- Skoro rzeczywiście mnie nie chce to po co zadaje sobie trud sprowadzenia mnie z powrotem? - zapytał niepewnie, uważnie lustrując twarz dziewczyny. Miał ku temu dobrą okazje, w końcu znów znajdowała się zaledwie kilka centymetrów od jego. Jej słowa wywołały u Zuko widoczną złość, być może nawet częściowo zawód, że nie powiedziała mu o tym wcześniej. - Sama przyznaj, że to nie miałoby sensu. Gdyby chciał mnie zabić już dawno by to zrobił! - kontynuował, tym razem z większym przekonaniem. Był tak ucieszony wizją powrotu do własnego kraju, że nie zwrócił uwagi na kręcącego głową stryja, który mamrotał coś pod nosem, prawdopodobnie klnąc głupotę bratanka.
- Dziewczyna ma rację – odezwał się w końcu były generał takim tonem, jakby ich towarzyszka nie była na tyle istotnym elementem konwersacji by wspomnieć jej imię. Lekceważenie, czy ignorancja niezbyt dobrze działały na Mai, ale zanim ta zdążyła w jakiś sposób na zniewagę zareagować Zuko już zwracał się w kierunku stryja.
- Nie widziałeś swojego brata kilka lat, nie masz powodu żeby tak myśleć, żadne z was nie ma – mówiąc to chwycił dłonie dziewczyny i odsunął je od swojej twarzy. Nie rozumiał dlaczego dwójka najbliższych mu osób nie chciała pozwolić mu na powrót do kraju, na coś co wreszcie uczyniłoby go szczęśliwym.
- Nie martwcie się kochani, on nigdzie się stąd nie rusza. Wy zresztą też – odezwał się ktoś nagle, wchodząc do środka. Zuko wysoko uniósł brwi widząc Naryę, która wpatrywała się w nich nieprzyjaźnie. Jej wcześniej luźno ułożone włosy teraz splecione były w ciasny warkocz, natomiast zwykłe, zielone ubrania zastąpiła czymś, co wyglądało jak zbroja.
- Doradca królewski ucieszy się na wieść, że udało mi się zdobyć dla niego królewskiego syna i brata – ciągnęła gotowa do ataku Narya i niemrawo zerknęła na Mai. - Ty nie będziesz potrzebna, kimkolwiek jesteś naprawdę.
Zuzu
[Ależ to jest świetny pomysł. Kocham zawiłą akcję! xD]
Żałosnymi żartami? Pewnie jego duma została by urażona gdyby to usłyszał od niej. Uderzył faceta najbliżej w gardło tak że przeciwnik dusząc się osunął się na ziemię.
OdpowiedzUsuń- kłamiesz - rzucił drażniąc się z nią dalej.
Bez wątpienia byli jak przeciwieństwa gdy walczyli. Volpe nigdy nie chciał tracić czasu na zabawę w subtelności. Jemu pasowało raz, a skutecznie bez żadnej zabawy.
Miał ochotę podwyższyć temperaturę, ale powstrzymywał się. Mag ognia nie był by tutaj mile widziany. Czuł ciepło na wewnętrznej stronie dłoni, wystarczyło tylko działać odruchowo by rozpętać piekło.
Spojrzał w stronę dziewczyny i wtedy ich oczy się spotkały. W jego spojrzeniu było wyraźne pytanie, on sobie by później poradził, ale nie chciał kłopotów zrobić jej.
[wyszło krótko, ale dziś nie mam tak weny.]
Xander
Kastor uderzył pięścią w blat drewnianego stołu, który zatrząsł się niebezpiecznie. Siła nacisku nie była jednak na tyle duża by mogła uszkodzić mebel z czego Kastor skrycie się ucieszył, naprawdę lubił grać na tym stole w Pai Sho. Z cichym sykiem dotknął ucha, z którego sączyła się krew i rzucił jej zirytowane spojrzenie mówiące „poważnie?!”.
OdpowiedzUsuń- Poczucia humoru to ty nadal nie masz. – burknął, jednak kąciki jego ust uniosły się chwilę później. - Ale za to wyładniałaś od naszego ostatniego spotkania. - odważył się skomplementować. Wiedział, że Mai nie toleruje tego typu tekstów, ale nawet jej zabójcze zdolności nie były w stanie powstrzymać jego ciętego języka. Dlatego obszedł stół, który wcześniej tak paskudnie potraktował, i przybrał dość lekceważącą pozę przypatrując się ozdobie wiszącej na ścianie. Starannie wyszyty symbol Narodu Ognia na czerwonym tle, pełno ich tu mieli na statku.
- Jaki jest cel twojej wizyty? - zagaił po chwili przejeżdżając ręką po gładkim materiale. Wyglądało to jakby bardziej interesował go ten element dekoracyjny aniżeli Mai. Wprawdzie o to mu chodziło, chciał pokazać jej, że pomimo siły, zwinności i umiejętności, które dzierży on się jej nie boi. Prawda była nieco inna, ale nie miał zamiaru się do tego przyznawać. - Domyślam się, że nie jest nią tęsknota za starym znajomym. Właściwie to gdzie podziała się Azula i ta druga... taka wesoła? Myślałem, że wasze trio się nie rozstaje. - ciągnął tym samym, rozbawionym tonem, akcentując słowo trio. Nie wiedzieć czemu zawsze śmieszna wydawała mu się znajomość królewskiej córki z kimś takim jak Mai, czy Ty Lee.
Zuko sam nie do końca wiedział co zrobić, jak się zachować. Z jednej strony pragnął by Mai i Iroh nie mieli racji, z drugiej nie przypominał sobie by kiedykolwiek wcześniej miało to miejsce. Jako jedynym na świecie bezgranicznie ufał ich decyzjom oraz osądom, a mimo tego długo skrywana nadzieja i nagle wywołana ekscytacja przykryły wszelkie żywione wobec dziewczyny i stryja uczucia. Przynajmniej na ten moment, albowiem kiedy w drzwiach stanęła Narya ponownie nabrał pewności co do tego, że tuż obok niego znajdują się dwie najistotniejsze dla niego osoby. Nawet po tym nie zdołał jednak w pełni wyplenić rosnącej w gardle guli, która przypominała mu o szansie. Szansie powrotu do domu i odzyskania tego, co mu należne. Chociaż może była ona wynikiem wciąż chodzącego mu po głowie wspomnienia tego niespodziewanego pocałunku?
OdpowiedzUsuń- Zdrajczyni! - rzucił odruchowo nadal nie potrafiąc do końca otrząsnąć się z tego widoku. Powinien wprawdzie przyzwyczaić się do tego, że w jego życiu nie ma miejsca na prawdziwych przyjaciół, ale nie sądził, że nawet w Ba Sing Se, wolnym mieście, znajdą się tacy, którzy zechcą go oszukać. Nie podejrzewał, że ktokolwiek tutaj zna jego prawdziwą tożsamość. - Ja na twoim miejscu bym jej nie lekceważył - dodał jeszcze zerkając przy tym na Mai, co jedynie wywołało u Naryi chichot. Iroh stojący najbliżej niej przez chwilę wpatrywał się w szpiega jakby chcąc ocenić sytuację.
- Lepiej od razu się poddajcie. Naprawdę myśleliście, że pojawię się tutaj bez pomocy? - zapytała, a uśmiech nie schodził z jej ust. Zuko ostrożnie wyjrzał przez okno i dostrzegłszy kilku mężczyzn ubranych w pełne mundury Królestwa Ziemi lekko szturchnął Mai by i ona to zobaczyła. Sytuacja nie przedstawiała się najlepiej, sprawę z tego zdawała sobie najpewniej cała trójka.
- Mam do wyboru dać się złapać królewskiemu doradcy i umrzeć lub wrócić do domu i ewentualnie umrzeć – podsumował Zuko smętnie, a następnie wzruszył ramionami zerkając na stryja. - Chyba bardziej przemawia do mnie ta druga opcja. - przyznał ostatecznie w momencie, w którym Narya rzuciła się do ataku. Odparł pierwszy z jej ciosów zauważając, że do niewielkiej chatki wparowało jeszcze dwóch żołnierzy, a pod samym budynkiem zebrał się spory tłum gapiów. Iroh nie zważał już na konsekwencje, kilkoma ruchami w stylu prawdziwego maga ognia powalił napastnika i zajął się następnym. Zuko nie był pewien ilu ich jest, ale jedno wiedział na pewno – muszą uciekać. Nie do końca potrafił rozwiązać jednak kwestię tego, jak pokonać przykładającą mu nóż do gardła Naryę jednocześnie nie krzywdząc jej zbyt dotkliwie.
Zuzu
Zuko przez dłuższy czas zwyczajnie wpatrywał się w to, co działo się dookoła. Czas wokół niego zaczął jakby płynąć wolniej, zupełnie jak w opowieściach, które matka snuła mu niegdyś na dobranoc. Tym razem dzielny rycerz nie zjawi się jednak by uratować niewinnych ludzi z opresji, Zuko lubił jednak wierzyć, że to on jest tym rycerzem. Ale wtedy był dzieckiem, teraz mężczyzną, który nie miał bladego pojęcia co zrobić. Całe otumanienie przeszło mu jednak natychmiastowo, gdy Narya ścierając stróżkę krwi spływającą z jej ust ruszyła w stronę leżącej na ziemi Mai. Zanim blondynka zdążyła jednak na dobre zbliżyć się do swojej potencjalnej ofiary, Zuko zagrodził jej drogę jedną z maczet i posłał ostrzegawcze spojrzenie.
OdpowiedzUsuń- Jeden krok dalej, a zobaczysz po kim odziedziczyłem temperament – przyznał oschle. Narya nic nie robiła sobie jednak z jego gróźb, wręcz rzuciła się na niego machając mieczem, który zabrała jednemu ze strażników. Zuko odpierając ataki próbował skupić się na stali, z której została wykonana broń dochodząc do przykrych wniosków, że jest to jeden z najlepszych metali, z jakimi miał do tej pory do czynienia. Narya walczyła bardzo schematycznie, jakby w myślach ustalała za wczas kroki, które następnie wykona. Zuko postanowił więc w pełni improwizować, tak, by nie dać jej czasu na zaplanowanie niczego. Miecz jest przedłużeniem ramienia, przypomniał sobie lekcję zmarłego już kuzyna - Lu Tena, który jako jedyny nie uważał by podarowanie dziesięciolatkowi miecza było czymś złym. Tym sposobem z końca lewej maczety wystrzeliła wiązka ognia, początkowo celowana w Naryę, ostatecznie trafiła w mosiężny lampion wiszący na suficie. Linka podtrzymująca spadła uderzając zaskoczoną dziewczynę w głowę, zanim ta zdążyła chociażby uczynić krok do tyłu. Jej wcześniejszy uśmiech sugerował, iż podejrzewała, że Zuko zwyczajnie nie trafił tam, gdzie planował. Zerknął na nią przelotnie by następnie podbiec do Mai i stryja, który uporał się z większością strażników i zajął się blokowaniem drzwi co mogło im dać chwilę na ucieczkę.
- Wszystko w porządku? - zapytał chwytając dziewczynę za ramiona, a w jego głosie zabrzmiała nie wypowiadana wcześniej troska. Nie miał jednak czasu na to by dokładnie wypytać Mai o jej stan zdrowia, gdyż ciężkie kroki przynajmniej tuzina strażników zaczęły dobiegać z korytarza.
- Szybciej! Pośpieszcie się! - naglił stryj Iroh, który otworzył klapę w podłodze, o której Zuko nie miał wcześniej bladego pojęcia. Zszedł pierwszy, a następnie złapał Mai w talii by nie straciła równowagi schodząc w ciemności. Zuko wyciągnął rękę w stronę stryja, jednak ten pokręcił głową mówiąc coś o tym, że ich zatrzyma i zatrzasnął klapę.
- Co?! Nie! Nigdzie bez niego nie pójdziemy! - zaoponował Zuko podnosząc głos i próbując w jakiś sposób otworzyć wejście. Na nic się to jednak zdało, zirytowany mocno uderzył w chłodną skałę nie mówiąc niczego więcej.
Zuzu
Zuko w milczeniu stał oparty o ścianę czując na włosach krople wody, która niezrozumiałym dla niego sposobem płynęła po nierównych ściankach. Próbował dosłyszeć jakiekolwiek dźwięki dochodzące z góry, jednak nie udawało mu się wyłapać nawet przytłumionych głosów. Poczuł pieczenie pod zaciśniętymi powiekami, jednak szybko zbył to paskudne uczucie odwracając się w stronę Mai. Pokręcił głową i podszedł do niej kucając obok.
OdpowiedzUsuń- Nie, to nie jest niczyja wina – powiedział pewnym głosem i pogłaskał ją po włosach. Początkowo uznał, że i jej fryzura została potraktowana wilgocią, jednak zapach i konsystencja szybko wyprowadziły go z błędu. Pochylił się nad nią i pstryknął palcami by rozjaśnić nieco pomieszczenie. Syknął przeklinając tym samym Naryę, a następnie wstał by zapalić pochodnię wiszącą na jednej ze ścian. Była to wąska jaskinia, dość głęboko ukryta pod fundamentami, gdyż podnosząc wzrok Zuko zauważył, że klapa znajdowała się ponad dwa metry nad ich głowami. Jego stopy nie odczuły jednak zbyt boleśnie tego skoku.
Ponownie podszedł do Mai i ujął jej podbródek by następnie zmusić się do uśmiechu. Nie przyszło mu to łatwo, w owym grymasie nie było niczego szczerego, ale miał nadzieję, że otumaniona dziewczyna nie zwęszy intrygi i podniesie ją to nieco na duchu. Prawda była bowiem taka, że Zuko nie pamiętał by kiedykolwiek wcześniej tak bardzo się martwił.
- Poradzi sobie, my też – powiedział w końcu i odruchowo pocałował ją w czoło by przez chwilę trwać w tej pozycji. Nie wiedział skąd wziął się u niego ten nagły przypływ czułości, ale czy warto było się nad tym zastanawiać? Następnie pomógł jej wstać przerzucając jej rękę przez swoją szyję z obawy, że może stracić równowagę. - Dasz radę iść, Mai? Nie jestem pewien jak daleko sięga ten tunel. - przyznał i zmrużył oczy by dostrzec chociaż smugę naturalnego światła, niestety, jedynym źródłem była pochodnia, którą wyciągnął ze stelażu i zaczął nieść w wolnej ręce. Miał ochotę roześmiać się, gdy zdał sobie sprawę z tego jak dziwny obrót przybrały wydarzenia dzisiejszego dnia. Już prawie zapomniał jak to jest wieść życie pełne przygód i niebezpieczeństw, musiał jednak przyznać, że wcale za tym nie tęsknił... Tęsknił jednak za Mai, czego świadomość uderzyła go równie nagle i niespodziewanie. Nawet w tej beznadziejnej chwili czuł się lepiej z wiedzą, że jest obok niego, a myśl o jej ranie nie dawała mu spokoju. Paskudne uczucie, to całe zmartwienie.
- Nie żałujesz teraz, że nie zostałaś w Omashu? Być może było tam monotonniej, ale na pewno spokojniej niż w Ba Sing Se – przyznał po krótkiej chwili milczenia uznając, że lepiej spożytkują czas na rozmowie niż milczeniu i zastanawianiu się co będzie dalej...
Zuzu
Pomimo jej zapewnień, że da sobie radę, Zuko nieco mocniej chwycił ją w talii by kolejny upadek nie uszkodził jej rany jeszcze bardziej. Nie skomentował tego w żaden sposób, wiedział, że Mai próbuje udawać silną i niepokonaną, jednak doskonale potrafił dostrzec ból, który sprawiał jej niemalże każdy krok. Gdyby tylko był tutaj stryj, Zuko mógłby wtedy ją nieść, bez względu na to, jak bardzo by oponowała. Teraz nie miał takiej możliwości, trzymając w dłoni pochodnię uważnie stawiał kroki z obawy, że za chwilę mogą natknąć się na pułapkę, czy przepaść. Obie opcje były bardzo prawdopodobne jeśli w grę wchodził sekretne, niesprawdzone przejścia.
OdpowiedzUsuń- Masz rację, Azula zapewne nie dałaby ci spokoju – powiedział po krótkiej chwili zastanowienia. Jego siostra skrycie przeżywała to, że ich matka widziała w niej potwora, ale Zuko domyślał się, że ów irytacja wywołana jest niechęcią przyznania Ursie racji. Azula jest potworem, złym człowiekiem, istną kopią ich ojca, który być może okazałby więcej miłosierdzia, gdyby przyszło co do czego. Z tego powodu Mai nie mogła odmówić, nie wiadomo jak księżniczka by zareagowała, tego lepiej było nie sprawdzać.
- Nie tęskniłem za niebezpieczeństwem – przyznał bez wahania i westchnął ciężko. - Ale nienawidzę tego życia. Musiałem kraść żeby coś zjeść, a później ubrany w biały fartuch roznosiłem herbatę ludziom, którzy otwarcie i bez wahania komentowali moją bliznę i tuszę stryja! – wyrzucił z siebie w końcu i pokręcił głową. Mógł udawać wcześniej do woli, że podoba mu się bycie miłym i uczynnym uchodźcą, ale prawda była zupełnie inna, tęsknił za swoim dawnym życiem i wiele by oddał by móc do niego wrócić. Nauczony doświadczeniem wiedział jednak, że dorastanie na zamku i otaczanie się luksusami nie było stworzone dla niego. Nie potrzebował przepychu, o wszystko musiał walczyć, a ta walka w końcu go ukształtowała.
- Wypowiadasz te słowa nie zdając sobie sprawy z tego, że rzucasz obelgi w stronę samej siebie – odparł, a na jego ustach pojawił się tym razem nieco pogodniejszy, bardziej rozbawiony uśmiech. - Nie miałem i nie mam czasu na tak prozaiczne rzeczy, jak założenie rodziny, czy ustabilizowanie swojego życia. Naprawdę w jakiś sposób to sobie wyobrażasz? Nie mogę pozwolić sobie na taki krok, mój ojciec znalazłby mnie i odebrał wszystko, na czym mi zależy – ciągnął w odpowiedzi na jej pytanie, nie do końca wiedząc skąd ten wywód. Jego słowa nie były przesiąknięte ironią, złością, czy innym negatywnym uczuciem, Zuko zwyczajnie stwierdzał fakt. Wpatrując się w nią dziwnym, ciężkim do zidentyfikowania wzrokiem otworzył usta by dodać coś jeszcze, gdy wtem dostrzegł światło wydobywające się zza szpary, kilka metrów przed nimi.
Zuzu
Gdy się zatrzymała, spojrzał na nią zaskoczony, jednak nie powiedział niczego dając jej dojść do głosu. To było proste pytanie, na które wystarczyło udzielić prostej odpowiedzi. Obawiał się jednak, że to co powie może nie pokrywać się z tym co dziewczyna chciałaby usłyszeć. Z tego powodu spuścił na krótką chwilę głowę, by następnie obrzucić ją nieco zmęczonym spojrzeniem.
OdpowiedzUsuń- Obawiam się, że ojciec mógłby odebrać mi ostatnie dwie osoby, którym; pragnę wierzyć, że tak jest; na mnie zależy. Jedna z nich dała się złapać strażnikom, a druga jest skazana na podporządkowywanie się mojej chorej siostrze – powiedział w końcu i uśmiechnął się kącikiem ust. Był to jednak grymas pełen bólu i dezaprobaty skierowanej w stronę samego siebie. - A to wszystko moja wina, Mai, i nie pocieszaj mnie próbując wmawiać, że jest inaczej. Tylko, że nie nie wiedziałem, iż bzdurne odezwanie się podczas narady wojennej pociągnie za sobą takie pasmo nieszczęść – mówiąc to dotknął swojego czoła odgarniając włosy, które pod wpływem wilgoci opadły mu na twarz. Gdyby nie tamta sytuacja nadal byłby następcą tronu, stryj nigdy nie musiałby wyjeżdżać, a Azula skupiałaby się wyłącznie na szukaniu Avatara, Zuko nie byłby jej potrzebny i Mai by nie ucierpiała. Przynajmniej nie tak dotkliwie, gdyż książę z wciąż z przerażeniem wpatrywał się w ranę na jej głowie.
- Oczekujesz od człowieka, którego pełna egzystencja skupia się na rozpamiętywaniu przeszłości, że tak po prostu ją... porzuci? - powiedział i spojrzał na nią wzrokiem, który mógł sugerować, iż posądza ją o szaleństwo. - Nie będę szczęśliwy z wiedzą, że już nigdy cię nie spotkam. Chyba, że właśnie tego chcesz, Mai. Wystarczy jedno twoje słowo, że to jest naprawdę to, czego pragniesz i nie będę oponować – dokończył pewnym głosem wpatrując się w nią wyczekująco. Obserwował jej twarz nie pamiętając by kiedykolwiek wcześniej udało mu się dostrzec na niej tyle emocji, być może była to wina rany, która zapewne mocno jej dokuczała.
- Nie mogę z własnej woli pozwolić odejść jedynej osobie, która uważa moją bliznę za piękną – dodał jedynie, a w jego głosie dało się wyczuć nutę bezradnego rozbawienia. Rozmowa przygnębiła go na tyle, że nie potrafił powstrzymać się przed rzuceniem tego komentarza w momencie, w którym położył dłoń na jej policzku ścierając kciukiem ciemną smugę, pozostałość po batalii z magami ziemi. Nie mógł z własnej woli pozwolić odejść jedynej osobie, która sprawiała, że chciał być lepszym człowiekiem, że chciał zniszczyć całe zło świata byleby tylko wiedzieć, że dzięki temu będzie bezpieczna. Nie chciał.
Zuzu
Ignorował rzucane pod jego adresem obelgi wiedząc, że słowa Mai najlepiej wpuścić jednym i wypuścić drugim uchem. Cięty język dziewczyny był jej cechą rozpoznawczą, gdyby zaczęła być nagle miła Kastor zacząłby się martwić jej stanem zdrowia. Ale ona wcale się nie zmieniła przez ostatnie lata, nadal przybierała tą samą, beznamiętną postawę, wyglądała na wiecznie znudzoną, a za każdym razem, gdy się odzywała mogła doprowadzić odbiorcę jedynie do głębokiego zażenowania nad samym sobą. To był talent, Kastor nie mógł zaprzeczyć.
OdpowiedzUsuń- Mamy wspólny cel, Mai – zaczął ostrożnie i odwrócił wzrok od symbolu by móc spojrzeć na nią. - Może na chwilę odłożysz swoją dumę i oboje skupimy się na tym by jak najszybciej mieć to z głowy i wrócić do domu? - powiedział znudzony i wrócił do stolika. Zachowywał się jak skończony kretyn i doskonale o tym wiedział, Zuko był niegdyś jego przyjacielem, a teraz bez drobnego choćby wahania, czy skrupułów miał zamiar zaprowadzić go wprost do Lorda Ozai. Władca nie marzył zapewne o uściskaniu swojego syna i wyrażeniu głębokiej za nim tęsknoty, a Kastor udawał, że zupełnie nie obchodzi go to, co stanie się z dawnym księciem.
- Chyba, że przyszłaś błagać mnie o to bym dał następcy tronu spokój. - zaśmiał się i przygryzł na chwilę dolną wargę, jakby sobie o czymś przypomniał. - Bo może nadal masz do niego słabość, co Mai? - zakpił nie mogąc powstrzymać chichotu, który cisnął mu się na usta. Zawsze bawiło go to, że jako mała dziewczynka wręcz uciekała na widok chłopaka, który głównie i tak spędzał czas ze swoją matką. Kastor nie spodziewał się mimo wszystko tego by dziecięce uczucie zdołało przetrwać tyle czasu, ale zawsze mógł się mylić, nie żeby go to interesowało. Miłosne anonse nie wchodziły w wąski skład jego zainteresowań.
W miejsce gdzie przed chwilą znajdowała się jeszcze twarz Mai patrzył przez kolejne kilka sekund. Dopiero chłodny podmuch wiatru, który wpadł do jaskini przez szczelinę zmusił go do działania. Na jego twarzy nie było już uśmiechu, kąciki jego ust automatycznie opadły na dół przypominając sobie czasy, nie tak dawno temu, kiedy na jego twarzy można było dostrzec jedynie złość i irytację, z którą dumnie się obnosił. Coś na wzór tamtego obrazu można było dostrzec i teraz, chociaż wcześniej ów uczucia miały swoje pokrycie w nadziei spowodowanej jasno wyznaczonym celem, teraz był to po prostu ponury grymas będący odzwierciedleniem tego co myśli o jej czynach. Obojętność, którą zaprezentowała, była najgorszą z możliwych odpowiedzi na jego słowa, wolałby zobaczyć złość, nienawiść, bo to nie one były przeciwieństwami jego uczuć, a właśnie obojętność. Z tego powodu w milczeniu ruszył w kierunku szczeliny, której szerokość wynosiła około ćwierć metra w najszerszym miejscu. Wsunął ręce w przestrzeń i mocno wczepiając palce w skały pociągnął z całej siły. Kamień wydawał mu się kruchy, jednak nie ustąpił tak łatwo, jak Zuko mógł przepuszczać. Dopiero za trzecim razem, gdy zaklął pod nosem, wejście zaczęło się poszerzać. Nie zwrócił uwagi na niewielkie ranki, które zaczęły pojawiać się na jego rękach z każdą kolejną próbą utorowania im przejścia. Drobne rozcięcia na dłoniach były jedną z najmniejszych ran, jakich w życiu przyszło mu się nabawić, stąd jego odporność na i tak niewielkiego gabarytu ból.
OdpowiedzUsuń- Nie dasz rady iść z tą raną – stwierdził rzeczowo dopiero teraz odwracając głowę tak, by móc na nią spojrzeć. Czuł się zdradzony, oszukany, zawiedziony, z tego powodu zachowywał się nieco jak dziecko, którego duma została urażona. Zuko do tej pory w wielu aspektach przypominał przecież małego chłopca, chyba nie miał czasu na to by wystarczająco nacieszyć się dzieciństwem co do tej pory odbijało się na jego zachowaniu. Tylko że podejrzewał, iż większość osób na jego miejscu zareagowałoby podobnie, za bardzo zależało mu na Mai by nie przejąć się jej słowami. - Azula zacznie dopytywać co się stało, wiesz o tym. Musisz pójść do lekarza i wypocząć, nie sądzę by moja siostra wszczęła poszukiwania, nie interesujesz jej na tyle by postawiła Ba Sing Se do góry nogami – ciągnął w taki sposób, jakby opowiadał o pogodzie na zewnątrz. Gdy szczelina była już na tyle szeroka by mogli się przez nią wydostać, Zuko wychylił głowę i zamarł na krótką chwilę. Głośno przełknął ślinę i wolno odwrócił się w stronę swojej towarzyszki.
- Jesteśmy za miastem. Właściwie to... dosłownie przebywamy w jego murach. - powiedział słabo i oparł się ręką o ścianę. I jak mieli teraz wrócić?
Zuzu
Wszystko potoczyło się naprawdę szybko. W jednej chwili znajdował się w jaskini i próbował przemawiać do Mai by nie ważyła się zamknąć oczu, a w następnej został wyciągnięty przez dwójkę zaskoczonych strażników i odeskortowany do miasta. Stryj postarał się zatuszować całą sprawę, gdyż Zuko uważnie rozglądając się po centrum nie zobaczył na żadnej z tablic listu gończego, czy chociażby wzmianki na ich temat. Problem w tym, że nie zobaczył również samego Iroha, obojętnie ile osób wypytywał rezultat był ten sam – brak odpowiedzi. Właściciel herbaciarni wydawał się równie zdruzgotany, gdyż bez byłego generała, konesera herbaty, interes szedł fatalnie. Zuko obiecał, że go odnajdzie, chociaż głównie składał tę obietnicę samemu sobie. W dzień próbował dowiedzieć się czegokolwiek na temat stryja, a w nocy przesiadywał w szpitalu, u Mai. Tak minęły trzy najgorsze doby w jego życiu. Zaczynał tracić nadzieje na to, że Iroh nadal przebywa w Ba Sing Se, a Mai kiedykolwiek się obudzi. Z całych sił nie dopuszczał jednak do siebie tych myśli, w innym wypadku pozbyłby się celu, a ten był jedynym który zmuszał go do normalnego funkcjonowania.
OdpowiedzUsuńBezszelestnie wszedł przez okno i zajął swoje stałe miejsce pod ścianą. Nie było możliwości by ktokolwiek go tutaj zobaczył, chociaż i tak nie podejrzewał by o tej porze mógłby zastać tutaj nowego pacjenta, czy odwiedzającego. Wyciągnął z miski stojącej na szafce pomarańcze i zajął się obieraniem jej. Nie do końca rozumiał ideę przynoszenia jedzenia nieprzytomnej osobie, jednak jego żołądek wcale nie protestował. Przez natłok zajęć zdarzało mu się zapomnieć o czymś tak błahym jak zaspokojenie głodu, o czym przypomniał sobie dopiero teraz, gdy zapach obieranego owocu rozniósł się po pokoju. Zdążył zjeść zaledwie połowę kiedy usłyszał skrzypienie szpitalnego łóżka. Zaskoczony upuścił trzymane w jednej dłoni obierki i przez dłuższy moment wpatrywał się w Mai. Teraz było już za późno by niezauważenie ewakuować się z pokoju, na konfrontację również nie miał jednak ochoty. Z cichym westchnieniem odłożył owoc na szafkę i podszedł bliżej kładąc sobie palec na ustach.
- Zwabieni dźwiękiem mogą przyjść w każdej chwili – szepnął wskazując na drzwi, za którymi nadal paliła się świeca. Za trzydzieści minut zgaśnie, a pomocnica medyka wyjdzie i wróci dopiero po południu. - Jak się czujesz? - zapytał, a mimo starań by tak nie było, w jego głosie zabrzmiała troska.
Zuzu
buhahaha.
OdpowiedzUsuńto ja. c: