If I die young bury me in satin
Lay me down on a bed of roses
Sink me in the river at dawn
Send me away with the words of a love song
The Band Perry - If I Die Young
Imiona: Atar Brighit
Nazwisko: Van Lavera
wywodzi się z bogatej rodziny uprzywilejowanej | jedna z dowódców wojsk
20 lat | 14 lutego | wodnik
szlachetnie urodzona | porwana | uratowana | służąca mężczyźnie, który nawet nie chciał kiwnąć palcem by ją bronić | władająca magią energii
Każdy człowiek ma jakąś historię. Ona też ma. Taką prostą i nawet nie tak bardzo skomplikowaną: urodziła się właściwie pod dachem Ozaia, gdyż jej ojciec był jednym z jego niewielu przyjaciół a do tego doradcą. Dlatego też dziewczyna w swoim dzieciństwie bardzo dużo swojego czasu spędzała razem z Kastorem oraz Zuko - nienawidzącymi się przyjaciółmi. W sumie na początku byli lepszymi przyjaciółmi, ale z czasem coś się popsuło. Następnie Zuko wygnali, a w jakiś czas po tym Atar została porwana "przez tych od wody". Na nic się zdały prośby ojca dziewczyny - Ozai postanowił nie zawracać sobie nią głowy, a ojciec - jako dobry doradca i mieszkaniec ziem - uszanował decyzję. Jaki ojciec może uszanować taką decyzję?! Ano jej ojciec. Cztery lata spędziła spędziła w niewoli - w niewielkiej celi, którą scharakteryzować by można było, jako: obskurna, przemoczona i nie nadająca się do stosowania magii ognia - przykuta łańcuchami.
Kiedy została uratowana przez Kastora i Zuko nie była w stanie stać na własnych nogach. Zuko był wtedy już na wygnaniu. Rozmawiali dłuższą chwilę, nim ich drogi znów się rozeszły, a dziewczyna poszła w ślad za Kastorem. Szybko wracała do zdrowia, a jeszcze szybciej do władania mieczem oraz ogniem. Z powodu czteroletniego zastoju dopiero po jakimś czasie zauważono, że dziewczyna włada Magią Energii - kolejne lata zajęło jej kontrolowanie tego, co nadal nie wychodzi jej w stu procentach. No ale do tego ma Kastora, który chwali się często tym, że nawet drugi Mag Energii nie jest w stanie przygasić jej ognia, a on - zwykły mag - jest.
Dziewczyna jednym z dowódców armii ognia - tego jeszcze nie było. Ale jest. Atar charakteryzuje zaciętość, niekonwencjonalność, upór i wrodzony egoizm. Uważa że człowiek ma tyle słabości, ile ludzi zna - co doskonale sprawdza się w jej przypadku. Jest w stanie wprowadzić sztylet w ciało każdego, zabić bez wyrzutów sumienia każdego - do momentu w którym nie zna jego historii. Wówczas nocami potrafią śnić jej się ofiary, a także ich rodziny - jeżeli rzeczywiście zabiła. Jest bardzo emocjonalna i wbrew pozorom wrażliwa. Pewnie podejmuje swoje decyzje. Czy coś jeszcze można o niej powiedzieć? Monogamistka. Uważająca zdradę w jakiejkolwiek postaci za najbardziej haniebną i nie wybaczalną.
kobaltowe oczy, które w czasie używania ognia płoną na czerwono | ciemne włosy | jasna karnacja
posiada czarnego wilkora - Hamleta | posiada starszego brata | wszystkie miecze, którymi włada mają własne imiona | bawiąca się swoim nieśmiertelnikiem, kiedy jej się nudzi | nie znająca się właściwie na niczym co przystoi kobiecie
A penny for my thoughts, oh no I’ll sell them for a dollar
They're worth so much more after I’m a goner
And maybe then you’ll hear the words I been singin’
Funny when you're dead how people start listenin’



[NARESZCIE. <3
OdpowiedzUsuńWątek, koniecznie. To mam taki pomysł, że Atar, Kastor i Lanis wpadli do Ba Sing Se na wypasionym okręcie. W końcu dowódcy, więc muszą mieć dobre łodzie. Zuko widząc go zacumowanego w porcie, wkradnie się. Będzie chciał podsłuchać jakieś newsy o Ozaiu lub zabrać sobie broń. No, i natknie się na Atar. Co Ty na to?]
Zuzu
Zuko od dawien dawna nie widział w porcie zacumowanego okrętu floty ognia. Przede wszystkim dlatego, że Ba Sing Se było zamkniętym przed światem miastem. Tutejszy król nie wiedział nawet o toczącej się wojnie, więc Zuko uznał, że właściwie nic nie jest już w stanie go zadziwić. Za sznurki pociągał jego wierny doradca, który prawdopodobnie prowadził szemrane interesy z Narodem Ognia. Zuko podejrzewał, że ów statek może wieźć na swoim pokładzie coś istotnego, coś ważnego dla samego królewskiego doradcy, skoro pozwolili mu tutaj zacumować. Książę nie zwlekał więc zbyt długo, po kilku godzinach zaczął planować włamanie na pokład w tajemnicy przed stryjem, który nie wiedział w ogóle o przyjeździe rodaków do tego miejsca. Skąd miałby, skoro całymi dniami przesiadywał w herbaciarni zbijając fortunę dla żądnego sławy i jeszcze większych pieniędzy właściciela. Zuko kochał swojego stryja – prawdopodobnie jako jedną z dwóch osób na świecie, ale do tej drugiej się nie przyznawał – jednak widok byłego bohatera Narodu Ognia serwującego herbatę nieco go irytował. Zastanawiał się, jak można upaść tak nisko i na dodatek znosić swoje poniżenie z emanującą wręcz dumą. Zuko nie potrafił, właśnie dlatego miał zamiar dostać się na ten cholerny okręt i dowiedzieć się czegokolwiek przydatnego na temat jego ojca, czy siostry, która przecież również tutaj przebywała. Istniała szansa, że statek pełen wyszkolonych żołnierzy znalazł się tutaj z jego powodu, ale to był ten najczarniejszy scenariusz, którego nie chciał póki co brać pod uwagę.
OdpowiedzUsuńStojąc na drewnianym molo, chłopak zaczerpnął wieczornego, morskiego powietrza. Upewniając się, że jego dwa miecze są na swoim miejscu niezauważony wspiął się po łańcuchu kotwicy wprost na pokład. Zręcznie wyminął dwóch strażników gawędzących o tutejszych kurtyzanach i udał się dalej, nieco w głąb. Stąpał wolno po rozgrzanej wieczornym słońcem metalowej podłodze zastanawiając się, czy od jego ostatniej podróży takim okrętem coś zmieniono w ich układzie. Miał nadzieję, że nie, ponieważ główna kajuta znajdowała się dokładnie pod nim. Już miał zamiar przykucnąć by wybadać podłoże, jednak nagłe warknięcie wyprowadziło go z równowagi. Odwrócił się gwałtownie obdarzając niewyraźny kontur postaci zdziwionym spojrzeniem.
Zuko
[Bu<3
OdpowiedzUsuńPrzyszłam po obiecany od dawna jakikolwiek wątek:D]
Mai
Kastor uważnie rozglądał się po okolicy co rusz drapiąc się po piersi. Nienawidził strojów mieszkańców Królestwa Ziemi, jednak wiedział, że ubrani w zbroje żołnierskie Narodu Ognia skazywali się na samobójstwo. Ci ludzie nienawidzili ognia, a Kastor w tajemnicy wcale im się nie dziwił, chociaż ukrywanie tego przychodziło mu z dużą łatwością. Od dziecka uczył się tego, jak powinien wyglądać lojalny królestwu żołnierz, sprawdzał się w tym stereotypie niemalże stuprocentowo.
OdpowiedzUsuńZdziwiony spojrzał na Atar, która wpatrywała się w niego z istną fascynacją i uniósł brwi ku górze. Z cichym westchnieniem, które mimowolnie wyrwało się z jego ust, spełnił polecenie dziewczyny. Teraz miała zdecydowanie lepszy widok niż poprzednio, aczkolwiek ludzie idący za nimi spoglądali na tę scenę ze zdziwieniem.
- Nie kręć się tylko za bardzo. Ostatnie na co mam ochotę to nastawianie sobie barku. - dodał jeszcze na tyle głośno by przekrzyczeć tłum. Zmusił ją do pochylenia się nieco i zniżył ton by tym razem nikt niepożądany nie mógł usłyszeć jego głosu. - Awatar musi tutaj być, to festiwal na jego cześć, nie wypada mu się nie pojawić. Nie reaguj tylko zbyt nerwowo na jego widok, nie bądź zbyt pewna siebie, wiesz, że wtedy nas zabiją. - zakończył cierpkim uśmiechem i rozejrzał się dookoła.
- Znasz mnie bardzo dobrze i wiesz, że mi nie zależy – odpowiedział uprzejmie co rusz rozglądając się wokoło. Być może miał obsesję na punkcie bezpieczeństwa, jednak czuł się nieswojo przebywając w towarzystwie tylu magów ziemi, którzy gdyby tylko poznali ich prawdziwą tożsamość zmietliby oboje ze śmieszną łatwością. Nawet magia energii Atar na niewiele by się tutaj zdała, była to potężna i mistyczna sztuka, której opanowanie wymagało lat, a dziewczyna jakoś nie paliła się do szkolenia. Gdyby on posiadał taki dar dobrze by się nim zajął... Był nieco zazdrosny, trzeba przyznać, ale nie ukrywał tego.
OdpowiedzUsuń- Atar, ty nie wiesz co robisz – powiedział uszczypliwie i poklepał ją przyjacielsko po kolanie. - Jesteś porywcza i często nie myślisz. Szkoda, że nie ma z nami Lanisa, on potrafiłby ci przemówić do rozsądku. - zakończył rozbawiony uśmiechając się. Lubił dogryzać tej dziewczynie, zwłaszcza, że próbował również w jakiś sposób rozluźnić atmosferę. Nie do końca wiedział bowiem co zrobią, gdy w końcu natkną się na Awatara, powinni go pojmać, gdy nadarzy się ku temu dogodny moment? Co jeśli jednak ten nie nadejdzie? Lord Ozai będzie poważnie zawiedziony, a pomimo wszystkich wątpliwości, które Kas żywił w kierunku jego osądów, zawsze pozostawał wierny władcy i nie chciał nadwyrężyć jego zaufania.
- Ci tutaj potrafią urządzać imprezy. Też masz takie wrażenie, że Naród Ognia jest przy nich... smutny? - zapytał nagle nie wiedząc skąd do głowy przyszło mu to pytanie. - Mam dość, napatrzyłaś się już, złaź.
Być może był głupcem skoro włamał się na okręt należący do floty ognia, jednak co tak naprawdę miał do stracenia? Na dodatek Zuko był zbyt pewny siebie by przepuszczać, że może odnieść w tym temacie porażkę. Dlatego w milczeniu wpatrywał się w Atar, której twarz ujawniło mu światło, gdy zbliżyła się trochę bliżej. Jego brwi drgnęły nieco, jakby w geście zdziwienia chciały unieść się ku górze, jednak zostały powstrzymane. Nie dał po sobie poznać niczego, tępo i beznamiętnie wpatrywał się w jej posturę przybierając przy tym dość lekceważącą postawę. Nie obawiał się niczego z jej strony, znał jej słabe punkty, w razie potrzeby wiedział gdzie uderzyć, żeby zabolało. I choć nowy Zuko starał się ograniczać użycie przemocy do minimum, to Atar znała dawnego księcia, którego spora część nadal przecież w nim tkwiła.
OdpowiedzUsuń- Nawet ty – odezwał się ponuro, przerywając ciszę zagłuszaną jedynie krokami zwierzęcia i śmiechem strażników w oddali. - Przybyłaś po to by zaprowadzić mnie do ojca? - zapytał pomimo tego, że doskonale znał odpowiedź na to pytanie. Wpatrywał się w końcówkę sztyletu, który znajdował się zaledwie kilka milimetrów od jego ciała i poczuł, jak zimna kropla potu spływa po jego karku. Czyżby ich rozłąka była na tyle długa, by Zuko zaczął obawiać się, iż Atar naprawdę może pozbawić go życia?
Zuko
- Dobrze wiesz, że Awatar jest dla władcy ważniejszy niż jego własny syn – powiedział Kastor z dziwnym błyskiem w oczach. - Jeśli przyprowadzimy go do Ozaia będziemy pławić się w luksusach do końca życia, a podręczniki od historii na pewno nie ominą naszych imion. - ciągnął w gwoli wyjaśnienia nie rozumiejąc, jak Atar może być tak niedomyślna. Lubił to jej dziecinne zachowanie, ale czasem denerwował go ten brak dedukcji. Chociaż sympatia i tak przecież miała silniejszy głos w tej kwestii.
OdpowiedzUsuń- Dam radę! - przerwał jej zanim zdążyła powiedzieć coś więcej i wyprostował się odruchowo. Żadna dziewczyna nie będzie mówić mu co może, a czego nie! Prychnął pod nosem jakieś bluźnierstwo i uniósł ciemną brew słysząc kolejne słowa padające z jej ust. Nie do końca podzielał jej zdanie, przez co zasępił się na niedługą chwilę ważąc na to by starannie dobierać słowa. - Tylko nie wiem po co właściwie są te wszystkie wojny. - mruknął ledwie słyszalnie niepewny tego, czy Atar w ogóle go usłyszała. Nigdy nie sprzeciwiał się jawnie władcy, dziewczyna mogłaby więc dziwnie przyjąć jego nagłą zmianę, która od dawien dawna siedziała w środku Kasa, po prostu tłamsił ją najlepiej, jak tylko potrafił.
- Myślisz, że kiedy wrócimy z Zuko i Awatarem to zorganizują dla nas paradę? - zagaił nagle i uśmiechnął się szeroko na samą myśl.
Administracja wita z dużym opóźnieniem i życzy dobrej zabawy.
OdpowiedzUsuń[zgadłaś xD miało być napisane że to wilk, ale w karcie było już wcześniej że wilkor i nie zmieniłam bo szczerze mi sie nie chciało i zapomniałam o tym xDDD
OdpowiedzUsuńmożna zrobić jak najbardziej że zwierzaki rzuciły się sobie do gardeł i nasze postacie mogą sie znać. Może kiedyś spotkali sie przypadkiem bo Xander ma taki zawód że niekiedy trzeba z kimś współpracować.
niestety na gg nie napiszę bo mój komputer robi straszny bunt gdy tylko się próbuje włączyć gadu. Któregoś dnia spróbuję coś z tym zrobić, ale dziś nie mam siły xd]
[ja właśnie chyba postać usuwam z Akademii, jakoś mi nie przypasowała i postać i blog xd
OdpowiedzUsuńzacznę wątek tutaj, ale jutro. Dziś jestem już całkiem pozbawiona weny, mogę jedynie odpisywać bo to mi wychodzi w miarę ;P]
- Oboje się w nich pławimy, Atar – przypomniał jej i przewrócił oczami na samo wspomnienie rodzinnego domu. - Różnica między nami jest jednak taka, że tobie podoba się uzależnienie od rodziców, ja chcę zapracować na swój prywatny luksus. - zwrócił się do niej nieco uszczypliwie, jednak na jego ustach nadal błąkał się ironiczny uśmiech. Sam początkowo pławił się w świetle, który jasnym blaskiem płynęło na nazwisko jego rodziny, jednak po jakimś czasie mocno zaczęło mu ono ciążyć. Wiedział, że jego ojciec i matka nie zdobyli szacunku ludu oraz – co istotniejsze – władcy, w honorowy i godny sposób. Jak więc Kastor mógł cieszyć się złotem splamionym krwią?
OdpowiedzUsuńOdwrócił się gwałtownie posyłając bezpruderyjnemu mężczyźnie nieprzyjemne spojrzenie. Ten zdziwiony reakcją chłopaka szybko oddalił się w przeciwną stronę. Kas nienawidził tak szczeniackiego zachowania i gdyby nie to, że Atar nadal kopała go kolanami po barkach przyłożyłby nieznajomemu w stylu magów ognia. Dobrze więc, że dziewczyna nawet o tym nie wiedząc powstrzymała go przed wykonaniem tego kroku. Nie lubił, gdy ktoś dotykał jej w ten sposób, gdy ktoś dotykał jakiejkolwiek kobiety w ten sposób.
- Wszędzie zdarzają się takie ewenementy, Atar. - musiał przyznać. W Narodzie Ognia najwięcej, ale to już przemilczał. - Nikt nie powiedział, że nie możemy dobrze się bawić szukając Awatara. - dodał jeszcze i uśmiechnął się szeroko zwracając głowę w stronę tańczących ludzi.
- Jak to co? Mam ochotę zatańczyć, złaź Atar – powiedział i tym razem nie czekając na jej reakcję podniósł ręce do góry by chwycić ją w pasie i ostrożnie postawić na ziemi, niczym małe dziecko. Dla własnego dobra zignorował cały jej wywód na temat planowanego małżeństwa, skoro ich stosunki były czysto przyjacielskie to przecież nie mógł się niczym zdradzić. Westchnął więc jedynie na tę myśl, lecz szybko zbył jakiekolwiek zirytowanie uśmiechem i pociągnął ją w stronę bawiących się. W pobliżu nie było Awatara, dlaczego nie mogli więc poświęcić chociaż chwili na dobrą zabawę? Zwłaszcza, że Kastor uwielbiał dobrze się bawić, a tańce niezaprzeczalnie zaliczały się do tej kategorii. Dlatego nie czekając na jej reakcję, czy zaproszenie ze strony tańczących wskoczył do koła, gdzie został natychmiastowo powitany przez innych. Podobała mu się otwartość ludzi ziemi, którzy zdawali się tryskać niezłamanym optymizmem. Naród Ognia nie zdołał przecież opanować Ba Sing Se, a jednak Kastor wiedział, że Lord Ozai ma co do tego wielkie plany.
OdpowiedzUsuń- Nie mów, że nie umiesz tańczyć – rzucił zaczepnie w stronę Atar, która nadal stała w bezruchu. Początkowo kroki sprawiały mu trudność, jednak wystarczyło dać ponieść się rytmowi by bez problemów zrozumieć całą sekwencję. Chwycił dziewczynę za rękę by obrócona ostatecznie wylądowała mu w ramionach. - Nam też należy się odpoczynek.
Przewrócił oczami dając jej tym samym znak, że to bez znaczenia. Prawda, czułby się zaszczycony, gdyby jego nazwisko znalazło się w księgach, z których uczyli się młodzi potomkowie Narodu Ognia, jednak na dłuższą metę w ogóle zależało mu na tym by coś osiągnąć. Jego ojciec zawsze tonął w blasku niesłabnącej sławy i chwały, Kastor nauczony był więc tego, że musi stanąć na tym samym szczeblu drabiny lub piąć się w górę. W innym wypadku przyniósłby własnemu rodowi hańbę, a to byłaby najgorsza rzecz, jaka tylko przychodziła mu na myśl. Plama na honorze zrobiła z odważnego i znanego na całym świecie księcia Zuko wygnańca. Nie miał zamiaru pozwolić na to by jego spotkał podobny los, to byłoby zbyt bolesne doświadczenie, z którym prawdopodobnie by sobie nie poradził.
OdpowiedzUsuńAle teraz jego myśli zaprzątało coś zupełnie innego – dobra zabawa. Na statku nie mieli ku temu zbyt wielu okazji, nikt z żołnierzy nie potrafił grać na rogu Tsungi, a bez tego elementu nie można było nawet urządzić tańców! Zresztą co to byłyby za tańce z jedną kobietą na pokładzie i grupką kurtyzan, które napataczały się od czasu do czasu. Bezkresny ocean i wojna nie były dobrym miejscem dla delikatniejszej z płci, ale Atar radziła sobie naprawdę nieźle, a Kas ją za to podziwiał. On czasem miał ochotę wyjść z siebie na myśl o spędzeniu kolejnej godziny na tej bujającej się, metalowej łajbie, ale chłodne kalkulowanie, którego był uczony, szczęśliwie go przed tym powstrzymywało.
- W takim razie będziemy beznadziejni – przyznał w odpowiedzi uśmiechając się przy tym zawadiacko. Gdyby w tej sytuacji nakrył ich Lanis prawdopodobnie dostaliby porządną reprymendę za „robienie głupot zamiast szukanie celów”. Ale kto by się tam nim przejmował.
Skrzywił się mimowolnie z trudem powstrzymując przed wyrwaniem Atar ręki z barku. Nienawidził, gdy ktokolwiek dotykał jego twarzy, gdy ktokolwiek chociaż zbliżał dłoń w stronę jego blizny. Był na jej punkcie przeczulony, i choć przestała boleć go już lata temu, nadal czuł wzbierającą panikę na myśl, że ktoś mógłby jej dotknąć. Początkowo miało to swoje pokrycie w strachu, aktualnie jednak było to zwykłe przyzwyczajenie. Dlatego obrzucił jedynie Atar złowrogim spojrzeniem przymrużonych oczu i skrzywił się mimowolnie. Obserwując ją uważnie widział, że zmieniła się od ich ostatniego spotkania, nie była już dzieckiem, nie była tą samą osobą, którą zostawił na pomoście, gdy wsiadał na statek i się z nią żegnał. Nie była nawet tą samą osobą, którą później wraz z Kastorem odbił ludziom z północnego Plemienia Wody. Wtedy widzieli się po raz ostatni, bardzo krótko, ale on doskonale pamiętał to spotkanie.
OdpowiedzUsuńUśmiechnął się kącikiem ust, gdy wilkor podbiegł do niego. Dobrze pamiętał to zwierze, które gdy był dzieckiem potrafiło położyć go jednym skokiem. Poklepał go po głowie uznając, że Hamlet zmienił się znacznie mniej niż Atar co przyjął z pewną dozą ulgi. W końcu nie chciał robić sobie wrogów wśród niebezpiecznych stworzeń.
- Zdrajca – powtórzył Zuko, gdy dziewczyna skierowała tę obelgę w stronę zwierzaka. Wypowiedział to krótkie słowo z doskonale słyszalną ironią. Z jego twarzy w jednej sekundzie zniknął uśmiech, a pojawiła się złość. Z trudem powstrzymywał się przed tym by nie podnieść głosu. - Ryzykowałem dla ciebie życie, a ty tak mi się odwdzięczasz,przyjaciółko. - syknął nieprzyjemnie nie spuszczając z niej wzroku.
Zuzu
Konkurs tańca nawet nie wpadł mu do głowy, były to tak przyziemne, odległe rzeczy, że Kastor zasępił się na krótką chwilę. Rozglądając się dookoła miał wrażenie, że ci wszyscy ludzie pomimo wizji, iż ich miasto wkrótce może zniknąć z powierzchni ziemi byli znacznie szczęśliwsi. W Narodzie Ognia już dzieci szkolono na wojowników wyuczonych w każdym calu tego, że władca jest nieomylny i należy wykonywać oraz akceptować wszystkie jego polecenia. Z perspektywy czasu widział, że oni nie mieli dzieciństwa, przynajmniej nie takiego, które mieć powinni. Zrozumiał to kiedy kolejne uśmiechnięte i umorusane dziecko przebiegło mu właśnie przy nogach. Nic dziwnego, że tak bardzo pożądał zabawy skoro nigdy wcześniej nie była mu ona dana. I przez ostatnich kilkanaście lat nie zdawał sobie z tego sprawy.
OdpowiedzUsuń- Moglibyśmy go wygrać, ale pod warunkiem, że zastraszylibyśmy sędziów – przyznał po krótkiej chwili zadumy i uśmiechnął się szeroko. - Oh, Atar, czyżbym mógł wziąć to za komplement? Może powinniśmy zejść z tego słońca, chyba majaczysz. - kontynuował swój ironiczny wywód nadal tym samym, lekkim tonem, tak różniącym się od tego, którego używał by wydać żołnierzom rozkazy. Ta wersja samego siebie podobała mu się znacznie bardziej, jednakże idąc tym tokiem nie mógł dojść do obiektywnego wniosku.
- Tylko się nie odwracaj – szepnął wprost do jej ucha z trudem powstrzymując przed roześmianiem się. - Jeden bardzo przystojny mężczyzna właśnie zbiera się do tego by poprosić cię do tańca, a ja chyba nie dam rady wykłócać się z nim o partnerkę. - mówiąc to założył jej włosy za ucho. Sytuacja bawiła go z prostego powodu; chłopak miał nie więcej niż siedemnaście lat, jego ubiór wyglądał jakby przeszedł po nim latający bizon Awatara, a do pełnego uśmiechu brakowało mu kilku zębów. Ah, zazdrościł dziewczynie wzięcia!
Zdziwiony obserwował zaistniałą sytuację nie spodziewając się takiego obrotu spraw. Zasępił się na krótką chwilę widząc pewność siebie emanującą od niewiele starszego od niego mężczyzny, który już zachwycał Atar swoim doskonałym tańcem. Kastor miał dwie lewe nogi do tak delikatnej sztuki, zawsze lepiej szła mu walka i nie rozumiał przysłów mówiących, że te dwie rzeczy dzieli wąska linia. Nawet prozaiczny, niewymagający żadnej elegancji, tradycyjny taniec ziemi sprawiał mu pewne trudności, na które do tej pory nie zwracał jednak uwagi. Poczuł się mimo tego nieco upokorzony obserwując idealnie wymierzone kroki chłopaka, który tańczył z Atar.
OdpowiedzUsuńIgnorując dziwnie uśmiechającego się w jego stronę siedemnastolatka zwrócił się w stronę tłumu, któremu natychmiast dał się porwać. Uśmiechnięty od ucha do ucha dopiero po kilkunastu minutach postanowił dać nieco odpocząć swoim stopom i przystanął pod drzewem grzebiąc w kieszeniach. Zastanawiał się, czy był na tyle inteligentny by wziąć ze sobą jakieś monety obowiązujące w Ba Sing Se, odczuwał głębokie pragnienie. Licząc drobniaki zniecierpliwiony spojrzał w stronę Atar wykonując gest dłońmi, który miał oznaczać żeby się pośpieszyła.
- Nie mam zamiaru czekać, aż skończysz się bawić – prychnął pod nosem rozglądając się za stoiskiem. Zaprzeczał sam sobie, w końcu jeszcze przed chwilą wręcz nakazywał jej dobrze się bawić, miał jednak nadzieję, że będzie to robić w jego towarzystwie. Nie przewidział, że będzie musiał konkurować o spędzanie czasu ze swoją przyjaciółką z jakimś przystojnym, najwyraźniej czarującym i dobrze tańczącym magiem ziemi... No skandal, a on wcale nie był zazdrosny!
Lekko rozgniewany spojrzał na leżące na ziemi monety i schylił się by je pozbierać. Wiedział, że Atar wychowała się w luksusach i nie przywiązywała do pieniędzy zbyt dużej wagi, podobnie jak początkowo i Kastor. Podróże i doświadczenie nauczyły go jednak tego, że w jednej chwili pełna złota sakiewka może wyparować i już nie wrócić. Za przykład może posłużyć ich uroczy książę, który właściwie w ciągu jednego dnia stracił wszystko. Kas chcąc, nie chcąc zaczął przez to uważać na każdy krok, który wykonywał. Stał się jakby ostrożniejszy i odpowiedzialniejszy, co przeczyło jego dotychczasowej naturze rozwydrzonego dzieciaka.
OdpowiedzUsuń- Po prostu nie możemy zbyt długo przebywać w jednym miejscu. Ludzie nas zapamiętają i co będzie? I tak już zbyt wiele razy słyszałem plany miejscowych na temat zatopienia naszego okrętu – powiedział na swoje usprawiedliwienie i podążył za nią. Głównie próbował obronić swoją męską dumę tym wytłumaczeniem, jednak czaiła się w nim odrobina prawdy. W zwykłym, zielonym stroju przypominał zwyczajnych mieszkańców, więc udało mu się podejść na tyle blisko by podsłuchać kilka z takich rozmów. Sam później dziwił się sobie, że nie zareagował w żaden sposób.
Rozglądając się dookoła zauważył, że zgubił Atar w tłumie. Westchnął ciężko zastanawiając przy tym czemu ta dziewczyna nie może się pilnować, a następnie podszedł do jakiegoś straganu. Starsza kobieta obwieszona koralikami zachwalała jakość swoich wyrobów podtykając mu pod nos coraz to inne bransoletki i naszyjniki. Jedna z ozdób szczególnie przykuła jego uwagę, była to bransoletka z licznymi, kolorowymi paciorkami i drewnianym, rzeźbionym wizerunkiem wilka. Uśmiechnął się kącikiem ust i wręczył sprzedawczyni trzy złote monety w zamian za ten element biżuterii. Teraz pozostawało mu tylko znaleźć Atar, co okazało się zadziwiająco łatwe.
- Powinniśmy ustalić jakiś znak, gdy się rozdzielimy. I nie, wystrzelenie ognistej racy nie wchodzi w grę – uprzedził od razu i z szerokim uśmiechem pomachał jej bransoletką przed oczami. - Przypomniało mi się również, że nie mamy stąd żadnych pamiątek.
Uśmiechnął się lekko słysząc jej uwagę i przyłożył bransoletkę bliżej własnej twarzy. Wiedział, że się z nim droczyła, aczkolwiek on sam nigdy nie był najlepszy we wręczaniu prezentów, więc miał zamiar zrobić to samo.
OdpowiedzUsuń- Naprawdę? To chyba jednak to nie jest mój kolor – przyznał w zadumie. - Może sprzedawczyni zgodzi się na wymianę... Chociaż do twoich pasowałaby całkiem nieźle, na dodatek lubisz wilki, może chcesz ją zatrzymać? - zaproponował rozbawiony i nie czekając na odpowiedź uniósł jej dłoń by móc zawiązać bransoletkę na nadgarstku. Nie mówił niczego wpatrując się w jej oczy, a gdy w końcu otworzył usta by dodać coś jeszcze; tłum skutecznie go zagłuszył. Kastor zaskoczony spojrzał w stronę widowiska szukając źródła tego dzikiego, ale wesołego ryku. I udało mu się.
- To jest Awatar! - powiedział podekscytowany w jednej chwili tracąc całe swoje zainteresowanie Atar. Ci mężczyźni, pomyśleliby niektórzy. - Patrz, jest tutaj! Nareszcie! Teraz pozostaje nam tylko czekać aż znajdzie się w jakimś bardziej ustronnym miejscu. - kontynuował tym samym, entuzjastycznym tonem nie biorąc pod uwagę tego, że Awatar nie da się tak łatwo złapać. W końcu wielu lepszych od nich próbowało schwytać owego nastolatka, ale Kastor był dobrej myśli. W końcu co mogłoby pójść nie tak? Mieli do dyspozycji własną armię, wystarczyło więc jedno wezwanie by wszyscy żołnierze, nad którymi sprawowali pieczę zjawili się w pobliżu.
- Lord Ozai padnie nam do stóp, gdy dostarczymy mu to trofeum. - dodał jeszcze i szturchnął Atar łokciem.
Patrzył na nią wzrokiem pozbawionym wyrazu i pokręcił głową słysząc kolejne słowa padające z jej ust, kolejne oskarżenia rzucane pod jego adresem.
OdpowiedzUsuń- Jak możesz tak mówić? - zapytał z wyraźnie słyszalnym niedowierzaniem. - Jak mogłaś oczekiwać, że po moim wygnaniu będę w pełni dyspozycyjny do towarzyskich spotkań! Nie mogłem wrócić do domu Atar, nie mogłem nawet zbliżyć się do niego! - tym razem prawie krzyczał, chociaż ostatecznie powstrzymywał się przed podnoszeniem głosu by nie zwrócić na siebie zbędnej uwagi. Wprawdzie Atar mogłaby w jednej sekundzie zawołać straże i z ich pomocą powalić go na ziemię, ale nie chciał jeszcze bardziej kusić losu... Zwłaszcza, że jakaś część jego samego kazała mu naiwnie wierzyć, że w tej dziewczynie nadal jest ta osoba, z którą niegdyś bawił się i droczył w pałacowych ogrodach.
- Nie masz prawa mieć do mnie pretensji, ale ja mam prawo mieć je do ciebie! - syknął na tyle chłodno, że gdyby był magiem ziemi to woda wokół niech zamieniłaby się w lód. Zamiast tego poczuł pieczenie w okolicach dłoni, które samoistnie zaczęły wytwarzać ogień, który ostatecznie powstrzymał. Nienawidził, gdy tracił kontrolę nad własnymi emocjami. - Nie pomogłaś mi w żaden sposób, przyznaj to. Zabawiałaś się z Kastorem i Lanisem robiąc nie wiadomo co i zapomniałaś o mnie. - zaśmiał się lekko, a tym razem jedyne co Atar mogła usłyszeć to wyrzut. Tak, miał jej to za złe i nie planował się z tym w żaden sposób kryć.
Zuzu
Od czasu gdy pojawił się w mieście miał strasznie dużo czasu, jednak z wilkorem na spacer wybierał się bardzo rzadko.
OdpowiedzUsuńWest był nadpobudliwym zwierzakiem, bo inaczej określić go nie potrafił. Ciągle gdzieś znikał mu z oczu, więc po jakimś czasie Volpe nie biegał nawet szukając go, tylko gwizdał wiedząc że pupil przylezie sam.
Tym razem jednak nie było go jakieś 15 minut.
- West ! - krzyknął i zagwizdał na palcach, chwilę później usłyszał warczenie i to nie jednego wilkora. Pobiegł w tamtą stronę. Widok jaki zobaczył trochę go rozbawił.
Nie ma to jak bić się o kobietę, albo w tym przypadku wilczycę.- West, do mnie - powiedział z niepokojącą nutą w głosie. Zwierzak jednak zajął się atakowaniem przeciwnika, przerwał i odpuścił gdy Xander zbliżył się.
Chłopak spojrzał z niezadowoleniem na białe futro teraz w paru miejscach czerwone.
[ Oh, naturalnie. :3 Kay naturalnie nie lubi Magów Ognia, więc nie będzie patrzyła przychylnym okiem na Atar. Szczerze mówiąc przeczytałam Twoją kartę dwa razy szukając jakiegoś punktu zaczepienia, ale nic takiego nie znalazłam. Eh, myślę i główkuję, ale jeżeli Ty miałabyś jakiś pomysł to ja bym zaczęła. ]
OdpowiedzUsuń- Nie afiszuj się tak z tą zabawką, Atar – powiedział obserwując błyszczącą w świetle słońca stal jej sztyletu. Piękego i kunsztownego, Kastor już dawno nie widział tak idealnie wyważonej broni i zastanawiał się często czy ów większego kalibru scyzoryk był wojennym łupem, czy prezentem od ojca. Trzeciej opcji nie brał pod uwagę, a zapytać jakoś nigdy nie przyszło mu jeszcze do głowy. Odwrócił się na pięcie by wepchnąć w skandujący imię Awatara tłum, jednak zaskoczony szybką zmianą decyzji Atar, pobiegł za nią. Nie posiadał wrodzonej dziewczęcej zwinności oraz gracji, ale udało mu się wejść po skrzyniach na spadzisty dach, o którego komin oparł się ręką. Mrużąc oczy w obronie przed ostrym, słonecznym światłem spoglądał na szeroko uśmiechniętego nastolatka, który machał do tłumu.
OdpowiedzUsuń- TO jest najpotężniejszy mag na świecie? - zapytał z niedowierzaniem, niemalże kpiną i parsknął śmiechem. Widząc jednak miłość i cześć, którą obdarzali go miejscowi mógł domyśleć się, że brak doświadczenia i masy mięśniowej nadrabia wrodzoną... dobrocią. Każdy Awatar posiadał dobre serce, widać było to na malowidłach, słychać było to w historiach opowiadanych dzieciom, ale Aang... Aang wedlug Kastora posiadał tego znacznie więcej. Dlatego zacisnął usta w wąską kreskę i spojrzał na Atar, która stała do niego tyłem.
- To chyba mimo wszystko się nie uda – powiedział w końcu z nadzieją, że nie dosłyszy w jego głosie wahania. - Tutaj jest za dużo ludzi i wątpię by udało nam się go wyśledzić. Lepiej zajmijmy się Zuko, chodźmy stąd.
[ Może coś takiego być, czemu nie? :3 Powiedzmy, że Kay będzie sobie spacerowała, o. No i doczepi się do niej jakiś koleś, a że ona .. no nie pokazuje, że jest jakimkolwiek magiem to nie będzie się miała za bardzo jak przed nim obronić. A tu nagle BUM!, do akcji wkroczy Atar .. i ją uratuje jakkolwiek głupio to nie brzmi. XD ]
OdpowiedzUsuń- Ja? Ja się nie boję, Atar! Po prostu mam małe wątpliwości co do słuszności naszej misji – przyznał z trudem, jakby wypowiadał te słowa wbrew samemu sobie. Rzadko kiedy zdarzał się wycofywać z wcześniej podjętych decyzji, zwłaszcza jeśli mały one sposobność przysłużenia się Narodowi Ognia i samemu Lordowi Ozai. Ten byłby bowiem bardzo rad z powodu posiadania Awatara na zamku, wtedy nic na świecie nie byłoby w stanie go powstrzymać, ale czy to na pewno było coś dobrego? Kas od jakiegoś czasu coraz częściej podważał władzę Lorda Ozai wiedząc, że nie może w żaden sposób zdradzić się ze swoimi nowymi poglądami. Byłby skazany na banicję, a to i tak w najlepszym przypadku... Kary dla nieposłusznych żołnierzy były naprawdę kreatywne, a Kastor miał nieprzyjemność uczestniczyć w procesie wymierzania jednej z nich. Do tej pory budzi się czasem zlany potem na wspomnienie krzyków tamtego mężczyzny. Jego wuja.
OdpowiedzUsuń- Posłuchaj, to może zabrzmieć dziwnie, ale mam przeczucie... przeczucie, że nie powinniśmy łapać Awatara. Poczułem litość – przyznał ostatecznie nie dając poznać po sobie nic więcej, jak głębokie zamyślenie. Skupił się więc na jakimś odległym punkcie w tłumie nie pozwalając sobie na spojrzenie jej w oczy. Wiedział, że nawet wtedy nie dałaby rady odgadnąć tego co chodziło po jego głowie, ale czuł się lepiej, gdy nie kłamał jej prosto w twarz. Ostatnimi czasy coraz łatwiej przychodziło mu oszukiwanie tych, na których mu zależało, nie wiedział, czy powinien się z tego powodu cieszyć, czy nie.
Miał ochotę powiedzieć Atar o wszystkich swoich wątpliwościach, o tym co nękało go przez ostatnie tygodnie, o wewnętrznej metamorfozie, którą przechodził wbrew własnej woli. Otworzył usta, lecz żadne słowo nie dało rady z nich wypłynąć. Dlatego jedynie spojrzał na dziewczynę w przepraszającym geście, a później oparł się plecami o komin i otarł kropelki potu, które przez wysoką temperaturę pojawiły się na jego czole. Nienawidził Królestwa Ziemi tak samo jak całej reszty terytoriów tego parszywego świata, najlepiej czuł się chyba na morzu, na jego wolnych wodach, choć i tych nie pozostało przecież za wiele.
OdpowiedzUsuń- Kastor Miłosierny, wyobrażasz sobie? - zapytał i uśmiechnął się na jej słowa. Byłby chyba pierwszym przedstawicielem Narodu Ognia z takim przydomkiem. Bardzo haniebnym, jakby to zapewne określił jego ojciec. Litość nie leżała w naturze ich rodaków, przynajmniej nie w ostatnim stuleciu, dlatego pomimo uśmiechu na ustach Kas poczuł dziwny ścisk w żołądku. Nie w taki sposób miał być zapamiętany przez pokolenia.
Pomoc Atar w ucieczce z niewoli była jego samolubną zachcianką. Nic z tego nie miał, ale bezczynne patrzenie jak jej ojciec niewzruszony godzi się z decyzją Władcy Ognia Ozai, że nie będą szukać jego córki go wykańczało. Nie potrafił zrozumieć tego co kierowało mężczyzną, gdy z taką łatwością zrezygnował z własnego dziecka. Kastor nie miał zamiaru rezygnować z przyjaciółki. Wiele ryzykował, ale opłacało się pomimo tego, że nie otrzymał żadnej nagrody... Nie żeby jej oczekiwał.
- Atar, to ty zawsze wpadasz w kłopoty beze mnie. Idę z tobą, chyba, że masz dość mojego towarzystwa – powiedział zaczepnie i poklepał Hamleta po głowie. Wilkorowi nie do końca spodobał się ten akt czułości, więc posłusznie odmaszerował do dziewczyny. - Co ty niby masz do załatwienia w Ba Sing Se?
[bardzo chętnie, aczkolwiek trzeba wymyślić jakiś bardzo ciekawy wątek, nie zwykłam prowadzić nudnych i ckliwych relacji :D Z racji tego, że Twoja postać jest z Narodu Ognia, a moja postać nienawidzi tej Narodowości, może natkną się na siebie na gdzieś w okolicach bogatszej części Ba Sing Se, gdzie aktualnie moja postać przebywa? W każdym bądź razie prosiłabym o zaczęcie, bo nie jestem dobra w rozpoczynaniu ;)]
OdpowiedzUsuń