Toph Bei Fong || Niewidoma Bandytka
mała, ślepa, bezbronna szesnastolatka || mag ziemi
NAJLEPSZY mag ziemi (w tym piasku i metalu)
NAJLEPSZY mag ziemi (w tym piasku i metalu)
Ludzie chcieliby przechytrzyć przeciwnika, oszukać go. Ale nie są w stanie, bo oszukują ich własne zmysły. Za bardzo przykuwają uwagę do obserwacji, ufają swoim oczom. Szkolą się w tym i uważają się za naprawdę dobrych dopóki nie pojawi się ktoś, kto wyprowadzi ich z błędu. Upokorzy. O ile magowie są w stanie przyjąć nauczkę od starszych od siebie, o tyle nie umieją pogodzić się z przegraną z ręki dziecka. Nie takiego znowu dziecka, szesnaście lat to już jakiś wiek, jednak kalectwo sprawia, że wszyscy z automatu traktują Toph jak dziecko. To po prostu kolejny z błędów, które popełniają na prostej drodze do upokorzenia. Już samo takie myślenie sprawia, że ich los jest przesądzony, następne wydarzenia jedynie przypieczętują wyrok, jaki sami na siebie wydali. A wystarczyło, by choć raz w życiu posłuchali zamiast bezmyślnie patrzeć. Jest dobrze, kiedy potrafisz przewidzieć ruch przeciwnika na podstawie ułożenia jego ramion, ale nigdy w ten sposób nie zdołasz wygrać z kimś, kto jest w stanie przewidzieć twój ruch wyłącznie po tym, jak ustawiłeś ciężar ciała. Na tym polega siła Toph. Jednak jest to siła marginalna, jedna z wielu składowych czyniących z nią najlepszego maga ziemi. Wniosek płynie jeden, bardziej okrutny niż byśmy tego chcieli: nie wygrasz. Chyba, że nauczysz się latać.
Początki miała nie najlepsze, ciężko jest zdobyć sławę w mordobiciu, gdy od urodzenia mieszka się w najbogatszej rodzinie w Gaoling (i prawdopodobnie na świecie). Nadopiekuńczy rodzice uważali Toph za istotę zasługującą jedynie na litość i traktowali jak porcelanową figurkę, nie mając pojęcia, że w międzyczasie ich dziecko wyrosło na wybitnego maga i króluje na Arenie jako Niewidoma Bandytka. Osiągnięcie tego tytułu było tak trudne, jak wskazuje na to fakt, że nikt tam nie wahał się walczyć z dziewczynką. Taki porządek podobał się Toph. A potem zjawił się Awatar i wszystko skomplikował. W wyniku tak zwanych wydarzeń uciekła z domu i dołączyła do Aanga, by uczyć go magii ziemi. Wkrótce potem sama odkryła magię metalu oraz przyjemność płynącą z udowodniania Socce, że jest od niego lepsza.
Ma kilka swoich sekretów, które przekazała jej ziemia. Lubi się chwalić, że słyszy nawet marsz mrówek pośród traw, ale mało komu przychodzi do głowy, że wyłapuje również zmiany w biciu ludzkiego serca - najdoskonalszy wykrywacz kłamstw.
Trzyma się blisko Aanga, Katary i Błazna, więc siłą rzeczy znalazła się w Ba Sing Se. I szczerze nie cierpi tego miasta.
Ludzie sami siebie oszukują, ale tak naprawdę przechlapane mają dopiero ci, którzy nie są w stanie zrobić nawet tego.
_____________________________________
Kanon znam pi razy oko. Możecie bić. Byle nie palić.
Początki miała nie najlepsze, ciężko jest zdobyć sławę w mordobiciu, gdy od urodzenia mieszka się w najbogatszej rodzinie w Gaoling (i prawdopodobnie na świecie). Nadopiekuńczy rodzice uważali Toph za istotę zasługującą jedynie na litość i traktowali jak porcelanową figurkę, nie mając pojęcia, że w międzyczasie ich dziecko wyrosło na wybitnego maga i króluje na Arenie jako Niewidoma Bandytka. Osiągnięcie tego tytułu było tak trudne, jak wskazuje na to fakt, że nikt tam nie wahał się walczyć z dziewczynką. Taki porządek podobał się Toph. A potem zjawił się Awatar i wszystko skomplikował. W wyniku tak zwanych wydarzeń uciekła z domu i dołączyła do Aanga, by uczyć go magii ziemi. Wkrótce potem sama odkryła magię metalu oraz przyjemność płynącą z udowodniania Socce, że jest od niego lepsza.
Ma kilka swoich sekretów, które przekazała jej ziemia. Lubi się chwalić, że słyszy nawet marsz mrówek pośród traw, ale mało komu przychodzi do głowy, że wyłapuje również zmiany w biciu ludzkiego serca - najdoskonalszy wykrywacz kłamstw.
Trzyma się blisko Aanga, Katary i Błazna, więc siłą rzeczy znalazła się w Ba Sing Se. I szczerze nie cierpi tego miasta.
Ludzie sami siebie oszukują, ale tak naprawdę przechlapane mają dopiero ci, którzy nie są w stanie zrobić nawet tego.
_____________________________________
Kanon znam pi razy oko. Możecie bić. Byle nie palić.
[Dużo gliny, ognia, wybuchów i innych takich. Sądzę, że Zuko będzie poważnie rozważał dołączenie do Team Avatar już teraz. Dlatego może sobie pomyśleć "ta mała bez butów wygląda przyjaźnie" i zacznie próbę bratania właśnie od Toph... Co raczej nie wyjdzie mu na dobre. Mogę myśleć dalej! Wena, dużo weny.]
OdpowiedzUsuńZuzu
Witamy na blogu i życzymy dobrej zabawy. Bardzo ładnie napisana karta :)
OdpowiedzUsuńLos zazwyczaj bywa nieprzewidywalny, owo stwierdzenie według Zuko nie wnosiło nic nowego. Problem w tym, że los jeszcze nigdy nie był aż tak nieprzewidywalny. Odkąd wraz ze stryjem zadomowił się w Ba Sing Se udało mu się natknąć nie tylko na własną siostrę, ale i na drużynę Avatara, która nie wiadomo jak i dlaczego również postanowiła wybrać się na wycieczkę po okolicy. Od wielu ludzi usłyszał o wielkim, włochatym niedźwiedziu, który przelatywał nad miastem z chłopakiem wymachującym bumerangiem. Ów opis pasował tylko i wyłącznie do Appy oraz Sokki, Zuko nie potrafiłby pomylić ich z nikim innym... Mimo wszystko nie miał okazji by spotkać kogokolwiek z „obrońców dobra i pokoju”. Wiedział, że Aang został zapewne przywitany przez króla i umiejscowiony w najlepszej dzielnicy miasta. Zuko domyślał się również, że honorowi, pałacowi goście nie będą mieli ułatwionego dostępu do tej pospolitszej, może nawet gorszej części miasta, w której aktualnie on się znajdował. Miał ochotę prychnąć i wywrócić oczami na samą myśl o tym, że kiedyś to on zamieszkałby w najlepszych komnatach i nie musiałby teraz zmywać szklanek po herbacie. Przerażało go to, że w jednej chwili z wygnanego księcia, który i tak nie znaczył zbyt wiele dla królestwa stał się poszukiwanym, którego prawdopodobnie miano zesłać na stracenie. Co jednak nie przeszkadzało mu w swobodnym poruszaniu się po mieście. Zauważył, że będąc anonimowym jego blizna wzbudza w ludziach dziwną sympatię, jakby dzielili podobne doświadczenia, niekoniecznie widoczne gołym okiem. Nie chciał ich współczucia, nie dlatego, że się go brzydził, ale dlatego, że czuł się winny. Z dziwnego zamyślenia wyrwał go krzyk jednego ze straganiarzy, którego towarem były niewielkie błyskotki, zapewne o niskiej wartości materialnej. Prawdopodobnie odwróciłby wzrok i poszedł dalej, gdyby złodziejaszkiem nie okazała się być sama Toph Bei Fong. Przez chwilę wpatrywał się w nią zdziwiony by następnie podejść bliżej przeciskając się przez tłum gapiów.
OdpowiedzUsuń- Może pan przestać krzyczeć? - poprosił samemu podnosząc głos by wrzeszczący mężczyzna zdołał go usłyszeć. Nie do końca wiedział co robi, jednak słowa same zaczęły płynąć z jego ust. - To był taki zakład, rozumie pan, naśmiewałem się z dziewczyny, że nie da rady ukraść niczego najczujniejszemu ze straganiarzy i za bardzo wzięła to do siebie. Może po prostu... zapomnijmy o sprawie! - powiedział i uśmiechnął się nieco krzywo, gdyż na nic lepszego nie było go aktualnie stać.
Zuzu
[To ja się przyszłam przywitać, życzyć miłej zabawy i dziękować za zasłonięcie mojego badziewia kartą, która jest naprawdę dobra:)]
OdpowiedzUsuńMai